Pani prezydent, dostała pani już w styczniu wynagrodzenie?

Dostałam wynagrodzenie za grudzień. Jak większość społeczeństwa otrzymuję je pod koniec miesiąca.

A księgowi policzyli już, ile dostanie pani na konto po zmianach podatkowych wprowadzonych przez Polski Ład?

Nie interesowałam się tym szczególnie, bo to jest rzecz, na którą zupełnie nie mam wpływu.

Pytam o to, bo uchwalona w listopadzie przez radnych podwyżka dla pani czy innych prezydentów i burmistrzów zostanie w dużej mierze skonsumowana przez Polski Lad, a dodatkowo nie załapią się państwo na ulgę dla tzw. klasy średniej.

To prawda, takie głosy do mnie dochodzą, ale szczegółowo się tym nie interesowałam.

Nie ukrywam, że bardziej martwią mnie sygnały płynące z takich grup społecznych jak chociażby nauczyciele, którzy nie są dzisiaj najlepiej opłacaną grupą społeczną, a spada na nich dodatkowo wiele różnych zadań.

Nie mam tu na myśli tylko deformy lex Czarnek, ale chociażby nauczanie w dobie pandemii, które jest dużym wyzwaniem.

I oni na początku miesiąca dostali niższe wynagrodzenie, co mnie bardzo martwi, delikatnie mówiąc.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Czytaj więcej

Prezydent Kalisza: Depopulacja dotyczy niemal całego kraju

Ponoć mają być poprawki Polskiego Ładu, by takie grupy jak nauczyciele czy policjanci nie odczuwały skutków zmian podatkowych.

Pod hasłem Polski Ład mamy z jednej strony zmiany podatkowe, które dotykają różnych grup pracujących, a z drugiej potężne konsekwencje dla samorządów, co mogę powiedzieć jako samorządowiec, prezydent miasta, którego głównym dochodem są podatki.

Już były szacunki miasta o 270 milionach tylko w tym roku.

To prawda. Ale chcę też powiedzieć o jednej zmianie, która dotknęła wszystkich samorządów. I wszyscy mamy tego świadomość. Ta zmiana polega na tym, że w  październiku ubiegłego roku minister finansów oszacował, jakie będą wpływy z podatków PIT, CIT, które są częścią dochodów miast, gmin czy województw. Teraz w równych 12 ratach będziemy otrzymywać te wpływy przez cały 2022 rok. A rozliczenie tych podatków trafi do nas na początku przyszłego roku.

Wtedy będzie akcja: sprawdzam, czy rzeczywiście miasto Gdańsk otrzymało tyle podatków, bo podatnicy tyle wpłacili, ile minister oszacował. Jeśli faktyczne wpływy z podatków będą niższe, to wówczas będziemy musieli zwrócić różnicę. A jeśli będą wyższe, to będziemy się cieszyć, bo będzie dopłata, ale z jakim opóźnieniem. Dopiero wiosną 2023 roku.

W ubiegłym roku jeszcze opłacało się budować takie podstawy funkcjonowania gminy, żeby powstawały atrakcyjnie płatne miejsca pracy, żeby powstawały nowe przedsiębiorstwa, nawet w tak trudnych dwóch pandemicznych latach. I zawsze byliśmy miło zaskoczeni każdego ósmego dnia miesiąca, że więcej z podatków wpływało do miejskiej kasy. 

A  teraz jak będzie?

Większy problem będą miały samorządy województw, bo podatek CIT w większym stopniu wpływa do regionów. Ten podatek został oszacowany – nie wiem, na jakiej podstawie – że wzrośnie o 45 procent. Czy my naprawdę w roku 2022 spodziewamy się takiego boomu gospodarczego?

Boję się, że może być wręcz odwrotnie.

