Mazowsze i stolica oddzielnie?

W I półroczu deweloperzy oddali w Warszawie 80,5 tys. mkw. biur
AdobeStock

Partia rządząca ma kolejny pomysł na zmiany na mapie administracyjnej kraju. Samorządowcy uważają, że to złe rozwiązanie.

W mijającej kadencji PiS zdążył obiecać przywrócenie województw środkowopomorskiego, częstochowskiego, a niedawno prezes Jarosław Kaczyński powrócił do sprawy wyodrębnienia Warszawy i okolic z województwa mazowieckiego pod pozorem zawyżania dochodów mieszkańców Mazowsza przez dochody stolicy. Samorządowcy mazowieccy udowadniają jednak, iż rządząca partia mija się z prawdą. Nowe województwo mazowieckie niewiele by straciło powierzchniowo. Ale pozostałoby w nim tylko 30 proc. firm, a dochody z podatku CIT spadłyby o ok. 87 proc. Pytają więc, jak za 13 proc. dotychczasowych wpływów z CIT utrzymać region?

CZYTAJ TAKŻE: Ustawa o PKS-ach okazała się porażką

Z kolei dla Warszawy ta zmiana oznaczałaby jeszcze większe janosikowe. Powstałaby bogata metropolia z bardzo biednym regionem w tle. Taki podział, jak mówią samorządowcy, stanowiłby zaprzeczenie zrównoważonego rozwoju. Prezes Jarosław Kaczyński nie ma też racji, twierdząc, iż wpływ Warszawy na dochody regionalne prowadzi do braku rozwoju regionu. Jest odwrotnie. Od kiedy dokonano nowego podziału statystycznego na dwa NUTS-2 – Mazowsze i Warszawę, województwo może starać się o środki unijne. Poza tym, jak stwierdził marszałek Adam Struzik, województwo „żyje” ze stolicy. Zdaniem samorządowców podział województwa zaburzyłby też proces obowiązkowej realizacji jednej spójnej strategii rozwoju województwa mazowieckiego. Na zaawansowanym etapie jest ponadto stan wspólnych prac z Komisją Europejską nad założeniami do Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego 2021–2027. Wcielenie w życie podziału doprowadziłoby do chaosu i groziło utratą środków UE na lata 2021–2027.

AdobeStock

Jeśli już PiS chce pomóc Mazowszu, to mógłby przyznać fundusze europejskie w latach 2021–2027 w programie krajowym – „Polska wschodnia” i regionalnym programie operacyjnym. Ale o tym nie ma mowy. W opublikowanym stanowisku zarządu województwa mazowieckiego samorządowcy żądają wycofania się z tego pomysłu. „Z dużym niepokojem obserwujemy, że ten destrukcyjny dla Mazowsza pomysł powraca za sprawą PiS przed każdymi wyborami, co jest przejawem instrumentalnego traktowania mieszkańców największego i dynamicznie rozwijającego się regionu w Polsce. Dotychczas nie pojawiły się żadne merytoryczne argumenty przemawiające za takim podziałem. Jest to zatem narzędzie służące politycznym zyskom” – czytamy w stanowisku.

To niejedyny pomysł

Niewykluczone, że ten pomysł pozostanie „wydmuszką” wyborczą, podobnie jak inne, i przestanie być groźny dla mieszkańców Mazowsza. O ile jednak tylko nieliczni chcieliby realizacji tego pomysłu, o tyle wielu mieszkańców subregionu koszalińskiego i częstochowskiego oczekuje spełnienia wcześniejszych obietnic. – Wspieram ideę odtworzenia województwa częstochowskiego. To konkretne korzyści dla miast oraz szansa na bardziej zrównoważony rozwój regionu częstochowskiego. Moje, i nie tylko moje, apele oraz listy mieszkańców kierowane do rządu PiS pozostały bez echa. Obecne obietnice brzmią mało wiarygodnie. Poza tym prace nad zmianami administracyjnymi muszą być zsynchronizowane z kalendarzem programowania środków europejskich, aby nowy region był brany pod uwagę przy rozdziale funduszy w nowej perspektywie unijnej – po 2020 roku. A na to już robi się za późno – powiedział „Rz” Krzysztof Matyjaszczyk, prezydent Częstochowy.

CZYTAJ TAKŻE: Coraz więcej spraw załatwisz przez internet

Podobnego zdania są samorządowcy koszalińscy. W marcu tego roku Inicjatywna Grupa Utworzenia Województwa Środkowopomorskiego podpisała w Koszalinie dokument w sprawie jego utworzenia. Pismo trafiło do przedstawicieli rządu, a wsparcie w tej sprawie obiecał sam premier Mateusz Morawiecki. Województwo środkowopomorskie, podobnie jak woj. lubuskie czy kujawsko-pomorskie, miałoby dwie stolice – Słupsk z siedzibą sejmiku i Koszalin z urzędem wojewódzkim.

Co z tego będzie?

Za tymi pomysłami nie kryją się argumenty merytoryczne, lecz resentymenty i chęć szybszego rozwoju niż obecnie. Być może, przy okazji, warto zapytać, czy podział administracyjny się sprawdził po 20 latach? Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Zagospodarowania Przestrzennego PAN uważa, że jego skutki są niezadowalające i niezgodne z oczekiwaniami. Powstały m.in. zbyt duże obszarowo i bez dobrej dostępności do usług województwa: mazowieckie i zachodniopomorskie, lub zbyt małe, aby utrzymać usługi publiczne na wysokim poziomie: lubuskie, świętokrzyskie czy opolskie. Przyznał, iż dziś bardziej zasadny byłby podział na 14 lub na 18–25 województw. Są to jednak tylko wątpliwości, ponieważ nikt nie podjął prac analitycznych nad skutkami istnienia takiego podziału administracyjnego. O 17. województwie powinniśmy zatem zapomnieć.

 


Fot. Marcin üobaczewski / Fotorzepa

OPINIA | Roman Smogorzewski, prezydent Legionowa, członek zarządu Stowarzyszenia Metropolia Warszawska

Obiecując wydzielenie Warszawy i okolic z województwa mazowieckiego, prezes PiS Jarosław Kaczyński chce wprowadzić swoją ustawę o metropolii warszawskiej, którą lansowano przed wyborami samorządowymi, tylnymi drzwiami. Nieważne, że referenda przeprowadzone w gminach okalających stolicę dały wynik negatywny. Tłumaczenie, że po wydzieleniu stolicy reszta województwa na tym zyska, mija się z prawdą. To mieszkańcy stolicy i okolic dokładają się do rozwoju reszty Mazowsza. Co zatem kryje się za tą obietnicą? Otóż pisowska ustawa zakłada inne rozwiązania struktury metropolii, niż przewidywała to ustawa PO o metropoliach. Po wejściu jej w życie, a wszak najbardziej nierealny pomysł PiS może uchwalić w tydzień, trzeba by ogłosić wcześniejsze wybory prezydenta stolicy. A, jak wiadomo, stanowisko prezydenta stolicy jest łakomym kąskiem dla PiS.

 

FOT. JERZY DUDEK / FOTORZEPA

OPINIA | Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego

PiS, grając obietnicą utworzenia nowego województwa, bazuje na resentymentach i górze pieniędzy nie wiadomo skąd. Ci sami ludzie przyznali wcześniej rację, że rozwiązaniem jest podział statystyczny, który już nastąpił, a który niczego administracyjnie nie zmienia i nie generuje kosztów. Ale dalej mówią o konieczności podziału administracyjnego. O co w tym wszystkim chodzi? Na pewno nie o dobro regionu. Od 1 stycznia 2018 roku nasze województwo traktowane jest jako dwa NUTS-2: Warszawski stołeczny i Mazowiecki regionalny i władze Mazowsza zabiegają, aby ten podział statystyczny był brany pod uwagę przy podziale środków w nowym budżecie unijnym. Wyłączenie Warszawy wraz z sąsiednimi powiatami sprawi, że diametralnie spadną dochody. Najważniejszy bowiem dochód województwa, czyli CIT, wyniesie zaledwie 13 proc. obecnych wpływów z tego tytułu, z czego wynika, że nie starczy środków na podstawowe zadania, a także na wkład własny do wielu projektów unijnych. Wmawianie ludziom, że od tego przybędzie pieniędzy, to populizm.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Nieudolne kontrole na budowach 

Nadzór budowlany działa niezbyt skutecznie. Popełniający samowolę często są bezkarni.  Najwyższa Izba Kontroli nie ...

Samorządy stawiają na S10

Wspólne działania na rzecz przyśpieszenia budowy drogi ekspresowej S10 łączącej Świnoujście z Warszawą planują ...

Biblioteki niczym galerie kultury

Można w nich nie tylko wypożyczać i przeglądać książki w różnej postaci, czy skorzystać ...

Nowe pociągi na Pomorzu Zachodnim Elektryczna czterdziestka

„Duma Pomorza” – tak nazywa się ostatni z 40 nowych elektrycznych pociągów, jakie trafiły ...

Wielki lifting Parku Śląskiego

Trwa pierwsza w historii rewitalizacja Parku Śląskiego. W tym roku inwestycje pochłoną około 10 ...

Liderzy lokalnego rozwoju

Zielona Góra, Boguchwała i Wisznice – to zwycięzcy Rankingu Samorządów 2018. Mogą być przykładem ...