Silesia znowu rządzi

Zawodnicy Silesii Rybnik, gdzie narodził się polski baseball, tytuł mistrzowski zdobyli na stadionie w Kutnie
KS Silesia

Drużyna z Rybnika zdobyła niedawno mistrzostwo Polski. Piąte w historii, ale pierwsze od 30 lat. Tytuł wrócił na Śląsk, czyli do domu.

Silesia wygrała rundę zasadniczą rozgrywek, ale finałowi przeciwnicy, Centaury Warszawa, bronili mistrzowskiego tytułu. Zawodnicy z Rybnika przegrali dwa pierwsze mecze (oba w stosunku 1:2) i postawili się w bardzo ciężkiej sytuacji, bo gra toczyła się do trzech zwycięstw. Jednak presja nie podziałała na nich paraliżująco i wygrali dwa kolejne spotkania (trzecie aż 9:1, czwarte 6:4). O tytule miało więc zdecydować starcie numer pięć, które rozegrano 21 października na boisku w Kutnie, czyli stolicy baseballu na Mazowszu. To tutaj znajduje się Stan Musial Stadium, prawdziwe baseballowe cacuszko, Europejskie Centrum Małej Ligi Baseballowej. Przyczynił się do tego właśnie Stan Musial, zmarły cztery lata temu legendarny zawodnik drużyny MLB (Major League Baseball – amerykańskiej ligi zawodowej) St. Louis Cardinals. Dzisiaj Musial to honorowy obywatel Kutna i patron stadionu. Baseballiści KS Silesia Rybnik wygrali piąty mecz 3:0 i wpadli sobie w objęcia, a na trybunach świętowała grupka ich wiernych kibiców. Mistrzowski tytuł wrócił do Rybnika, czyli miasta, gdzie narodził się polski baseball.

Jak szachy

W ubiegłym roku gracze Silesii zakończyli rozgrywki na trzecim miejscu. To też był sukces, pierwszy medal po 12-letniej przerwie. Grającym trenerem drużyny był Amerykanin z Chicago Braden Lee. W tym roku do mistrzostwa rybniczan poprowadzili Japończycy Ryoma Watanabe i Ryosuke Sato, którzy wzmocnili klub przed sezonem. Na co dzień mieszkali w Żorach, otrzymywali drobne pieniądze od sponsora. Teraz polecieli do ojczyzny, ale wrócą do Rybnika w połowie stycznia. Z tego, co mówią, wynika, że dobrze się tutaj czują, byli mile zaskoczeni przychylnością mieszkańców, zawodników i kibiców. Znają pojedyncze polskie słowa i chwalą atmosferę w drużynie.

W polskiej Ekstralidze baseballu występuje sześć drużyn, w I lidze i II lidze po cztery. To zarówno duże ośrodki, jak chociażby Wrocław, gdzie gra drużyna Barons, jak i bardzo małe, jak Osielsko pod Bydgoszczą, siedziba klubu Dęby. Wrocław, po 15 latach starań, doczekał się okazałego boiska baseballowego, dzięki głosom mieszkańców oddanym w ramach budżetu obywatelskiego. Centaury Warszawa nie mają swojego boiska i mecze domowe rozgrywają w Kutnie albo Osielsku. Sezon trwa od kwietnia do października.

Baseball to w Polsce dyscyplina egzotyczna. Pewnie wynika to w dużej mierze z nieznajomości zasad gry. Czy to rzeczywiście tak skomplikowany sport, za jaki uchodzi?

– Amerykanie mówią, że baseball jest jak szachy, trzeba myśleć kilka ruchów do przodu. Poza tym trzeba jeszcze mieć kondycję i zwinność – mówi „Rzeczpospolitej” Henryk Rojek, były zawodnik i były prezes Silesii Rybnik. Jego przygoda z baseballem wzięła się z przypadku. – Trenowałem lekkoatletykę, ale z powodu kontuzji musiałem dać sobie spokój. W szkole chemii uczył nas Jan Liszka, znany działacz baseballowy i to on przekonał mnie do tego sportu – wspomina Rojek, który zdobywał mistrzostwa w latach 80., a karierę zakończył dopiero w 2010 roku. Bo w baseball można grać długo. Najstarszy zawodnik dzisiejszej Silesii, zarazem kierownik drużyny, Artur Szymura gra od 27 lat. A wracając do zasad – wcale nie są takie skomplikowane. Wystarczy poznać te podstawowe, potem jest już z górki.