No właśnie. W 2023 roku nie tylko regiony, ale także my, gdzie mamy mniejszy udział w tym podatku, będziemy musieli zwrócić otrzymaną nadwyżkę. To pokazuje pewien mechanizm naliczania dochodów z podatków, który bardzo mocno dotyka samorządów.

Bezpośrednio dla mieszkańca nie jest on istotny, ale będzie istotny w 2023 roku, kiedy mając już uchwalony budżet, mając zaplanowane wydatki, przychody, dowiemy się, że jako samorząd musimy zwrócić z powrotem do budżetu państwa np. kilkanaście milionów.

Pani zdaniem te niższe wpływy do kas samorządów to celowe zagranie rządu, by obniżyć siłę samorządów?

Pani mnie wciąga w trudne tematy… Jednak nie ma bardziej antysamorządowego, czyli działającego przeciwko obywatelom lokalnych wspólnot, rządu niż rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Krok po kroku odbierane są samorządom kompetencje, odbierane są pieniądze.

Przypomnę, iż w 2020 rok, który zaskoczył nas epidemią, wkraczaliśmy z tzw. piątką Kaczyńskiego, która już miała skutki podatkowe, które wpływały na samorząd, obniżając nasze dochody.

Wspomnę też o odbieranych kompetencjach czy wreszcie zaskakiwaniu nas różnymi decyzjami, o których dowiadujemy się z dnia na dzień, a które trzeba obsłużyć, jak chociażby dodatek osłonowy, który został wprowadzony, pewnie i słusznie, ale obsługują go gminy. A te dowiedziały się o tym z dnia na dzień.

Czytaj więcej

Olgierd Geblewicz: Wydaje mi się, że państwo abdykowało

Rząd chwali się, że pomaga samorządom, chociażby dzieląc pieniądze z Polskiego Ładu: Funduszu Inwestycji Strategicznych. Gdańsk z pierwszej tury dostał ponad 80 milionów złotych, teraz wnioskuje o kolejne 107 mln zł. To nie pomoże miastu?

Oczywiście, że pomoże. Mój sąsiad prezydent Jacek Karnowski bardzo często stosuje taką metaforę: złodziej zabrał 200 złotych, no cieszysz się, że oddał 20 zł, ale nadal jesteś stratny 180. Dzisiaj sytuacja jest taka, że  Gdańsk ma na minusie 270 mln zł tylko z podatku PIT. A to będzie coroczna strata, która w żaden sposób nie będzie wyrównana.

Teraz rzeczywiście ubiegamy się o 107 mln zł, ale to nie są projekty, które da się zrealizować na przestrzeni jednego roku. Owszem, jest to pomoc, to jest wsparcie, ale ja bym wolała, żeby były zdrowe zasady funkcjonowania samorządu od samego początku, a nie pieniądze przyznawane gminom uznaniowo.

W pierwszej edycji programu inwestycji strategicznych złożyliśmy trzy projekty, a otrzymaliśmy środki na jeden. Oczywiście, że to cieszy, bo zawsze dodatkowy wpływ do miasta cieszy.

My tak samo pracujemy dla Polek i Polaków, tylko każdy na swoim odcinku. Czymś niepojętym jest, niestety, że u nas brakuje dialogu, poważnej rozmowy. Działa w zamian system nakazowo-rozdzielczy i najbardziej jest brany pod uwagę wynik wyborczy w danym okręgu.

Czemu ma to służyć? Czym może się zakończyć dla samorządów?

Myślę, że trzeba do tego dołożyć krążące plotki, że ma być wydłużona kadencja samorządów i wybory zamiast w 2023 miałyby się odbyć w 2024 roku. Sądzę, że to jest cyniczne celowe działanie. Kolejny chudy rok dla samorządów. Bo jak samorządowcy, którzy są dzisiaj popularni w swoich lokalnych wspólnotach, mają po raz kolejny zdobyć zaufanie mieszkańców, kiedy będą lata chude? Wydaje się, że to naprawdę przemyślana taktyka, mająca osłabić lokalnych liderów, którzy w większości nie sympatyzują z obecnym rządem.

Kilka dni temu znani samorządowcy spotkali się z liderami partii opozycyjnych i apelowali, aby partie opozycyjne dogadały się w sprawie wspólnej listy, by w ten sposób powstrzymać destrukcję naszego kraju. Pani zdaniem to słuszna koncepcja?

To jest jeden z postulatów, pewnie słuszny. Pamiętajmy, że u nas rządzi metoda przeliczania głosów w wyborach sejmowych według D’Hondta, czyli silniejszy bierze więcej. To może być dla nas premia za solidarność i współpracę.

Natomiast kluczowe jest to, że mamy realny program. Ruch Samorządowy, podczas zjednoczenia w grudniu, przedstawił sześć ważnych postulatów. Dotyczyły ochrony środowiska, ochrony klimatu, zdrowia, edukacji, finansów samorządu. Chodzi nam o to, żeby Rzeczpospolita Polska mogła rozwijać się równomiernie.

Czytaj więcej

Krzysztof Żuk: To będzie najtrudniejszy budżet ostatniego dziesięciolecia

Pani zdaniem rozpoznawalni samorządowcy powinni startować do Sejmu, Senatu?

Myślę, że to jest indywidualna decyzja każdego z nas. Manewr ze zmianą terminu wyborów samorządowych, docierający w formie pogłosek z Nowogrodzkiej, ma służyć także temu, żeby samorządowców zniechęcić.

Dziś mi, jako obywatelce Rzeczypospolitej Polskiej – kraju, który odniósł największy sukces po przemianach z systemu komunistycznego na wolnorynkowy, kraju, który miał silną pozycję w UE – bardzo zależy na tym, żeby zaprzestać destrukcji państwa.

Jesteśmy coraz bardziej skłóceni jako społeczeństwo, a na arenie międzynarodowej już nikt się z nami nie liczy. Ktokolwiek dokona zmiany na szczytach władzy i będzie umiał zatrzymać tę destrukcję – będzie miał moje wsparcie.

A pani sama zastanawiała się nad startem w wyborach do parlamentu?

Jestem samorządowcem i to już z nie najkrótszym stażem, bo od 2010 roku byłam radną. Umawiałam się z gdańszczanami na dłuższą współpracę. W przyszłych wyborach, jeśli okoliczności będą sprzyjające, chcę startować w wyborach na prezydenta Gdańska.

Połowa stycznia to dla Gdańska i dla pani trudny czas, bo mija kolejna rocznica zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza. Myśli pani, że w procesie sądowym dowiemy się, co kierowało Stefanem W. w momencie tej zbrodni?

Rodzina, bliscy pana prezydenta, my, gdańszczanie, ale chyba również cała Polska, bo zbrodnia wydarzyła się na naszych oczach, oczekujemy prawdy w tej sprawie.

Jednak jak dowiadujemy się z ostatniej rozmowy w „Rzeczpospolitej” z posłem Piotrem Adamowiczem, bratem prezydenta, to jeden z sędziów w składzie sędziowskim, który ma sądzić oskarżonego, jest sędzią powołanym przez neo-KRS. Myślę, że to jest duży kłopot, bo każdy będzie mógł taki przewód sądowy podważyć, a poznanie prawdy, niestety, oddala się przez to.

Co z dziedzictwa prezydenta Adamowicza jest dziś dla Gdańska najważniejsze?

Wskazałabym cechy, na których budujemy naszą codzienną pracę, politykę – otwartość i solidarność. Można ten system wartości przełożyć na każdą dziedzinę życia, nie tylko politykę społeczną, ale również klimatyczną, ekonomiczną, gospodarczą. Staje mi przed oczami pan prezydent w geście otwartości, z otwartymi ramionami, ciekawością drugiego człowieka. I myślę, że nasze miasto nadal takie jest.