Inwestorzy w końcu musieli pójść za pracownikami

Piotr Mazurkiewicz
Fotorzepa / Waniek Ryszard

W końcu już nie tylko wielkie miasta, z Warszawą na czele, są atrakcyjnym kierunkiem dla zagranicznych oraz krajowych inwestorów. Zmianie nastawienia sprzyja zwłaszcza kompletna rewolucja na rynku pracy, jaka dokonała się w ostatnich latach.

Powoli mamy do czynienia z rynkiem pracownika, firmy coraz mocniej muszą zabiegać o kandydatów do pracy. Dlatego aby wygrać wyścig z konkurentami lepiej ulokować się w miejscu, w którym na tle kraju wciąż łatwiej jest znaleźć kandydatów do pracy.

To jednak tylko jeden z powodów. Wciąż dla wielu inwestorów kluczowe jest wsparcie nowych projektów ze środków publicznych, czy to w ramach zwolnień podatkowych, czy wsparcia dla tworzenia nowych miejsc pracy. To mocno dyskusyjna praktyka, ponieważ firmy często po wygaśnięciu klauzul o obowiązkowym utrzymywaniu etatów przez określony okres, często bardzo szybko decydują się na zmniejszanie skali produkcji czy wręcz przenoszą się w inne miejsce, licząc na kolejne programy wsparcia. Wielu inwestorów wciąż woli lokować produkcje tam, gdzie jest szansa na lokalny popyt. Nawet jeśli większość sprzętów czy komponentów trafi na eksport, to przynajmniej część można sprzedać na miejscu, co jest okazją do podwyższenia marży.

Dlatego, paradoksalnie mogło by się wydawać, fabryki są budowane w krajach bogatych, z wysokimi kosztami pracy jak Wielka Brytania, Szwajcaria czy Niemcy.

Oczywiście Polskę dzielą od tych rynków wręcz kosmiczne odległości, ale zmiany nastawienia inwestorów można już zauważyć. Choć dzisiaj najłatwiej jest jakiekolwiek zmiany gospodarcze tłumaczyć wpływem programu 500+, to trudno nie zauważyć jego potencjalnego efektu także w tym przypadku. Podnosząc średni dochód powoduje, że inwestorzy prędzej pomyślą o danym kraju jako miejscu do inwestowania z racji większej szansy na wyższy popyt wewnętrzny.

Wpływ programu na poziom wydatków konsumpcyjnych jest znacznie bardziej widoczny w mniejszych ośrodkach miejskich czy na wsiach, ponieważ właśnie w nich mieszka największa grupa beneficjentów programu.

Cieszy, że choć Polska jako cały kraj od lat jest stawiana – przynajmniej w Europie – za wzór dynamicznego rozwoju i podnoszenia standardu życia, to jednak z efektów tego otwarcia na inwestorów korzystały najmocniej wybrane regiony.

Dziś w końcu zaczyna się to zmieniać. Ale trzeba pamiętać, że wyrównanie poziomów choćby zarobków nie nastąpi z dnia na dzień, a może nawet nigdy. Z drugiej strony to jednak też argument za lokowaniem inwestycji w słabiej rozwiniętych regionach – oczekiwania płacowe mieszkańców są tam niższe.

Strefa napędza gospodarkę regionu

Mogą Ci się również spodobać

 Księży Młyn w ciągłym ruchu

Odnowione mieszkania, lofty, biura, handel, edukacja, kultura – łódzki Księży Młyn, jak wiele innych ...

Kuszenie hinduskich firm

Wyjazd na szczyt gospodarczy do New Delhi, umowa ze stanem Maharasztra, współpraca z Mumbajem ...

Wójt gminy Tarnowo Podgórne Tadeusz Czajka

Wójt Tarnowa Podgórnego: Jakość życia też ma znaczenie

Dla inwestora liczy się nie tylko standard infrastruktury, ale te inne, miękkie kryteria – mówi ...

Promocja, czyli zadanie nie dla amatorów

Miasta już wiedzą, że w konkurencji o inwestorów, turystów i mieszkańców liczą się nie ...

Komu wodociąg, komu kanalizację

Nawet w dużych miastach nie wszyscy są podłączeni do sieci wodno-kanalizacyjnej. Na wsiach to ...

Billboardy dalej będą straszyć

Nowe przepisy mogą zniweczyć wieloletnią pracę miast nad uporządkowaniem krajobrazu.