Chociaż splot czynników sprawił, że kończąca się kadencja samorządu jest najdłuższa w jego współczesnej historii,to jednocześnie – ze względu na kalendarz – kampania poprzedzająca kolejne wybory jest nadzwyczaj krótka.
Rozporządzenie o terminach wyborów samorządowych – 7 i 21 kwietnia – zostało opublikowane w poniedziałek 29 stycznia. Ale ponieważ w tym roku Wielkanoc przypada na pierwszy tydzień kwietnia, oznacza to dwa miesiące efektywnej kampanii wyborczej.
Przynajmniej w teorii, bo termin rejestracji list do sejmików, rad gmin, rad powiatów i rad dzielnic Warszawy mija 4 marca, a termin rejestracji kandydatów na prezydentów, wójtów i burmistrzów – w połowie marca. W skrajnych przypadkach oznacza to tylko kilka tygodni efektywnej kampanii wyborczej.
Czytaj więcej
Na plus zaliczam temu rządowi, że słucha głosu samorządów. I że mimo niełatwej sytuacji budżetowej została wypłacona tzw. subwencja rozwojowa – mów...
To mało czasu na zbudowanie rozpoznawalności czy zdefiniowanie w oczach wyborców lokalnej stawki wyborów. A to z kolei jest bardzo korzystne dla tych, którzy – jak urzędujący prezydenci – znani są w swoich lokalnych społecznościach i mieli wiele lat, zwłaszcza w warunkach przedłużonej kadencji, na budowanie swojej pozycji.
Na to wszystko nakładają się czynniki zewnętrzne, czyli ogromny szum informacyjny i kolejne przyciągające uwagę wydarzenia ogólnokrajowe, toczące się w Sejmie i poza nim. Dotyczy to różnych kampanii lokalnych, również tych najbardziej przyciągających uwagę mediów.
Krótki wyścig w stolicy. PiS nie ma szans w Warszawie?
O tym, jak bardzo przyspieszona i skondensowana jest kampania samorządowa, najlepiej świadczy rywalizacja w Warszawie.
W 2018 r. Patryk Jaki został ogłoszony kandydatem obozu PiS 28 kwietnia. Wybory samorządowe odbyły się w październiku tamtego roku. Oczywiście, inaczej niż obecnie, tamtych wyborów nie poprzedzała kampania parlamentarna – jak ta z października 2023 r. Ale i tak Tobiasz Bocheński został ogłoszony jako kandydat PiS zaledwie 3 lutego br., co pozostawia mu niewiele ponad osiem tygodni (plus wspominany wcześniej okres świąteczny) na prowadzenie starcia z Rafałem Trzaskowskim i innymi politykami w rywalizacji o fotel prezydenta Warszawy. Owszem, Jaki przez dłuższy czas formalnie prowadził prekampanię wyborczą. Ale i tak widać różnicę.
Oczywiście można uznać, że PiS zdaje sobie sprawę, że i tak nie ma szans w wyborach w Warszawie. Jednak kampania w stolicy tradycyjnie należy do najbardziej przyciągających uwagę. Dla PiS ten wynik liczy się też ze względów prestiżowych – jak i dla samego Bocheńskiego, który nigdy wcześniej nie kandydował w wyborach (był wojewodą mazowieckim).
Czytaj więcej
Jednym z najważniejszych wyzwań dla nowych samorządów wyłonionych w kwietniowych wyborach będzie usprawnienie miejskiego publicznego transportu. Gr...
Również np. miejscy aktywiści w Warszawie podnosili zarzut, że obecnie rządząca koalicja maksymalnie opóźnia moment ogłoszenia kampanii, by zwiększyć swoje szanse, a skrócić jednocześnie możliwości rywali. Kandydatura reprezentującej Lewicę i organizację Miasto Jest Nasze wicemarszałek Senatu Magdaleny Biejat została ogłoszona 13 lutego. Ale miały na to też wpływ wewnętrzne targi w koalicji rządzącej: nieudane rozmowy KO oraz Lewicy o wspólnym starcie.
Z kolei w niektórych ważnych miastach PiS wcale nie podjęło jeszcze decyzji co do kandydata lub kandydatki. Tak jest w Krakowie, gdzie być może partia Kaczyńskiego nikogo na to stanowisko nie wskaże. Jeszcze kilka tygodni temu kandydatem na nie wydawał się Łukasz Kmita, ale – jak to ujmuje jeden z naszych rozmówców z PiS – sprawy się „skomplikowały”. Partia zwleka też z ogłoszeniem kandydata we Wrocławiu.
Kampanie w miastach mają jeszcze jedno, dodatkowe znaczenie – to w naturalny sposób wzmocnienie wyniku konkretnych komitetów wyborczych w sejmikach. Np. doskonały wynik Rafała Trzaskowskiego w 2018 r. pomógł w obronie władzy w sejmiku województwa mazowieckiego przed PiS.
A w 2024 r. to PiS stoi przed koniecznością obrony swojego stanu posiadania w sejmikach. Kampanie w dużych miastach wojewódzkich – zwłaszcza takich jak Kraków – mogą tylko w tym pomóc.
Intensywny czas w Krakowie. Jacek Majchrowski nie stworzył politycznie swojego następcy
W samym Krakowie krótka kampania wyborcza działa na korzyść tych, którzy budowali swoje zaplecze wcześniej. Prezydent Jacek Majchrowski w ubiegłym roku zrezygnował z kandydowania, ale do startu od wielu miesięcy szykował się niezależny polityk Łukasz Gibała (który kandyduje zresztą ponownie) i ma bardzo wysoką rozpoznawalność w samym mieście. Gibała – między innymi przez wykonaną wcześniej pracę „u podstaw” – stał się faworytem w tych wyborach i liderem przedwyborczych sondaży.
Czytaj więcej
Atmosfera w Warszawie – wojna polsko-polska i nieustanna walka – to jest coś, co przykuwa uwagę w dużo większym stopniu niż to, co mówią kandydaci...
Tu można odnotować, że prezydent Jacek Majchrowski – mimo ponad 20 lat u władzy w Krakowie – nie stworzył politycznie swojego następcy. Kandydatura wiceprezydenta Andrzeja Kuliga to kwestia ostatnich miesięcy, a nie lat. Brak planu na sukcesję odchodzącego z urzędu prezydenta to jeden z czynników, które sprawiają, że w Krakowie dojdzie być może do całkowitej – również pokoleniowej – rewolucji w samorządzie. Innym czynnikiem może być, jeśli oczywiście do tego dojdzie, długoterminowe przygotowanie Gibały oraz jego zespołu do kampanii samorządowej w tym roku.
W polityce zawsze liczył się, i wciąż liczy, kalendarz. Tak samo, a może nawet bardziej, jest w samorządzie, gdzie pozycję polityczną i rozpoznawalność wśród mieszkańców buduje się latami. Tak samo latami pracuje się na to, by ją stracić. To samo dotyczy procesów inwestycyjnych w samorządach, które z natury rzeczy rozpisane są na lata.
Najbliższe kilka tygodni pokaże, czy mimo wszystko krótka kampania wyborcza nie przyniesie jakichś wyborczych niespodzianek. Bo kampanie samorządowe, mimo swojej specyfiki – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach – są nadal elementem polityki. A ta potrafi być bardzo nieprzewidywalna, o czym muszą pamiętać wszyscy.