Niezależność pomaga w działaniu

Bycie niezależnym pokazuje mieszkańcom, że danej osobie zależy przede wszystkim na lokalnej społeczności – mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni, jeden z najdłużej urzędujących włodarzy miast

Publikacja: 19.07.2011 10:55

Niezależność pomaga w działaniu

Foto: KFP

Rz: Na kogo pan zagłosuje w wyborach parlamentarnych?

Wojciech Szczurek: Nie ogłaszam nigdy, na kogo zagłosuję. Nie chciałbym, aby moje wypowiedzi odbierano jako próbę sugerowania czegoś mieszkańcom.

A zgłaszają się do pana politycy z prośbą o poparcie?

Owszem. Mądrych ludzi dostrzegam i mogę rekomen- dować, jeśli uznają, że moja opinia ma dla nich znaczenie. Ale czynię to bez względu na ich przynależność partyjną.

Był pan doradcą społecznym prezydenta Kaczyńskiego, z prezydentem Komorowskim też pan współpracuje?

Też. Brałem udział na zaproszenie pana prezydenta w spotkaniu w ramach Forum Debaty Publicznej poświęconemu partycypacji społecznej. To szczytna inicjatywa, efekty są budujące, a dobór rozmówców pokazał bardzo otwarte nastawienie prezydenta do spraw samorządów.

Czy polityk może być dobrym samorządowcem?

To się nie wyklucza. Ale nie jest dobrze, gdy do władz samorządowych wybierane są osoby tylko według klucza partyjnego. Powinniśmy głosować na ludzi, na ich wizje i programy, wartościowe dla konkretnej gminy, a nie na logo partyjne. Poza tym duże formacje polityczne chętnie traktują samorządy jak wojska zaciężne. Rozkładają mapę i wyliczają: tu mamy swoich, tam mamy swoich, tam zdobyliśmy przyczółek, a tam straciliśmy. Trochę traktuje się samorządowców jak żołnierzy, których działania mają być podporządkowane celom partii. Trzeba mieć silny charakter, by się przeciwstawić takim oczekiwaniom.

Ale może polityk samorządowiec ma większe przebicie w Warszawie, udaje mu się dla gminy coś więcej wywalczyć?

Moja praktyka z ostatnich 20 lat tego nie potwierdza. Relacje rząd – samorząd są o wiele bardziej złożone niż prosty klucz partyjny. Opieranie się na powiązaniach z partią władzy to stąpanie po kruchym lodzie – po zmianie warty na szczeblu centralnym może przynieść sporo strat. Gdy ktoś mówi „mam chody w Warszawie", ja odpowiadam „wątpię, by to był atut".

Czyli idealny samorządowiec to niezależny samorządowiec jak pan?

To też jest przejaskrawienie. Nie ma idealnego modelu. Można być wyśmienitym samorządowcem, będąc w partii. Niezależność nie jest receptą na sukces. Ale bycie niezależnym daje mieszkańcom sygnał, że danej osobie zależy na lokalnej społeczności, że dla niej samorząd nie jest trampoliną do skoku w górę, ale celem samym w sobie. Są jednak ludzie, którzy w samorządzie rozpoczynają zaplanowaną ścieżkę kariery zawodowej. Najpierw rada gminy, potem sejmik, potem parlament, a może i jeszcze wyżej.

Ale co to w praktyce oznacza „niezależny"? Trzeba przecież budować front poparcia, a po wyborach prezydent czy burmistrz musi współpracować z upolitycznioną radą?

Siła niezależnych samorządowców opiera się na komitetach poparcia złożonych z ludzi skupiających się na sprawach samorządowych. Są więc alternatywą dla wielkich partii politycznych, których celem jest sprawowanie władzy w państwie. Budowanie poparcia wymaga wielkiej pracy, konsekwencji, determinacji, identyfikacji z mieszkańcami. A współpraca z radą akurat w przypadku Gdyni układa się świetnie, ponieważ jest ona mało upolityczniona. Choć zdarzają się kontrowersje, daleko nam do kompromitującej, wyniszczającej wojny, jaka jest toczona na górze.

