Tradycyjnie więcej zgłoszeń mamy od jesieni, ale w tym roku jest ich wyjątkowo dużo. Więcej niż w poprzednich latach – kwituje Edyta Ćwiklik z krakowskiej straży miejskiej.
Potwierdza to Marta Stachowiak z bydgoskiego magistratu. – Każdego roku w okresie jesienno-zimowym jest więcej sygnałów od mieszkańców o miejscach, gdzie zauważono gryzonie – podkreśla.
Przedstawiciele samorządów przestrzegają: nie karm szczurów
Informacje o większej liczbie szczurów w Krakowie i Warszawie zaczęły się pojawiać w tym roku. Mieszkańcy zgłaszali więcej interwencji straży miejskiej, w internecie udostępniali filmiki z miejsc, w których występują gryzonie. Większość zgłoszeń w stolicy dotyczyła szczurów zauważonych m.in. w rejonie pawilonów handlowych przy Nowolipiu i stacji metra.
Przedstawiciele warszawskiego ratusza przyznali, że jest problem, i wskazali czynniki, które ich zdaniem spowodowały zwiększenie populacji szczurów: przede wszystkim to „dokarmianie” gryzoni i pogoda, głównie łagodne zimy, które sprzyjają rozmnażaniu i przeżyciu gryzoni. Te same i jeszcze kilka innych czynników wytypował też Kraków, który z problemem gryzoni zmaga się od lat.
Czytaj więcej
Samorządy rozpoczęły zwalczanie za pomocą środków chemicznych, fizycznych czy biologicznych szkodliwych gryzoni. Zwłaszcza szczurów.
W stolicy Małopolski szczury najczęściej pojawiają w centralnych, starych częściach miasta: na Alejach Trzech Wieszczów (w lutym tego roku została tu przeprowadzona dodatkowa deratyzacja), Plantach, na Starym Kleparzu, w zoo i na Krowodrzy – tej dzielnicy dotyczyła interpelacja radnego miasta Jakuba Koska, który domaga się zdecydowanych działań miasta, bo mieszkańcy sami z problemem sobie nie poradzą.
– Niestety, również w Krakowie wielu mieszkańców nieświadomie dokarmia szczury. Wyrzucając resztki jedzenia, karmią gryzonie, również zostawiając jedzenie – jak sądzą – dla ptaków, jeży czy bezdomnych kotów, tak naprawdę najczęściej karmią szczury – mówi Dariusz Nowak, rzecznik krakowskiego magistratu.
Dodaje, że problemem jest też to, że resztki jedzenia trafiają do niezabezpieczonych koszy na śmieci, otwartych wiat, do których szczury mają łatwy dostęp. – Wysypujące się odpady czy rozrzucone byle gdzie resztki jedzenia to dla nich idealna stołówka – przypomina Nowak.
Tylko zorganizowane działania mogą pomóc w walce ze szczurami
Podstawowym narzędziem do walki z gryzoniami nadal pozostaje deratyzacja i akcje informujące, jak zapobiegać mnożeniu się tych zwierząt. Zdecydowana większość gmin systematycznie przeprowadza stałe deratyzacje w określonych porach roku (np. w Krakowie od października do marca, w Bydgoszczy w marcu oraz od października do listopada), a w przypadku wystąpienia większej liczby gryzoni na konkretnym terenie wprowadza deratyzacje dodatkowe, interwencyjne. Jak się okazuje, nie jest to jednak stuprocentowo skuteczne rozwiązanie.
– Szczury są problemem większości dużych miast, a zwłaszcza miast turystycznych i skupisk ludzkich. Nie wyeliminujemy tych gryzoni całkowicie, możemy jedynie obmyślać metody i sposoby, jak zmniejszyć ich liczbę, tak aby nie stanowiły problemu – podkreśla Dariusz Nowak. Według Nowaka najlepszym sposobem są zmasowane, zorganizowane działania, np. takie, jakie zastosował w ubiegłym wieku Budapeszt. Miasto to najpierw zrobiło rozpoznanie, jak duża jest populacja szczurów, a potem rozpoczęło masową akcję złożoną z wielu równoczesnych działań: wykładania trucizny, uszczelniania kanałów wędrówek szczurów (kanalizacja, mury, tunele), zmniejszenia dostępu do żywności i odpadów dla gryzoni. I dało to efekt.
Mieszkańcy Krakowa także są zdania, że należy coś zmienić w „odszczurzaniu” miasta i sama deratyzacja stosowana w dotychczasowy sposób nie wystarczy. – Nigdy do tej pory nie było tyle szczurów w Hucie, a mieszkam w tej dzielnicy kilkadziesiąt lat. Wcześniej najczęściej można je było spotkać w okolicy wiat śmietnikowych, przy sklepach spożywczych. Ale ostatnio dostają się do piwnic i mieszkań, wchodzą przez kanalizację, przez balkony. To groźna sytuacja, trzeba działać jak najszybciej – mówi Mateusz Borkowski, mieszkaniec dzielnicy.
Jak najlepiej przeprowadzić odszczurzanie
Zdaniem mieszkańca potrzebne są rozwiązania systemowe, a nie tylko stosowana dwa razy do roku deratyzacja. – To tradycyjne metody, które się nie sprawdzają i już nie wystarczają. Szczury przestały się przejmować stacjami deratyzacyjnymi, bo są na to zbyt inteligentne. Musimy myśleć perspektywicznie i wdrażać inteligentne rozwiązania. W Nowym Jorku powstała na przykład instytucja szczurzego cara. I to rozwiązanie przynosi skutki – dowodzi Borkowski.
W Krakowie jednak jak dotąd nikt nie myśli o ustanowieniu funkcji szczurzego cara czy szczurołapa. W stolicy Małopolski nadal główną metodą walki ze szczurami pozostaje deratyzacja. Jednak władze miasta nieco zmodyfikowały przepisy – od lipca tego roku właściciele obiektów gastronomicznych muszą prowadzić ciągłą deratyzację zamiast dotychczasowych akcji przeprowadzanych kilka razy w roku.
Czytaj więcej
Komary, meszki, muchy czy kleszcze. Miasta wypowiadają tym owadom wojnę. Nie tylko chemiczną, ale też biologiczną. Po to by mieszkańcom żyło się le...
Miasto liczy, że te zaostrzone wymagania pomogą ograniczyć skalę problemu. Ponadto miasto uświadamia mieszkańców, by ci jednak nie dokarmiali szczurów, a właścicielom i zarządcom nieruchomości prywatnych przypomina o obowiązku deratyzacji. W serwisie informacyjnym krakowskiego magistratu czytamy m.in.: jesienią i zimą często z troski dokarmiamy zwierzęta. Niestety nie jest to dobry nawyk, ponieważ dokarmiamy w ten sposób również te, których bardzo nie chcemy w swoim otoczeniu: szczury.
Deratyzacje i podobne akcje uświadamiające prowadzą inne duże miasta: Lublin, Poznań, Bydgoszcz, Olsztyn czy Łódź. – O obowiązku deratyzacji, która jest jedynym skutecznym sposobem przeciwdziałania wzrostowi populacji gryzoni na terenie miasta, przypominamy mieszkańcom za pośrednictwem rożnych kanałów informacyjnych. Miasto prowadziło działania edukacyjno-informacyjne mieszkańców na temat obowiązku deratyzacji. Między innymi ze środków budżetu obywatelskiego opracowano pakiet materiałów edukacyjnych – plakatów oraz informacji na wiaty śmietnikowe – mówi Monika Głazik z biura prasowego lubelskiego magistratu. W Lublinie deratyzacja prowadzona jest dwukrotnie w ciągu roku, z wyjątkiem Śródmieścia i Starego Miasta – gdzie jest prowadzona czterokrotnie w ciągu roku.
