Burmistrz Podkowy Leśnej: Jesteśmy skazani na współpracę

mat.pras.

Zabieranie pieniędzy samorządom studzi inwestycje i hamuje rozwój – mówi Artur Tusiński, burmistrz Podkowy Leśnej i prezes Unii Miasteczek Polskich.

Podkowa Leśna ma drugie miejsce w swojej kategorii w ostatnim Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej”. Co pana zdaniem o tym zdecydowało?

Żartobliwie można powiedzieć, że tajemnica tkwi w twardej ręce. To jest konsekwentne optymalizowanie wydatków, szukanie oszczędności, transfery z wydatków zbędnych, niepotrzebnych lub takich, których można nie robić na inwestycje. I oczywiście pozyskiwanie pieniędzy.

Co zmienia perspektywa mniejszego miasta?

Np. możliwości rozwojowe. My nie możemy pozyskać inwestorów. To jest problem Podkowy Leśnej. To jest problem miasta zaprojektowanego tak, że nie ma terenów inwestycyjnych. Taki rozwój, by tak rzec „standardowy”, z reguły polega na zmianie terenów rolnych na przemysłowe, coś tam przekwalifikujemy, szukamy inwestora, budujemy, tworzymy miejsca pracy, później wpływają ogromne pieniądze z tytułu podatku od budowli (PCC), podatku od nieruchomości. Czegoś takiego nie mamy. Nasz budżet opiera się głównie na udziale we wpływach z podatków dochodowych od osób fizycznych. Ale by się uniezależnić od dekoniunktury, stale zwiększamy np. dochody z majątku.

Problemem małych miejscowości są małe budżety. Bo podobnego typu inwestycja kosztuje w małej miejscowości tyle samo co w Warszawie.

Np. budynek przedszkola. On zawsze będzie kosztował 8–12 mln w zależności od technologii i kubatury. To dla nas jest wyzwanie. U nas to jedna trzecia całego rocznego budżetu miasta, w Warszawie – jego promil.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Sopotu: Myślimy o przyszłym pokoleniu

I jak pan sobie z tym radzi pod kątem rozwoju miasta? Bo to, że musi się rozwijać, a mieszkańcy mają oczekiwania, jest jasne.

Jesteśmy skazani na współpracę, nieszablonowe podejście do usług i wydatków. Gros pieniędzy, które udało nam się pozyskać na transport, to pieniądze uzyskane dzięki partnerstwu kilku gmin. Gdy startujemy sami, a punktowane są np. połączenia z innymi gminami, powiatowe czy wojewódzkie, to przez naszą lokalizację nie mamy szansy na dobrą ocenę projektów. Tak samo było i jest z drogami – współczynnik dochodowości G nas dyskwalifikuje już na etapie oceny formalnej, musimy szukać albo partnerstwa, albo alternatywnych sposobów finansowania. Takim przykładem jest realizacja budowy parkingu Park and Ride. Pozyskaliśmy pieniądze unijne na budowę parkingu, który służy nie tylko WKD (Warszawska Kolej Dojazdowa), ale wszystkim. Udało mi się przekonać WKD do wyłożenia finansowania na wkład własny i użyczenia miastu terenu kolejowego. Dzięki współpracy miasto zrealizowało inwestycję bez wydania złotówki z budżetu, a WKD ma parking w cenie 15 proc. jego całkowitej wartości. W konsekwencji udało nam się doposażyć cały obiekt np. w toalety dla niepełnosprawnych, wiaty dla rowerów, monitoring, oświetlenie czy nasadzenia.

Artur Tusiński burmistrzem Podkowy Leśnej jest od 2014 r. W tym roku został prezesem Unii Miasteczek Polskich / mat.pras.

Czyli trzeba działania sytuacyjnego.

Tak. Oczywiście próbujemy i przymierzamy się np. do aktualizacji studium uwarunkowań i rozwoju przestrzennego z 2000 roku, by zmienić plany i punktowo zmieniać charakter miasta, dopasowując go do dzisiejszych oczekiwań mieszkańców. Gdzieś zliberalizować zapisy planu, a w innym miejscu je zaostrzyć. Gdy widzimy, że koncentracja usług jest w jednym z rejonów miasta i nie zanosi się na to, by była w innym, to możemy w jakimś stopniu to zmoderować zapisami w studium, a później zmianą planu miejscowego. Ale to są kosmetyczne rzeczy. My jesteśmy skazani na międzygminną współpracę i alternatywne źródła finansowania, jak PPP, obligacje komunalne czy jakieś szersze umowy społeczne. I cały czas ostre szukanie oszczędności.

