Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak ewoluowały budżety obywatelskie – od pojedynczych ławek po kompleksowe projekty poprawiające jakość życia.
  • Z jakimi zagrożeniami mierzą się miasta i jak modyfikują zasady, by zapewnić transparentność wydatków.
  • Które kategorie projektów, od ochrony zieleni po bezpłatne usługi, zyskują na znaczeniu w polskich aglomeracjach.
  • Dlaczego samo głosowanie już nie wystarcza i jakie zmiany są kluczowe dla przyszłości tego narzędzia partycypacji.

W Krakowie, w ubiegłym tygodniu zakończyło się głosowanie w 13. edycji budżetu obywatelskiego. Mieszkańcy wybierali spośród 440 projektów, a do rozdysponowania było 54 mln zł. Teraz trwa liczenie i weryfikacja głosów.

Na ostateczne wyniki jeszcze poczekamy, ale już dziś warto zapytać, co dzieje się z budżetami obywatelskimi między kolejnymi głosowaniami – i jak sprawić, by udział mieszkańców oznaczał coś więcej, niż tylko wybór projektów z listy.

Zasady budżetu obywatelskiego muszą się zmienić

Tegoroczna krakowska edycja była szczególna, odbywała się bowiem po zażartych dyskusjach o zasadach dostępności niektórych przedsięwzięć i o tym, czy środki publiczne rzeczywiście służą szerokiej wspólnocie. Stało się tak po ubiegłorocznej edycji budżetu, w której prawie 10 mln zł zgarnął osławiony cykl projektów „Piłkarskie marzenia”. Mówiono o hurtowym zbieraniu głosów, mechanizmach ustawiania głosowania oraz braku faktycznej ogólnodostępności finansowanych z tych środków zajęć i sprzętu.

Czytaj więcej

Problem tężni wyszedł poza Kraków. Samorządy zmieniają podejście

Po tych doświadczeniach w Krakowie wprowadzone zostały zmiany w regulaminie budżetu, które mają ograniczać ryzyko, że projekt finansowany z publicznych pieniędzy będzie dostępny jedynie w ograniczonym zakresie. Nowe zasady określają minimalny czas bezpłatnego dostępu do infrastruktury, ograniczają możliwość komercyjnego wynajmu i wyłącznych rezerwacji klubowych w tych godzinach, a także zmieniają sposób przyjmowania głosów papierowych. – Ale te doświadczenia spowodowały niestety, że w tegorocznym budżecie jest mniej projektów. Wiele osób to zniechęciło – mówi Łukasz Puła, aktywista z Prądnika Czerwonego i autor wielu projektów dzielnicowych.

Budżet nie może znikać na dziesięć miesięcy

Łukasz Puła zwraca uwagę na problem, który jest znacznie mniej spektakularny niż kontrowersje wokół milionowych projektów, ale dotyka wszystkich uczestników BO. Chodzi o informację. – Przede wszystkim uważam, że mieszkańcom należy pokazywać cały budżet, nie tylko skupiać się na informowaniu o nim w dwóch momentach: gdy zgłaszane są do niego projekty i na głosowaniu. A tak niestety się dzieje – mówi Puła.

Aktywista postuluje również rzeczywistą kontrolę ogólnodostępności projektów. Dziś wnioskodawcy projektów do BO składają oświadczenia, że ich propozycje spełniają wymagania. Zdaniem Puły nie może to jednak zastępować sprawdzania, czy deklaracje odpowiadają rzeczywistości. – Powinno to być sprawdzane i weryfikowane, czy faktycznie tak jest – podkreśla.

Doświadczenia z budżetem w Krakowie nie oznaczają, że budżety obywatelskie przestały być potrzebne. Przeciwnie. Dane i doświadczenia innych dużych miast pokazują, że mieszkańcy coraz częściej traktują je jako narzędzie rozwiązywania problemów wykraczających poza pojedynczą inwestycję. W Lublinie, jak mówi Anna Machocka, koordynatorka budżetu obywatelskiego, w ciągu ostatnich dziesięciu lat zmienił się przede wszystkim charakter projektów infrastrukturalnych.

Od ławki do jakości życia. Czego dziś oczekują mieszkańcy od władz lokalnych

– Dziesięć lat temu częściej wybierano projekty typu chodnik, parking, plac zabaw, boisko czy skwer. Dzisiaj nadal są one obecne, ale obok nich pojawiają się projekty łączące kilka funkcji: komunikację, bezpieczeństwo, zieleń i rekreację – wyjaśnia Machocka. Lublin wprowadził podział środków na cztery kategorie. W 27 dzielnicach przeznacza po 450 tys. zł na projekty infrastrukturalne i 50 tys. zł na kulturalne. Są też pule ogólnomiejskie, obejmujące projekty miękkie i infrastrukturalne. Coraz większe znaczenie mają bezpłatne usługi. To istotna zmiana: mieszkańcy nie chcą wyłącznie nowych obiektów, ale również możliwości korzystania z oferty miasta bez ponoszenia dodatkowych kosztów.

Podobny trend obserwuje Warszawa. W stolicy budżet obywatelski funkcjonuje na trzech poziomach: miejskim, dzielnicowym i lokalnym. W projektach ogólnomiejskich coraz wyraźniej obecne są kwestie zdrowia, profilaktyki i ochrony zieleni. W 13. edycji jednym ze zwycięskich pomysłów był zakup sprzętu dla oddziałów ginekologiczno-położniczych miejskich szpitali, wart 4,8 mln zł. Pojawia się coraz więcej pomysłów związanych z ochroną zwierząt, zamieszkujących Warszawę (wiewiórek, ptaków, jeży, dzikich kotów). – Czekamy na nowe pomysły mieszkańców. 14. edycja startuje 1 grudnia 2026 r. – mówi Anna Jantos z Centrum Komunikacji Społecznej (CK) Wydziału Budżetu Obywatelskiego warszawskiego magistratu.

Czytaj więcej

Nowe drogi rowerowe w polskich miastach. Więcej konsultacji z mieszkańcami

W Poznaniu odpowiedzią na rosnące zainteresowanie zielenią stał się odrębny Zielony Budżet, którego pula w kolejnej edycji wzrosła do 6 mln zł. Nie chodzi już tylko o sadzenie nowych drzew, ale także ochronę istniejącego drzewostanu, retencję i zazielenianie ulic. Dagmara Woźniak z poznańskiego Urzędu Miasta zauważa, że zmienia się sposób myślenia o przestrzeni publicznej. Mieszkańcy coraz częściej nie chcą pojedynczej ławki czy kilku nasadzeń, lecz kompleksowego zagospodarowania miejsca, które będzie dostępne, przyjazne i funkcjonalne. – Projekty są coraz bardziej szczegółowe i coraz częściej dotyczą nie tylko tego, co ma powstać, ale również tego, jak dana przestrzeń ma funkcjonować i komu ma służyć – podkreśla Dagmara Woźniak.

W Bydgoszczy liczba zgłoszonych projektów wzrosła z 291 w 2016 r. do 908 w 2024 r. Obok tradycyjnych inwestycji pojawiają się większe przedsięwzięcia, takie jak rewitalizacja Parku nad Starym Kanałem Bydgoskim, projekty społeczne, kulturalne i edukacyjne. Jak wskazuje rzeczniczka prezydenta miasta Marta Stachowiak, program przeszedł drogę od pojedynczych inwestycji osiedlowych do szerokiego katalogu potrzeb – od infrastruktury pieszo-rowerowej i zieleni po kulturę, edukację, sport i integrację. Coraz częściej mieszkańcy chcą nie tylko nowego obiektu, ale też bezpłatnych zajęć czy wydarzeń, z których można korzystać bez dodatkowych opłat.

Z kolei Toruń pokazuje, że zmiana nie musi oznaczać rezygnacji z tradycyjnych potrzeb. Nadal popularne są zieleń, place zabaw i przestrzenie dla dzieci, ale rośnie zainteresowanie kulturą, bezpieczeństwem i inicjatywami integrującymi lokalne społeczności.

Projekty BO nadal odpowiadają na podstawowe potrzeby mieszkańców

Zestawienie doświadczeń polskich miast pokazuje, że budżet obywatelski przechodzi ewolucję. Początkowo był przede wszystkim sposobem na wskazywanie konkretnych inwestycji, których brakowało mieszkańcom. Dzisiaj coraz częściej jest narzędziem rozmowy o tym, jak ma wyglądać codzienne życie w mieście. Nie oznacza to, że ławki, chodniki, place zabaw czy boiska straciły znaczenie i są mniej ważne. W wielu miejscach projekty BO nadal odpowiadają na podstawowe potrzeby.

Czytaj więcej

Parki kieszonkowe podbijają miasta. Małe zielone enklawy dają wielkie korzyści

Zmienia się natomiast skala oczekiwań. Mieszkańcy chcą przestrzeni, która jednocześnie zapewnia bezpieczeństwo, dostępność, zieleń i możliwość spotkań. I tu pojawia się jednak pytanie, czy procedury budżetów obywatelskich nadążają za tą zmianą. Krakowski przypadek pokazuje, że samo głosowanie nie wystarczy. Potrzebne są przejrzyste zasady, kontrola wydawania pieniędzy i sprawdzanie, czy projekty rzeczywiście służą wszystkim mieszkańcom.

Ale równie ważne są warunki uczestnictwa: dostęp do informacji, możliwość głosowania poza godzinami pracy, równa szansa na promocję pomysłu i czytelne raportowanie realizacji zwycięskich zadań. Budżet obywatelski nie powinien być jedynie corocznym konkursem popularności. Nie może też zastępować podstawowych obowiązków samorządu: remontowania ulic, zapewniania usług publicznych czy dbania o miejską infrastrukturę.