W Poznaniu dwa razy w roku odbywają się powszechne, obowiązkowe akcje deratyzacyjne, trwające cały miesiąc (wiosenna – w kwietniu i jesienna – w październiku). – Powszechność tych akcji polega na tym, że trutki wykładane są prewencyjnie w okresach największej aktywności gryzoni w skali roku, czyli niezależnie od tego, czy właściciel/zarządca konkretnej nieruchomości dostrzega obecność oraz problem myszy i szczurów, czy też nie – mówi Monika Nowotna, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Poznania.
Jak sobie radzić z plagą gryzoni w polskich miastach?
W całkiem skuteczny sposób ze szczurami radzi sobie Wrocław, który jeszcze kilka lat temu miał z nimi poważne problemy. Wrocław stosuje deratyzację, ale – podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej Budapeszt – opracował system powiązanych ze sobą działań, które niejako deratyzację uzupełniają. W 2023 roku po konsultacjach m.in. z naukowcami z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu rada miejska zwiększyła termin obowiązkowej deratyzacji w centrum miasta do dziesięciu miesięcy w roku (właśnie centrum dotyczyła największa liczba interwencji). Na pozostałym obszarze miasta obowiązkowa deratyzacja jest jedynie przez dwa miesiące w roku. Zwiększony został też katalog nieruchomości, podlegający obowiązkowi dziesięciomiesięcznej deratyzacji m.in. o hostele, motele, pensjonaty i inne obiekty świadczące usługi noclegowe, dworce kolejowe, autobusowe, obiekty świadczenia całodobowych świadczeń zdrowotnych.
– Zwiększyliśmy także budżet na walkę ze szczurami. W 2023 roku gmina Wrocław wydała na ten cel 2,6 mln zł (rok wcześniej 1 mln złotych) – wyjaśnia Michał Guz z wrocławskiego magistratu. Dla porównania – Kraków od początku roku na walkę z gryzoniami przeznaczył 30 tys. zł, głównie na zakup trutek rozkładanych w miejscach publicznych i samorządowych.
Czytaj więcej
W centrum Wrocławia trwa już druga w tym roku deratyzacja. W Częstochowie ustawiane są specjalne stacje na szczury. Samorządy – jak co roku – walcz...
Wrocław systematycznie zwiększa także liczbę „szczuroodpornych” pojemników na odpady, szczególnie podziemnych i półpodziemnych. - W takich miastach jak Wrocław, o bardzo dużej liczbie cieków wodnych i z dużym obszarem gęstej zabudowy, najważniejsze jest nietworzenie warunków, aby gryzonie mogły się mnożyć: utrzymywanie w czystości miejsc zbiórki odpadów, zamykanie klap śmietnikowych, niewyrzucanie jedzenia (w tym niewyrzucanie go do odpływów, bo trafi do kanalizacji). W tym zakresie prowadziliśmy i będziemy prowadzić kampanie edukacyjne – podkreśla Guz.
We Wrocławiu kontrolą czystości, w tym kontrolą wykonywania obowiązku deratyzacyjnego zajmuje się straż miejska. Od początku tego roku straż miejska wykonała ok. 4200 takich kontroli. Nałożyła mandaty na kilkanaście tysięcy złotych – większość uchybień dotyczyła miejsc gromadzenia odpadów.
Do wszystkich problemów z wiązanych ze zwiększaniem się populacji szczurów doszedł ostatnio kolejny – niekontrolowane stosowanie preparatów na szczury, w wyniku którego doszło do tragicznych w skutkach zatruć ludzi. Sprawą zainteresowało się Ministerstwo Rolnictwa, które dopuszcza preparaty do użytku. Również magistraty wielu miast wystosowały do mieszkańców i administratorów budynków ostrzeżenia i wytyczne jak stosować preparaty zwalczające szkodniki.