CZYTAJ TAKŻE: Burmistrz Krynicy-Zdroju: wydłużamy sezon turystyczny

Co by w pana położeniu zmieniła metropolia warszawska?

Mogłaby pomóc samorządom w pewnych wspólnych działaniach i jeśli za tym by jeszcze poszły dodatkowe pieniądze, to by nam to bardzo pomogło. Oprócz transportu, który jest takim sztandarowym przykładem, też mogłaby dać gminom na obszarze metropolii zupełnie inną perspektywę organizacji systemu odbioru odpadów. Teraz każda gmina to robi sama. W tej chwili gminy w okolicy Warszawy mają chyba najwyższe w Polsce stawki za wywóz odpadów. Kwoty kształtują się od ok. 30 do ponad 40 zł na osobę na miesiąc. Trzy dopuszczalne przez ustawodawcę metody poboru opłat nie pozwalają zebrać pieniędzy finansujących cały system.

Chcąc nie chcąc, subwencjonujemy odpady kosztem innych usług publicznych. Poza tym, nie sztuką jest przerzucić wszystkie koszty na użytkownika końcowego, na mieszkańca. Ale to droga donikąd.

Chcielibyśmy jako jednostki samorządu także wejść na obszar zarezerwowany dzisiaj jedynie dla podmiotów komercyjnych, czyli w niektóre gałęzie biznesu związanego z odpadami, tak aby w jakimś stopniu mieć wpływ na szalejące dzisiaj ceny na rynku odpadów. W ramach tych porozumień moglibyśmy inaczej organizować odbiór odpadów – np. w kilka gmin zorganizować przetarg na odbiór konkretnej frakcji, np. plastiku czy szkła. To powinno wpłynąć na stabilność cen i uspokoić sytuację. Chcielibyśmy wykorzystania elektrociepłowni w procesie utylizacji i obróbki termicznej odpadów, możliwości produkcji biogazu na potrzeby transportu, ale z pozostawieniem samorządom możliwości sprzedaży jego nadwyżki na warunkach rynkowych, tak aby zyski były wykorzystane do modernizacji, budowy czy obniżenia kosztów funkcjonowania całego systemu zagospodarowania odpadów. To moim zdaniem jest przyszłość. I to przyszłość podyktowana koniecznością. Bo za chwilę nie będzie nas na coś innego stać. Później są kwestie cmentarzy, być może jeszcze innych usług komunalnych. Dobra ustawa otwierająca drzwi na tyle, by zachęcić i pozwolić na szerszą współpracę, przynosi dodatkową korzyść, jaką jest wzajemne zaufanie partnerów. A tego kapitału społecznego nie sposób przełożyć na pieniądze.

mat.pras.

W jakim sensie?

Do momentu powołania zintegrowanych inwestycji terytorialnych, czyli do 2014 roku, gdy te umowy trzeba było podpisywać, ta współpraca polegała bardziej na artykułowaniu i bronieniu własnego stanowiska przez pryzmat konkretnej gminy, którą się reprezentowało. Później przytrafiło się to nieszczęsne lex Sasin, sam pomysł bardzo fatalny. Ale ubocznym, pozytywnym jego skutkiem stało się zacieśnienie współpracy. Jako partnerzy i Warszawa, i gminy z obszaru metropolitalnego zostaliśmy poniekąd zmuszeni do „wyłożenia kart na stół”, pokazania np. faktycznych własnych kosztów funkcjonowania np. transportu. Czyli ta dyskusja przyniosła coś dobrego. Jest także aspekt rywalizacji o mieszkańca, czyli płatnika podatku PIT, z ust niektórych samorządowców słyszałem zarzuty, że Warszawa wysysa pracowników i właśnie ten podatek, ale nic nie daje w zamian, bo np. nie funduje transportu. Gdy karty zostały wyłożone na stół, okazało się, że na 400 mln zł na transport, 120 mln to wkład gmin, a resztę finansowała Warszawa. Zaczęły się rozmowy, jak rozliczać się pomiędzy gminami. Jak wyobrażamy sobie uczciwą konkurencję o mieszkańca, tak aby nie sprowadzało się to bratobójczej walki. Pokłosiem tych dyskusji, artykułowania wzajemnych oczekiwań i potrzeb są dzisiejsze próby integracji systemów rowerów miejskich czy wspólnych – kompatybilnych systemów rozliczania w strefach płatnego parkowania.

CZYTAJ TAKŻE: Burmistrz Morawicy: Mieliśmy pomysł na siebie

A jak wygląda ta konkurencja o mieszkańców? Czym wygrywa, czym przegrywa Podkowa?

Powiem, czym przegrywa. Urząd skarbowy powiatu grodziskiego jest najmniejszym urzędem na terenie Mazowsza. W związku z tym przedsiębiorcy z Podkowy mówią wprost, że wolą być jednym z tysięcy anonimowych rekordów w urzędzie Warszawa-Mokotów czy Śródmieście niż w tak małym urzędzie. Gminy są bardzo różne. My na pewno mamy wysoki komfort życia, jeśli chodzi o sprawy integracji z przyrodą, ale też rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. Mamy pełną infrastrukturę oświatową z wysokim poziomem edukacji, dostarczamy wysokiej jakości usługi kulturalne i sportowe. Brakuje nam terenów inwestycyjnych, sportowych czy takich, które można byłoby wykorzystać przy produkcji usług publicznych, brakuje nam akwenów wodnych, ale są gminy – jak Nieporęt, które w tym akurat się specjalizują.

Jest też pytanie o inwestycje w ludzi, w jakość życia – aktualny trend. Jak wygląda to z pana punktu widzenia?

Z perspektywy Podkowy jest trudno. Ludzie są relatywnie dobrze wykształceni, otwarci na świat, dużo podróżują, to sprawia, że w piramidzie potrzeb podkowianie plasują się dosyć wysoko. W konsultacjach społecznych to głos niezadowolonych – niekonstruktywnych – jest najbardziej słyszalny. To zamazuje obraz. Problemem jest też skala. Przy 3200 dorosłych mieszkańców odpadają standardowe badania ankietowe, najważniejszy jest sam dobór reprezentatywnej próby mieszkańców. Inaczej wynik ankiety nie będzie miarodajny. To trochę wypacza obraz. Musimy patrzeć na wszystkie głosy, także te niewyartykułowane.

Na ile z pana perspektywy widać dyskusję i relację władza centralna–samorząd?

Powstała np. taka instytucja jak Wody Polskie, odbierająca radom gmin kompetencje w uchwalaniu stawek za wodę i kanalizację, ale od dwóch lat nie potrafi ustalić tej stawki. Ustawa narzuciła gminom wypełnienie ściśle określonych dokumentów finansowych. Do tego momentu nikt w Podkowie Leśnej nie wliczał do stawki amortyzacji budowy sieci wodno-kanalizacyjnej. Ustawa i takie ujednolicone podejście, jeden wzór obejmujący wszystkie lokalne społeczności w Polsce, spowodowałyby, że ceny za metr sześcienny wody i ścieków poszybowałyby trzykrotnie. To było nie do zaakceptowania przez społeczeństwo. Musieliśmy się od tej decyzji odwołać. Stawek do tej pory nie mamy. Jest też kwestia rozdziału pieniędzy na subwencję oświatową. Wiem, że to uderzyło w miasta na prawach powiatu, ale także w Podkowę Leśną i inne małe miasta. Kolejna sprawa to zmiany w podatkach, z PIT otrzymamy kilkanaście tysięcy mniej niż w roku ubiegłym. W tym bałaganie legislacyjnym, zmianach otoczenia i uwarunkowań ekonomicznych nie jesteśmy w stanie dobrze zaplanować budżetu czy wieloletnich inwestycji, skonstruować WPF. Zabieranie pieniędzy samorządom studzi inwestycje i hamuje ich rozwój, a mieszkańcom zabiera komfort codziennego życia.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Rząd niepotrzebnie rywalizuje z samorządem

Mamy bardzo przeregulowane prawo. Chyba tylko oddychanie nie jest uregulowane. To jest problem, który ...

Wymiana znaków za 27 milionów złotych

Nazwy miast położonych w sąsiednich państwach będą podawane na znakach drogowych w języku polskim ...

Fundusz czeka na chętnych

Gmina, która liczy na wsparcie przedsięwzięcia drogowego, musi wniosek o pieniądze na ten cel ...

Miasta finansują floty ekologicznych autobusów

W 2018 roku zarejestrowano 317 nowych autobusów z napędem alternatywnym. 54 miały napęd gazowy, ...

Mniej dotacji dla regionów

W związku z brexitem, z tym, że Polska jest bogatsza, że nie mamy sukcesów ...

Mecenasi z ratusza

Samorząd Gdańska co roku kupuje dzieła sztuki nowoczesnej za 400 tys. zł. Gdynia stawia ...