O baseballu w Polsce głośniej zrobiło się tylko na chwilę. To było w 2013 roku, kiedy New York Yankees, najsłynniejsza organizacja baseballowa świata, podpisali kontrakt z Arturem Strzałką, zawodnikiem Silesii, o którym do tego czasu, poza środowiskiem baseballowym, mało kto w Polsce słyszał. 18-latek został pierwszym zawodnikiem urodzonym i wytrenowanym w Polsce, który podpisał zawodowy kontrakt w MLB. Zaczynał w Ataku Boguszowice (dzielnica Rybnika), marzył o karierze baseballisty, dla niej rzucił tenis i spełnił swój sen. Nie przebił się co prawda do pierwszej drużyny, zamiast w Nowym Jorku czas spędzał głównie na Dominikanie, gdzie trenują młodsze drużyny Yankees. Awansował za to do reprezentacji Europy na Asia Winter Baseball League na Tajwanie. Niedawno przeniósł się do ligi japońskiej. Po sezonie przyjechał do Polski i wzmocnił Silesię w trzech meczach finałowych.

Zaczęło się od palanta

Skąd baseball na Górnym Śląsku? To gra podobna do palanta. A w palanta grało się w tym regionie już w XVII wieku. Potem polscy emigranci zanieśli tę grę do Stanów Zjednoczonych. W książce „Chasing the American Dream” jej autor, amerykański dziennikarz polskiego pochodzenia, Thomas M. Tarapacki wymienia mnóstwo polsko brzmiących nazwisk, zanim dochodzi do Stana Musiala. Tymczasem w Ligockiej Kuźni (dzisiaj to dzielnica Rybnika) w 1920 roku powstał jednosekcyjny klub Gwiazda. Zawodnicy grali w palanta i nosili charakterystyczne białe czapki marynarskie z niebieską gwiazdą. Chętnych do gry nie brakowało, gorzej było z pieniędzmi: stroje dla zawodników szyły miejscowe kobiety.

Klub odrodził się po wojnie, z tym że po paru latach przeszedł pod patronat zrzeszenia sportowego Stal Rybnik, działającego przy hucie Silesia. W 1957 roku powstał Polski Związek Piłki Palantowej z siedzibą w Rybniku, a klub z tego miasta zdobył pierwsze mistrzostwo. Parę lat później związek zainteresował się softballem. Na Śląsku uczyli się go od sąsiadów z Czech. Wieloletnim prezesem związku był Brunon Przeliorz, dzisiaj patron boiska baseballowego w Żorach, skąd pochodził. Silesia grała mecze towarzyskie z drużynami z Pragi, softball oraz podobny do niego baseball przenikały na ziemie polskie. To właśnie od Czechów klub z Rybnika otrzymał pierwszy sprzęt do baseballu – rękawice, pałki i piłki. Silesia była pierwsza, potem powstawały kolejne drużyny grające w softball na Górnym Śląsku i wkrótce ruszyły rozgrywki.

Tymczasem w klubie z coraz większym zainteresowaniem spoglądali już w stronę baseballu. Oprócz Czechów na Śląsku pojawili się trenerzy holenderscy. W 1984 roku powstał Polski Związek Softballu i Baseballu z siedzibą w Rybniku. Silesia wygrała pierwsze mistrzostwo i trzy kolejne. Nikt wtedy zapewne nie przypuszczał, że na następne będzie trzeba poczekać 30 lat.

Z ojca na syna

Henryk Rojek pieczołowicie odtwarza tę klubową i nie tylko klubową historię. Były zawodnik, dzisiaj członek zarządu klubu, szykuje wydanie książki na zbliżające się 100-lecie klubu. Jest o czym pisać, ta historia zasługuje na uwiecznienie. Gorzej – to się nie zmieniło – z pieniędzmi. Silesia wcale nie wzbogaciła się na transferze Strzałki do Yankees. Baseball to u nas amatorski sport, zawodnicy pracują albo studiują, nie otrzymują wynagrodzenia za grę. Przyciągnąć młodzież nie jest łatwo. W klubie trenuje 20 seniorów i około 30 młodych zawodników. Można powiedzieć, że to sport rodzinny.

