Dziedzinka – leśniczówka i stodoła ze spichlerzem w Puszczy Białowieskiej, niedaleko Białowieży zostaną zabytkami.

Przed laty mieszkała tam profesor Simona Kossak, wybitna popularyzatorka przyrody oraz Lech Wilczek, ceniony fotografik.

– Pomysł objęcia Dziedzinki najwyższą ochroną konserwatorką pojawił się już w ubiegłym roku. Na początku tego roku wszczęłam z urzędu postępowanie administracyjne w sprawie wpisania do rejestru zabytków nieruchomych województwa podlaskiego leśniczówki i stodoły ze spichlerzem w Białowieży – obiektów związanych z Simoną Kossak – mówi prof. Małgorzata Dajnowicz podlaski wojewódzkiej konserwator zabytków.

Konserwatorzy zabytków przeprowadzili kilka oględzin i zebrali materiał dowodowy. Postępowanie w sprawie wpisania leśniczówki wraz ze stodołą jest już na etapie końcowym.

– Prawdopodobnie w przyszłym miesiącu podpiszę decyzję w sprawie wpisania Dziedzinki do rejestru zabytków – mówi prof. Dajnowicz.

Simona z puszczy

Simona Kossak, to wnuczka Wojciecha, córka Jerzego Kossaka była postacią bardzo znaną w Białowieży, gdzie przyjechała z rodzinnej Kossakówki w Krakowie zaraz po studiach biologicznych.

W 1971 roku w leśniczówce zamieszkał najpierw fotograf dzikiej przyrody i miłośnik Puszczy Białowieskiej – Lech Wilczek. Po pewnym czasie, do drugiej części chałupy wprowadziła się Simona Kossak – biolog, miłośniczka lasów i dzikiej przyrody, popularyzatorka nauki.

Legenda Simony tworzyła się jednak dużo wcześniej, bo już w latach 70. ub. wieku w tygodnikach dla młodzieży jak Świat Młodych, Radar pojawiały się zdjęcia młodej dziewczyny z warkoczami w otoczeniu dzikich zwierząt.

Autorem tych zdjęć był absolwent Akademii Sztuk Pięknych, fotograf Lech Wilczek, życiowy partner Simony

Ogromną popularność prof. Kossak przyniosły krótkie audycje, w których opowiadała o przyrodzie i które nadal żyją na antenie.

Od 2001 była autorką codziennych audycji (Dlaczego w trawie piszczy) w Radiu Białystok i innych regionalnych oddziałach Polskiego Radia.

Będąc już w szpitalu, nagrywała kolejne odcinki swojej codziennej audycji.

– Dziedzinka stanowiła dla nich wspaniały punkt obserwacyjny. Podpatrywali zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Wilczek w domu, który stworzyli razem z Simoną, znalazł nieustające źródło artystycznej inspiracji. Na swoich fotografiach dokumentował życie na Dziedzince – podkreśla prof. Małgorzata Dajnowicz.

Dodaje, że oboje kochali dzikie zwierzęta, które zresztą były częstymi gośćmi leśniczówki, a wiele z nich zostało jej stałymi rezydentami.

Leśniczówka czeka na remont

Para mieszkała w „Dziedzince” ponad 30 lat, bez prądu i wody. Jak mówi Mirosław Lisicki, leśniczy Obwodu Ochronnego Dziedzinka, Białowieski Park Narodowy Simona miała chyba jedną sowę i dwa ptaki drapieżne, a później cała menażeria się przewinęła przez ich dom.

– Leszek mówił zawsze, że nie mieliśmy tylko wilka… wilka i niedźwiedzia, bo niedźwiedź nie występował – a wilków nie lubiła Simona, bo ona się zajmowała zwierzyną płową, a wilki robiły różne szkody. Tuż za płotem jest rezerwat ścisły – pierwotna puszcza. To był ich mały raj – dodaje Mirosław Lisicki.

Simona Kossak, była znana z bezkompromisowych poglądów i działań na rzecz ochrony przyrody, zwłaszcza Puszczy Białowieskiej.

W uznaniu zasług na polu nauki i popularyzowania ochrony przyrody w 2000 została uhonorowana Złotym Krzyżem Zasługi.

Zmarła 15 marca 2007 w białostockim szpitalu po poważnej chorobie nowotworowej. Jej partner Lech Wilczak zmarł w 2018 roku. Leśniczówka obecnie stoi pusta.

– Czeka na remont. Jeśli zostanie wpisana do rejestru zabytków, wówczas liczymy na wsparcie ze strony konserwatora – mówi Mirosław Lisicki. Dodaje, że budynku, nie zachowały się żadne pamiątki po znanej popularyzatorce przyrody. Jej partner rozdał je przed swoją śmiercią.

Jak mówi prof. Dajnowicz jednocześnie ze sprawą „Dziedzinki” prowadzone jest postępowanie administracyjne w sprawie wpisania do rejestru zabytków ruchomych pamiątek związanych z Simoną Kossak m.in. obrazów i mebli.

W ubiegłym roku do rejestru zabytków województwa podlaskiego zostało wpisanych blisko 40 obiektów.

– Mam nadzieję, że podobny wynik uda się osiągnąć w tym roku – mówi prof. Dajnowicz.