Lotka zamiast piłki

Natalia Pocztowiak (z lewej) i Agnieszka Wojtkowska na Mistrzostwach Polski, Głubczyce, 2010 rok.
Rzeczpospolita, MICHAŁ SZALAST MICHAŁ SZALAST

Przed wjazdem do tej miejscowości na Opolszczyźnie jeszcze do niedawna stał baner z napisem: „Głubczyce – miasto badmintona”.

Przemysław Wacha, jeden z najwybitniejszych polskich badmintonistów, czterokrotny uczestnik igrzysk olimpijskich badminton zaczął uprawiać w wieku ośmiu lat. Chciał grać w piłkę w miejscowej Polonii i kochał futbol, ale kiedy w szkole podstawowej poszedł na lekcję wychowania fizycznego zamiast – jak to jest w większości szkół – piłki do kopania dostał do ręki rakietkę i lotkę. Krótko trenował piłkę nożną, ale został przy badmintonie.

W 13-tysięcznych Głubczycach od kilkunastu lat niemal każde dziecko ma do czynienia z grą w kometkę. To nieodzowny element sportowej edukacji. Miejscowy klub Technik zdobył do dziś więcej niż połowę tytułów drużynowego mistrza Polski – 23 podczas 42. edycji rozgrywek.

Medalistów indywidualnych mistrzostw trudno zliczyć. W klubie chlubią się tym, że łącznie z kategoriami młodzieżowymi zawodnicy z Głubczyc zdobyli kilkaset krążków. Ile dokładnie?

Menedżer klubu Jarosław Bąk przez dłuższą chwilę szpera w papierach i poddaje się. – Będzie tak między 600 a 700 – odpowiada „Rzeczpospolitej”.

Klub przy zakładach dziewiarskich

Historia badmintona w Polsce zwanego wcześniej kometką związana jest z działalnością TKKF – czyli Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej, socjalistycznego tworu powołanego do życia w latach 50. dla „propagowania kultury fizycznej”. Kometka jako dyscyplina w tym czasie wyłącznie rekreacyjna rozwijała się głównie pod egidą TKKF.

W Głubczycach za popularyzację badmintona wziął się pod koniec lat 60. nieżyjący już Bolesław Zdeb, miejscowy działacz TKKF przy Zakładach Przemysłu Dziewiarskiego. Dyscyplinę poznał na obozie wypoczynkowym Związku Młodzieży Socjalistycznej i uznał, że to doskonała rozrywka.

Początki były trudne i nic nie zwiastowało sukcesu. Nie było pieniędzy, miejsca do treningu, a ludzie z dystansem patrzyli na tę formę ruchu.

Liczył się jednak zapał i pomysłowość pana Bolesława. Sprzęt – rakiety „Indianin” i lotki „Wessa” z łódzkiej fabryki sprzętu sportowego o tej nazwie – zakupił za własne pieniądze. Nie było gdzie ćwiczyć, bo brakowało sali? Zajęcia zorganizował więc na boisku przyszkolnym przy Liceum Ogólnokształcącym. Zimą jednak była bieda, treningi trzeba było przerwać.

Aby przekonać do tej nieznanej dyscypliny niechętnych jako referent do spraw socjalnych wprowadził grę w kometkę do programu zawodów odbywających się stale na terenie zakładu. Nagrodą był wyjazd na Centralną Spartakiadę Włókniarzy. Aktywnie działał przy miejscowej szkole dziewiarskiej szukając tam utalentowanej młodzieży.

W pojedynkę Zdeb nie zdziałałby nic, bądź niewiele.

Ryszard Borek – tak jak później Wacha – chciał być piłkarzem, rozpoczął treningi w miejscowej Polonii. Pokłócił się w klubie i zniechęcił do futbolu, ale nie do sportu.

Przypadkowo natknął się na trening badmintonistów przy szkolnym boisku. Wziął rakietkę do ręki i zaczął przebijać lotkę przez siatkę.

Borek nie dość, że miał talent sportowy to także organizacyjny. Zaczął skupiać wokół siebie grupy trenujących. Na dodatek w jego ręce wpadł prospekt „Kometka – zawody, sędziowanie” wydany przez Centralną Radę Związków Zawodowych. Budowa potęgi badmintona w Głubczycach miała już podstawy merytoryczne.

Ryszard Borek, dziś po 70-tce, został trenerem. Przez wiele lat prowadził reprezentację Polski, także na igrzyskach olimpijskich.

Z czasem w TKKF Unii Głubczyce – pierwsza nazwa wzięła się od nazwy zakładów włókienniczych – nastąpił jasny podział ról. Bolesław Zdeb był odpowiedzialny za sprawy organizacyjne, a Ryszard Borek za szkoleniowe. Dzięki uprzejmości Szkoły Specjalnej badmintoniści mieli już gdzie trenować zimą.

Kometka w tej małej przygranicznej miejscowości zaczęła rozwijać się jak lecąca z prędkością światła kometa.

Czworo olimpijczyków z Technika

Kiedy w Polsce badminton przyjął bardziej profesjonalną formę i na początku lat 70. ze Społecznej Sekcji Kometki przekształcił się w Centralny Komitet Badmintona, Unia Głubczyce była już potęgą w tej dyscyplinie. W pierwszych drużynowych mistrzostwach Polski – w sezonie 1973/74 – zajęła pierwsze miejsce pokonując w finale Gwardzistę Wrocław. Od 1974 roku do 1987 wygrywała co roku.

Dominację Unii, która pod koniec lat 70. przekształciła się w Technika tylko na rok przerwał Polonez Warszawa. Stołeczni badmintoniści chcieli zwrócić medale zawodnikom z Głubczyc, bo na parkiecie przegrali aż 0:11, ale okazało się, że trener pomylił kolejność ustawiania zawodników. Ostatni z 23 tytułów Technik wywalczył w 2011 roku.

Równie bezwzględnie, a może nawet w sposób bardziej oczywisty badmintoniści z Głubczyc brylowali w kraju w konkurencjach indywidualnych.

Po wprowadzeniu dyscypliny do programu igrzysk olimpijskich w 1992 roku czworo zawodników Technika wystąpiło na najważniejszej dla sportowca imprezie: Bożena Siemieniec-Bąk, Bożena Wojtkowska-Haracz, Katarzyna Krasowska i Przemysław Wacha.

Krasowska startowała trzykrotnie, a Wacha cztery razy – ostatnio w Rio de Janeiro. Zapowiada, że do Tokio pewnie już nie pojedzie, bo jest stałym klientem Centralnej Przychodni Medycyny Sportowej.

35-letni zawodnik to obok wychowanka Poloneza Warszawa Roberta Mateusiaka najbardziej utalentowany polski badmintonista. Zajmował dziewiąte miejsce w światowym rankingu, w 2007 roku dotarł do półfinału prestiżowego turnieju China Masters, grał w finale Dutch Open, zdobywał medale mistrzostw Europy.

W Głubczycach się wyszkolił, potem grał w Niemczech. Mieszka w Warszawie, ale jego trenerką jest była zawodniczka Technika, Bożena Haracz. Związków z lokalną ojczyzną nie zerwał, nadal czuje się mieszkańcem Głubczyc i reprezentuje miejscowy klub.

Nie trenują już po kątach

– Klub istnieje i ma się dobrze. Niemal każde dziecko w Głubczycach w pierwszych klasach szkoły podstawowej zaznajamia się z badmintonem, ale taki Przemek Wacha narodzi się raz na kilkanaście lat. To był czysty talent. Mimo to nie ustajemy w szukaniu jego następców – mówi Jarosław Bąk.

W Techniku nie ma już takich problemów, jaki były blisko pół wieku temu, kiedy klub się dopiero rodził. W mieście zrozumieli, że badminton jest szansą dla dzieci, a także dla samorządu, że można wiele zyskać dzięki temu sportowi.

Badmintoniści nie trenują już po kątach, na boisku szkolnym albo gościnnie w salce gimnastycznej. Technik dostaje dotacje na szkolenie, ma nowoczesną halę, w której znajduje się 12 kortów, a obok niej saunę, siłownię.

W Głubczycach istnieje dziś najbardziej prestiżowy ośrodek szkoleniowy badmintona, przez który przechodzą wszyscy reprezentanci kraju. Od czasu do czasu przyjeżdżają tu doradzać, mający największe uznanie w tej dyscyplinie, szkoleniowcy z Azji. Działa Szkoła Mistrzostwa Sportowego z klasą o profilu badmintona.

– Zawodnicy są szkoleni od najmłodszych lat aż do wieku licealnego, a potem wychodzą w świat – opowiada Bąk.

Ci, którzy nie mają szans albo chęci na zawodowe uprawianie badmintona, często zostają przy dyscyplinie. W mieście co chwila organizowane są turnieje dla amatorów, istnieje liga, która zrzesza blisko 20 drużyn.

W historycznym herbie miasta widnieje anioł z rozpostartymi skrzydłami, podtrzymujący nimi dwie tarcze. Na jednej z nich stoi biały lew ze złotą koroną na głowie, na drugiej umieszczone są trzy bosaki. Może należałoby do tej heraldyki wprowadzić rakietkę i lotkę? Nie ma w Polsce miasta bardziej związanego z jedną dyscypliną niż Głubczyce z badmintonem.

Mogą Ci się również spodobać

Spór o model rozwoju regionów

Nie wszystko w polityce regionalnej da się zmienić poprzez rozwój metropolii – mówi Zygmunt ...

Szykuje się upadek samorządu jaki znamy

Według idei PiS Polska ma być państwem scentralizowanym – mówi Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia.

Kwadratowy stół dla oświaty

Powrót organizacji sieci szkół do samorządów i określenie standardów edukacyjnych – tego m.in. oczekują ...

Nie opieramy się tylko na węglu

Powinniśmy zacząć myśleć o stopniowym wygaszaniu kopalń – mówi Piotr Kuczera, prezydent Rybnika. Rybnik ...

Zmieniły się relacje dorosłych z dziećmi

Matura jest za łatwa – uważa Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO w Warszawie.