– Obecni zawodnicy to często dzieci tych, którzy grali kiedyś. Chociaż nie wszyscy zostają przy baseballu. Rafał Szymura zaczynał u nas, a teraz z powodzeniem gra w siatkówkę w Kędzierzynie-Koźlu – opowiada Henryk Rojek. Rodzinnie jest też na trybunach, gdzie panuje świetna piknikowa, w dobrym znaczeniu tego słowa, atmosfera. Tłumów na meczach nie ma, ale ostatnio z frekwencją jest nieco lepiej. Obcokrajowcy, którzy mają większe umiejętności, przyciągają ludzi na stadion.

Silesia może liczyć na wsparcie urzędu miasta. Niedawno klub doczekał się zaplecza socjalnego z prawdziwego zdarzenia, które zastąpiło dotychczasowy barak. Na otwarciu był prezydent Rybnika Piotr Kuczera, więc w klubie obiecali w zamian mistrzostwo Polski. Słowa jak widać dotrzymali. Klub ma własne boisko, co w polskiej rzeczywistości nie jest takie oczywiste, a nawet drugie boisko dla dzieci. Fani baseballu pewnie chcieliby więcej, ale trzeba wziąć pod uwagę, że w Rybniku jest jeszcze żużel i piłka nożna. Młodzicy Silesii grają w lidze śląsko-morawskiej, bo kontakty z Czechami cały czas są zaawansowane. Parę miesięcy temu zawodnicy poniżej 12. roku życia zdobyli Puchar Polski. W składzie Silesii była dziewczyna – Katarzyna Kuszka. Dziewczyny mogą grać w baseball do 18. roku życia. Ograniczeń nie ma za to w softballu, tam grają drużyny kobiece.

Przyszłość baseballu w Polsce będzie zależeć od jego popularności. Kształtują ją również media, co podkreślają wszyscy, którzy marzą, by zaszczepić amerykański sport na polskim gruncie. Nadzieja w igrzyskach olimpijskich. W 2020 roku w Tokio znowu będzie baseball, nieobecny na ostatnich olimpiadach. W Japonii, gdzie jest bardzo popularny, nie mogło go zabraknąć. – Oczywiście to dobra wiadomość. Szkoda tylko, że nie będzie tam Polski. Niestety, nasza reprezentacja to europejska druga liga. W Europie mocne drużyny mają Włosi, Czesi, Holendrzy, Niemcy. U nas ciągle ciężko z tym baseballem – przyznaje Henryk Rojek, ale w Rybniku mają powody do radości. I cel – w przyszłym roku obronić tytuł.

Autor jest dziennikarzem „Kroniki Beskidzkiej”.

Mogą Ci się również spodobać

Wysokie rachunki mogą jeszcze wrócić

To, że problem drożejącej energii zostanie rozwiązany w tym roku, nie oznacza, iż zniknie ...

Mało pieniędzy na lokalne drogi

Samorządy mają dostać na inwestycje infrastrukturalne 36 mld złotych w ciągu dziesięciu lat. Potrzebują ...

Centrum Onkologii w Bydgoszczy to przedmiot dumy kujawsko-pomorskiego samorządu

Warto dbać o zdrowie mieszkańców

Wszystkie samorządy przeznaczyły w 2018 r. na inwestycje w szpitale i programy profilaktyczne w ...

Wschód na wielokulturowym szlaku

Wizyta na wschodzie to dobra okazja, żeby pomyśleć o bogatym dziedzictwie regionu, a zatem ...

Z Baniewic do Bordeaux

Solaris, souviginier gris czy muscaris – to niektóre szczepy winogron uprawiane na Pomorzu Zachodnim. ...

Nie stracimy ani jednego euro

Żaden region nie straci na koniec 2018 roku ani jednego euro na podstawie zasady ...