Podróż w przeszłość i łyk historii

Skansen w Wielkiej Nieszawce przygotowuje się na przyjęcie turystów
Fotorzepa, Szymon Zdziebło

Olędrzy mieszkali na polskich ziemiach kilka stuleci, dzięki skansenowi w Wielkiej Nieszawce zostanie po nich ślad.

Niedaleko Torunia, w Wielkiej Nieszawce – miejscu, gdzie kiedyś była wioska olęderska, powstaje skansen, będący świadectwem obecności szczególnych osadników, którzy przed religijnymi prześladowaniami uciekli z zachodniej Europy. Będzie to największy taki kompleks specjalnie poświęcony olędrom.

– Chcemy pokazać, jak ci ludzie żyli i kim byli, bo wiedza o nich jest niewielka. Tymczasem przez kilka stuleci zgodnie współegzystowali z Polakami – mówi dr Hubert Czachowski, dyrektor Muzeum Etnograficznego w Toruniu.

Opanowali żywioł

Już 100 lat temu pomysł stworzenia skansenu w tym miejscu postulował konserwator prowincji pruskiej, twierdząc, że zachowało się tu wiele siedlisk olęderskich. Dziś ambitny projekt realizuje Muzeum Etnograficzne. Historia osadników, których los rzucił na nasze tereny, jest barwna. Grupy menonitów zaczęły przybywać do Polski w XVI głównie z Niderlandów (w pierwszej fazie – ok. 11 tys.) z powodu swojej doktryny religijnej – u siebie byli prześladowani, bo dosłownie traktowali pismo święte i odmawiali służby wojskowej.

– Rzeczpospolita udzieliła im schronienia i pierwsze osady menonitów zaczęły powstawać na terenach zalewowych Żuław, gdzie miejscowa ludność nie radziła sobie z trudnymi warunkami – opowiada dr Czachowski. – Ludzie potrafiący walczyć z żywiołem wiedzieli, jak osuszać ziemię, byli na wagę złota. Stworzyli z mokradeł urodzajne pola, przysparzając korzyści właścicielom ziemi.

Dla nich zostało stworzone nowe prawo osadnicze, zwane odtąd prawem olęderskim. Choć wtedy w Polsce panowała pańszczyzna, olędrzy byli ludźmi wolnymi, a Rzeczpospolita gwarantowała im wolność wyznania. Przyczynili się do rozwoju gospodarczego.

Pierwsze XVI-wieczne osady olęderskie się nie zachowały, ale wiele elementów tych z XVIII i XIX wieku już tak.

– Postanowiliśmy o nie zadbać, by ten ważny w historii Polski epizod zachować – mówi dyr. Czachowski. – Wieś olęderska ma zabudowę zupełnie inną niż nasza. Pod jednym dachem znajdowała się część mieszkalna i gospodarcza, domy były po jednej stronie drogi.

W skansenie już odtworzono trzy zagrody, w tym należącą do bogatego gospodarza, która składa się z czterech budynków, spichlerza, stodoły i chaty dla robotników sezonowych. Budynki przeniesiono z różnych miejsc.

– Skończyliśmy zagospodarowanie przestrzeni, obecnie szukamy wyposażenia, mebli detali – mówi dyr. Czachowski. Udało się np. znaleźć pierwotną tapetę, w którą było wyposażone jedno z pomieszczeń. – Na strychu znaleźliśmy rachunek za kupno tej tapety datowany na początek XX wieku, a na jednej ze ścian zrobiliśmy jej rekonstrukcję – opowiada dyrektor muzeum.

Olędrzy żyli w kujawsko-pomorskim do 1945 r., potem – ponieważ mówili po niemiecku, byli postrzegani jako Niemcy. Wielu uciekło, na ich miejsce przyszli osadnicy ze wschodniej i centralnej Polski.

Dziś gdzieniegdzie są osoby, które twierdzą, że są potomkami olędrów. Jednak nie ma już czynnych zborów menonickich. Skansen zostanie udostępniony turystom wiosną 2018 r. Będzie to rzadkość na skalę krajową – w Polsce są pojedyncze zagrody, jak np. w Wielkopolskim Parku Etnograficznym, jednak całej wsi nie ma nigdzie.

Walki gladiatorów

Możliwości „przeniesienia się w przeszłość” w regionie jest więcej. Wciąż niezwykle atrakcyjnym punktem na trasie turystycznych wycieczek jest Biskupin.

Oprócz stałych ekspozycji, w tym roku, podobnie jak i w poprzednich na gości czeka atrakcja w postaci Festynu Archeologicznego. Odbędzie się we wrześniu, ale już warto o tym pomyśleć. Tegoroczni bohaterowie festynu to „wojownicy i ich boscy opiekunowie”. – Zaprezentujemy dawne uzbrojenie, będzie legion rzymski, widowiskowe walki gladiatorów, dwie spore grupy przedstawiające bóstwa słowiańskie – Wiesław Zajączkowski, dyrektor Muzeum Archeologicznego w Biskupinie wylicza zaledwie niektóre z licznych atrakcji. – To, co będzie się działo na głównej arenie, jest tak nasycone, że aż „trzeszczy w szwach”.

Inna alternatywa to odwiedziny dworu w Kłóbce – miejsca związanego z Fryderykiem Chopinem. – Odbudowany ze zgliszczy i wyposażony w historyczne przedmioty dwór zachwyca. Mieszkała tu kiedyś Maria Wodzińska-Orpiszewska, XIX-wieczna malarka, narzeczona kompozytora i muza Słowackiego.

– W ciągu kilku lat region przeznaczył blisko 60 mln zł na remonty i odtworzenie najcenniejszych zabytków – mówi Beata Krzemińska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: g.zawadka@rp.pl

Mogą Ci się również spodobać

Miasta kuszą tym, co najlepsze

Lepsza komunikacja, nowe przestrzenie dla biznesu, inwestycje w kapitał ludzki - tak miasta przyciągają ...

Większe statki w małych portach

Nowe tory wodne powstaną do portów w Policach i Stepnicy. To kolejne po Szczecinie ...

Janosikowe trzeba odesłać do lamusa

Rząd mógłby zwiększyć pulę tych dochodów dla nas i przeznaczyć większość PIT dla poszczególnych ...

Nie płacisz? Zapomnij o kredycie

Nawet ponad 400 tys. złotych są winni samorządom lokatorzy mieszkań komunalnych ze Śląska. Coraz ...

Nie opieramy się tylko na węglu

Powinniśmy zacząć myśleć o stopniowym wygaszaniu kopalń – mówi Piotr Kuczera, prezydent Rybnika. Rybnik ...

Spacerem do parku

Oslo jest w tym roku Zieloną Stolicą Europy, czyli laureatem nagrody przyznawanej od dziesięciu ...