Co pan sądzi o pomyśle prezydenta Wrocławia – startowania do Senatu osób z poparciem lokalnych komitetów, a docelowo – o stworzeniu izby regionów zamiast Senatu?

To ciekawy pomysł, któremu kibicuję z sympatią.

Prezydent Komorowski mówi, że jednym z trzech głównych problemów samorządów jest brak współpracy między nimi.

Ja trochę inaczej odczytuję słowa prezydenta. Księga tego, co już zostało zrobione, jest zapisana. Przez ostatnie 20 lat mieliśmy do czynienia z wybuchem niebywałej energii, którego efekty widać gołym okiem nie tylko w miastach. Bez współpracy, i to na różnych szczeblach, nie udałoby się tego osiągnąć. Słowa prezydenta nie są więc krytyczną diagnozą obecnego stanu, ale refleksją, jakich narzędzi użyć, by osiągać jeszcze wyższe cele, jak myśleć strategicznie, gdy poprzeczka wisi jeszcze wyżej.

A Gdynia z Gdańskiem współpracuje czy rywalizuje?

Czasem tak, czasem tak (śmiech). Oczywiście, współpracujemy przy sprawach dotyczących budowania metropolii, jak wspólny bilet komunikacji miejskiej, drogi, starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 czy przygotowania do Euro 2012. Ale konkurujemy o coraz lepszą jakość życia mieszkańców i coraz atrakcyjniejszą ofertę dla inwestorów i turystów. Konkurencja, a może w przypadku samorządów lepiej użyć słowa współzawodnictwo, to wpisany w etos Gdyni – przedsiębiorczej, zaradnej – mechanizm sprzyjający rozwojowi.

Ostatnio skrytykował pan pomysł prezydenta Gdańska powołania stowarzyszenia gdańskiego obszaru metropolitalnego.

Mówiąc w wielkim skrócie, pomysł prezydenta Adamowicza sprowadza się do utworzenia pewnej struktury prawnej, podobnej do już istniejących i moim zdaniem niezbliżającej nas do osiągnięcia celu, czyli do ustawy metropolitalnej. Po co nam kolejne forum dyskusyjne, skoro wszyscy już jesteśmy przekonani o potrzebie metropolitalnej współpracy, tylko brak nam ustawy! Warto podejmować aktywność w organizacji, która ma konkretne zadania i cele.

Jest pan stosunkowo młodym człowiekiem. Zamierza pan być samorządowcemdo emerytury?

Zdecydowanie nie, lecz mimo to odpowiedź nie jest prosta.

Duże poparcie społeczne, a zatem akceptacja mieszkańców dla podejmowanych i realizowanych przez samorząd zadań, krzepi i zachęca do jeszcze większych wysiłków. Ale jednocześnie w działaniu każdego organizmu istotne są dwie wartości: ciągłość i zmiana.

20 lat temu zaczęliśmy razem ze świetną grupą ludzi budować coś zupełnie nowego – demokratyczny samorząd. I kontynuujemy to dzieło. Ale w każdej kadencji pojawiają się nowi ludzie, miesza się doświadczenie i młodość. Z pewnością przyjdzie taki moment, gdy młodzi zastąpią nas. A ja? Z przyjemnością wrócę do zawodu sędziego.

CV

Wojciech Szczurek od 1998 roku prezydent Gdyni, z wykształcenia doktor nauk prawnych, były sędzia. Od 1990 związany z działalnością samorządową. W latach 1991–1998 był przewodniczącym gdyńskiej rady miasta.

—rozmawiała     Anna Wróblewska-Cieślak

Rz: Na kogo pan zagłosuje w wyborach parlamentarnych?

Wojciech Szczurek: Nie ogłaszam nigdy, na kogo zagłosuję. Nie chciałbym, aby moje wypowiedzi odbierano jako próbę sugerowania czegoś mieszkańcom.

Pozostało 97% artykułu
Regiony
Odważne decyzje w trudnych czasach
Materiał partnera
Kraków – stolica kultury i nowoczesna metropolia
Regiony
Gdynia Sailing Days już po raz 25.
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego