Nagroda za trafną prognozę

Byłem dumny, że dostałem się na studia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Publikacja: 15.10.2015 18:00

Już samo studiowanie było nobilitacją, bo wielu kolegów z mojej małej miejscowości nie zdało egzaminów. Było to dwie dekady temu. W tym czasie studiowanie przestało być elitarne. Stało się masowe, lub – jak powiada jeden z prorektorów nobliwej uczelni z Lublina – bardziej demokratyczne. W ciągu dwóch dekad liczba studiujących w Lubelskim wzrosła o 300 procent.

Studiowali absolwenci szkół średnich, urzędnicy i rolnicy. Studiowali ci, co chcieli, ci, którym wykształcenie wyższe mieć wypadało w CV oraz ci, którzy mieli odpowiednio głęboką kieszeń, bo studia kosztują.

Był taki czas, że ambicją coraz to innego starosty i burmistrza było przyciągnięcie do swego miasteczka uczelni wyższej, a jeśli nie było na to szans to stworzenie filii, wydziału zamiejscowego, najlepiej prawa, ewentualnie kolegium licencjackiego.

I tak się działo. Wydziały zamiejscowe powstały nawet w niewielkich miastach, takich które nie miały żadnych tradycji akademickich np. w Tomaszowie Lubelskim. A władzom przygranicznego powiatu hrubieszowskiego marzyło się, aby utworzyć szkołę wyższą w środku lasu na bazie szkoły rolniczej, do której okoliczni uczniowie nie chcieli już chodzić.

Studiować może prawie każdy. Nawet nobliwe uczelnie publiczne nie wybrzydzają, bo tak skonstruowany jest algorytm dofinansowania, że najwięcej kasy dostają ci, co mają najwięcej studentów, a niekoniecznie ci, którzy kształcą tak, że zaspokajają rzeczywiste potrzeby rynku i jeszcze przyczyniają się do rozwoju badań naukowych.

W statystykach województwo lubelskie wypada dobrze. Z danych zebranych podczas spisu powszechnego w 1988 roku wynika, że wykształceniem wyższym mogło się wtedy poszczycić 4,13 proc. społeczeństwa, w 2002 r. już 9,04 procent, w 2011 – 16 procent. W kolejnym spisie ten odsetek zapewne będzie jeszcze większy. To dobrze. Ale trudno dziś znaleźć dobrego mechanika, ślusarza, dobrze wykształconego technika… Łatwo zaś „na kasie” w hipermarkecie spotkać sfrustrowanego magistra politologii, kulturoznawcę, pedagoga.

Pęd do kształcenia wyższego maleje. To konsekwencja tego, że część społeczeństwa nadrobiła zaległości w wykształceniu, skutek niżu demograficznego i coraz bardziej świadomych wyborów absolwentów szkół średnich. Wyjeżdżają oni studiować tam, gdzie łatwiej znajdą pracę, lub wybierają model kształcenia poziomego kończąc na wykształceniu technicznym i rozwijaniu dodatkowych kompetencji.

Student z zagranicy jest więc dla lubelskich uczelni szansą. Kto wcześniej to dostrzegł niż inni, ten dziś wygrywa.

Już samo studiowanie było nobilitacją, bo wielu kolegów z mojej małej miejscowości nie zdało egzaminów. Było to dwie dekady temu. W tym czasie studiowanie przestało być elitarne. Stało się masowe, lub – jak powiada jeden z prorektorów nobliwej uczelni z Lublina – bardziej demokratyczne. W ciągu dwóch dekad liczba studiujących w Lubelskim wzrosła o 300 procent.

Studiowali absolwenci szkół średnich, urzędnicy i rolnicy. Studiowali ci, co chcieli, ci, którym wykształcenie wyższe mieć wypadało w CV oraz ci, którzy mieli odpowiednio głęboką kieszeń, bo studia kosztują.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?