Wszystko zaczęło się w Shannon

Na świecie jest dzisiaj ponad 5 tysięcy specjalnych stref ekonomicznych. Czy jednak zawsze warto tak kusić inwestorów?

Publikacja: 25.05.2018 17:15

Wszystko zaczęło się w Shannon

Foto: Fotolia.com

Kiedy w 1959 r. w irlandzkim Shannon powstawała pierwsza specjalna strefa, mało kto się interesował tym pomysłem. Lotnisko w zamieszkanym przez niespełna 5 tys. osób miasteczku było znane z tego, że zatrzymywały się na nim na tankowanie samoloty lecące przez Atlantyk, a pasażerowie tranzytowi pędzili do sklepu wolnocłowego. Pomysł stworzenia tam strefy wolnego handlu i strefy ekonomicznej pojawił się w połowie lat 50., kiedy było już oczywiste, że samoloty w niedalekiej przyszłości będą w stanie przelecieć nad oceanem bez dodatkowego tankowania.

Wtedy ówczesny dyrektor lotniska Brendan O’Regan zasugerował, żeby jeśli nie stworzy się tam specjalnej strefy dla produkcji przemysłowej, w której firmy cieszyłyby się ulgami podatkowymi, to trzeba będzie „przymusowo ściągać samoloty na ziemię”. To on właśnie jest pomysłodawcą wprowadzenia niskich podatków i zwolnień fiskalnych, np. z VAT, w przypadku towarów, które miały być eksportowane. A jeśli jakaś firma chciała założyć w tej strefie placówkę zajmującą się badaniami i rozwojem, to mogła liczyć na granty. I chociaż w 2005 r. zachęty do inwestowania w strefie Shannon wygasły, to nadal działa tam ponad 100 firm, wśród nich Lufthansa Technik, Intel, GE Capital, De Beers Industrial Diamonds, w których pracuje 6,5 tys. ludzi.

– Shannon do dziś zniknęłoby z mapy, gdyby nie strefa gospodarcza – przyznaje Paul Ryan, konsultant z Shannon International Development Consultants.

Na świecie szybko zaczęto kopiować wzór, który miał ratować zagrożone miejsca pracy bądź nawet całe branże przemysłowe. Tak jest dzisiaj z polską i czeską motoryzacją, bo większość fabryk naprawdę ważnych dla naszej gospodarki znalazła się na terenach objętych specjalnym traktowaniem inwestorów.

Strefa może pomóc także w planach budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Gabriel Wong, partner w chińskim PricewaterhouseCoopers (PwC), uważa wręcz, że jest to warunek niezbędny, by projekt odniósł gospodarczy sukces. Dodatkowo należałoby utworzyć także wolny obszar celny.

– W Chinach mamy kilkanaście takich hubów transportowych. Najlepszym przykładem jest Hongqiao Airport Hub koło Szanghaju. Wokół niego powstał krąg, wewnątrz którego znalazły się miejscowości oddalone o godzinę jazdy szybką koleją, która pokonuje w tym czasie 350–400 km. Tam właśnie powstało centrum zarządzania dla firm, które skorzystały z tego, że ziemia była tu znacznie tańsza niż w Szanghaju. – Sądzę, że Polska mogłaby czerpać z tego wzoru. Samo centrum komunikacyjne, nawet znakomicie położone, nie wystarczy, niezbędna jest do tego strefa wolnocłowa, bo stwarza ogromne możliwości handlowe –przekonuje Gabriel Wong.

Czy i Polska porwie się na takie rozwiązanie? – Na razie jest zbyt wcześnie na takie szczegóły – zastrzega się Mikołaj Wild, pełnomocnik rządu ds. budowy CPK. Ale podczas inaugurowacji rejsów LOT-u do Singapuru Mikołaj Wild zwiedzał lotnisko Changi w tym państwie-mieście, gdzie funkcjonuje dziewięć stref specjalnych.

Chińczycy uwierzyli w specjalne strefy ekonomiczne po sukcesie strefy Shezhen. Tam jednak był to sposób na liberalizację gospodarki w tym kraju, bo władze w Pekinie chciały koniecznie mieć przeciwwagę dla liberalnego Hongkongu.

Specjalne strefy nie są jednak rozwiązaniem problemów, jakie poszczególne kraje mają ze ściąganiem inwestorów zagranicznych – ostrzegają ekonomiści. Ich zdaniem budżety tracą na zniżkach podatkowych, a same strefy, zwłaszcza w krajach rozwijających się, nieraz służyły jako pralnie brudnych pieniędzy. Za to wymuszają poprawę infrastruktury transportowej, dają pracę mieszkańcom regionu i wzmacniają lokalnych dostawców.

Tyle że nie mogą one powstawać w nieskończoność, bo tak naprawdę najkorzystniej jest tam lokować mało wymagającą produkcję przemysłową. Nie sprawdziły się też jako wsparcie dla sektora finansowego. A największym kuriozum było zbudowanie szkoły szkolącej weterynarzy w jednej z japońskich stref. Ten przypadek niemal nie doprowadził do dymisji premiera Shinzo Abe w 2017 roku.

Kiedy w 1959 r. w irlandzkim Shannon powstawała pierwsza specjalna strefa, mało kto się interesował tym pomysłem. Lotnisko w zamieszkanym przez niespełna 5 tys. osób miasteczku było znane z tego, że zatrzymywały się na nim na tankowanie samoloty lecące przez Atlantyk, a pasażerowie tranzytowi pędzili do sklepu wolnocłowego. Pomysł stworzenia tam strefy wolnego handlu i strefy ekonomicznej pojawił się w połowie lat 50., kiedy było już oczywiste, że samoloty w niedalekiej przyszłości będą w stanie przelecieć nad oceanem bez dodatkowego tankowania.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych