Przenosiny na prowincję

Pomysły na dekoncentrację władzy to nie polska specyfika. Dania realizuje taki program, a Niemcy każdą nową instytucję lokują poza Berlinem. Szwecja za to policzyła, że koszty przenoszenia urzędów są za duże.

Publikacja: 28.01.2019 04:30

W Waszyngtonie pracuje tylko 15 proc. urzędników federalnych

W Waszyngtonie pracuje tylko 15 proc. urzędników federalnych

Foto: shutterstock

Przez Stany Zjednoczone co i raz przetacza się wielka dyskusja, czy należy wyprowadzić rząd poza Waszyngton. Ostatnio ożywiło ją kilka propozycji ustaw dekoncentracyjnych, złożonych w Kongresie.

Zakładały one mniej więcej, by każda federalna agencja wykonawcza przygotowała się do przeprowadzki. Jeśli taka operacja miałaby przynieść poważne oszczędności, należałoby ją przeprowadzić – wedle jednego z projektów – do września 2023 r. Docelowo w stolicy miało zostać nie więcej niż 10 proc. pracowników rządowych biur i departamentów.

Amerykańskie argumenty za

Zwolennicy takiego posunięcia argumentowali, że administracja ulokowana poza Waszyngtonem to mniejsze koszty jej funkcjonowania. Bo tak jak wszędzie na świecie wynagrodzenia w stolicy należą do najwyższych w kraju, podobnie z cenami najmu i kosztami życia. Poza tym koncentracja władzy w jednym miejscu to także koncentracja różnego rodzaju lobbystów i oderwanie tejże władzy od prawdziwych problemów mieszkańców.

Jeszcze innym argumentem za była redystrybucja bogactwa i infrastruktury do innych stanów niż District of Columbia. Nie ulega bowiem wątpliwości, że swoją zamożność stan zawdzięcza koncentracji władzy, a jej mała cząstka dla innego miasta mogłaby stać się katalizatorem wzrostu gospodarczego.

Przeciwnicy dekoncentracji władzy w USA używali dokładnie odwrotnych argumentów. Ich zdaniem radykalnie rozproszony rząd może być mniej skuteczny w działaniach (m.in. ze względu na problemy komunikacyjne) i mniej elastyczny na potrzeby ludzi (przykładowo – urząd ds. zabezpieczenia społecznego w Detroit mógłby lepiej reagować na problemy tego miasta, ale pytanie, co z mieszkańcami innych miast). Do tego nie byłby też tańszy, wcale nie ukróciłby wpływu lobbystów na decyzje polityków i urzędników.

Dekoncentracja miejsc pracy

I trudno też oczekiwać ożywienia na lokalnych rynkach pracy – oceniali eksperci. Jeden ze znawców polityki miejskiej zauważył, że przeniesienie np. Departamentu Rolnictwa do stanu Iowa na pewno stworzy tam nowe, całkiem dobre miejsca pracy. Ale wątpliwe jest, czy przełoży się to na pobudzenie aktywności mieszkańców. Jego zdaniem zasadnicze pytanie brzmi: czy kilkuset biurokratów jest w stanie stworzyć gospodarkę typu spin-off w taki sposób, jak to się dzieje w Dolinie Krzemowej?

Propozycje dekoncentracji władzy w USA na razie upadły. Ale warto zwrócić uwagę, że amerykańska administracja i tak jest już dosyć mocno rozproszona. W Waszyngtonie pracuje tylko ok. 15 proc. – 1,87 mln pełnoetatowych pracowników federalnych. Pozostałe 85 proc. w większości zasila lokalne oddziały waszyngtońskich central, ale kilka instytucji ma swoje siedziby poza stolicą. Przykładowo National Institute of Standards and Technology ma siedzibę w Gaithersburgu, centralne biuro administracji Social Security oraz centrum Medicare i Medicaid Services – w Woodlawn (stan Maryland), Amerykańskie Biuro Patentów i Znaków Towarowych – w Aleksandrii, US Geological Survey – w Reston, a National Weather Service – w Silver Spring.

W Polsce administracja państwowa jest bardziej skoncentrowana. Z danych GUS wynika, że ogółem tworzy ona ok. 180 tys. miejsc pracy (bez samorządów, bez wymiaru sprawiedliwości, bez wojska), z czego 36 proc. osób zatrudnionych jest w urzędach na terenie województwa mazowieckiego (z czego najwięcej zapewne w Warszawie). Reszta, czyli ok. 64 proc., to pracownicy różnych wojewódzkich delegatur, np. urzędów wojewódzkich, regionalnych oddziałów nadzoru budowlanego, urzędów skarbowych, ZUS itp.

W Polsce mamy też przykłady jednostek państwowych, które są ulokowane poza Warszawą, ale bardzo nieliczne. To m.in. Państwowa Agencja Kosmiczna z siedzibą w Gdańsku (i z głównym odziałem w Warszawie) czy Centrum Przetwarzania Danych Ministerstwa Finansów uruchomione w Radomiu.

Dosyć mocno skoncentrowana była także administracja w Danii. Jeszcze kilka lat temu 44 proc. wszystkich miejsc pracy w sektorze publicznym znajdowało się w regionie stołecznym, a 28 proc. – w samej Kopenhadze . Dlatego duński rząd przystąpił do realizacji pomysłu przenoszenia instytucji na prowincję.

Duński eksperyment

Program ogłoszony w 2015 r. dotyczył relokacji 3900 miejsc pracy. – Będzie to największe i najbardziej ambitne przedsięwzięcie w sektorze publicznym w historii – mówił wówczas Troels Lund Poulsen, duński minister biznesu i rozwoju.

Plany obejmowały różne agencje i urzędy, przykładowo zajmujące się rolnictwem, środowiskiem, polityką energetyczną czy infrastrukturą drogową. Politycy partii Dansk Folkeparti wchodzącej w skład rządu przekonywali, że taki ruch ma głęboki sens i uzasadnienie. Skoro Departament Rolnictwa tworzy ramy dla duńskich rolników i rybaków, ma wpływ na przyrodę i środowisko, to naturalne jest – ich zdaniem – że tego typu organizacja znajduje się na obszarach wiejskich.

Do 2018 r. przeniesiono 2500 miejsc pracy i rząd zapowiedział kontynuację programu, tak by docelowo wyprowadzić ze stolicy ok. 4 tys. etatów aż do 49 miast. Ma to pobudzić rozwój mniejszych ośrodków. „Stawiamy kolejny krok w kierunku bardziej zrównoważonej Danii” – głosił komunikat rządu.

Beneficjentami tego programu są zarówno największe duńskie miasta (np. Odense – trzecie pod względem wielkości w kraju, liczące ok. 160 tys. mieszkańców; Aarhus – 240 tys. mieszkańców), jak i te zupełnie malutkie – Rada Języka Duńskiego ma zostać przeniesiona do liczącego zaledwie 3800 mieszkańców Bogense.

Koszty i efekty duńskiej dekoncentracji władzy nie zostały jeszcze dokładnie policzone. Rząd zarezerwował początkowo na ten cel 400 mln koron duńskich (w przybliżeniu to ok. 230 mln zł), ale eksperci ostrzegali, że to zbyt mało. W okresie przejściowym konieczne jest bowiem utrzymywanie dwóch siedzib każdej instytucji, a do tego sporo może kosztować pozyskanie, wyszkolenie i wdrożenie nowych urzędników, ponieważ szacunkowo tylko ok. 15 proc. pracowników rządowych agencji ma ochotę przenieść się poza stolicę. – Nasze przedsięwzięcie jest całkowicie warte ponoszonych kosztów. Chodzi o zapewnienie miejsc pracy w sektorze publicznym w całym kraju – odpowiadali przedstawiciele rządu.

Szwedzka lekcja

Za to efekty relokacji urzędów policzyli Szwedzi. Badania przeprowadzone przez Riksrevisionen, odpowiednik naszej Najwyższej Izby Kontroli, dotyczyły przeniesienia Urzędu Konsumentów do Karlstad i Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego do Östersund.

Okazało się, że zaledwie 1 proc. zatrudnionych urzędników zgodziło się wyprowadzić ze Sztokholmu razem z agencjami. Skutkiem tego była utrata umiejętności i sieci kontaktów agencji, a także potrzeba rekrutowania i szkolenia nowych pracowników na miejscu. W początkowym okresie konieczne było zdublowanie zatrudnienia, aby dotychczasowi pracownicy w Sztokholmie mogli szkolić tych rekrutowanych w Karlstad i Östersund. To znacznie podniosło koszty osobowe, czego nie skompensowały niższe koszty powierzchni biurowych tych miastach.

Jednocześnie usługi świadczone przez obie agencje uległy poważnemu zakłóceniu i powróciły do wcześniejszego poziomu dopiero po ok. pięciu latach – wyliczyła izba kontroli. W sumie koszty przeniesienia i wynikające z zakłócenia dostarczanych usług wyniosły 1,1 mln szwedzkich koron (ok. 0,46 mln zł) na jedno miejsce pracy. Zdaniem audytorów koszty te najprawdopodobniej nie będą zrekompensowane przez niższe koszty działalności w Karlstad i Östersund nawet w horyzoncie 20 lat.

Z kolei analiza szwedzkiej Agencji Zarządzania Publicznego (Statskontoret) wskazuje, że przenoszenie urzędów do małych miast ma niewielki wpływ na lokalne rynki pracy, nawet wtedy, gdy lokalizowane urzędy są relatywnie duże i należą do największych pojedynczych pracodawców w regionie. Inaczej mówiąc, oczekiwane korzyści w zakresie ożywiania lokalnej gospodarki raczej się nie spełniają.

Niemiecki przykład

Dosyć rozproszona po miastach różnej wielkości jest administracja rządowa w Niemczech. Przykładowo (jak wyliczał w 2014 r. senator Kazimierz Kleina) niemiecki bank centralny i giełda papierów wartościowych znajdują się we Frankfurcie nad Menem. Siedzibą najważniejszych instytucji władzy sądowniczej (w tym odpowiedniki naszego Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego) jest Karlsruhe. Federalny Sąd Administracyjny jest zlokalizowany w Lipsku, Federalny Sąd Pracy – w Erfurcie, Federalny Urząd Środowiska – w Dessau, Prezydium Policji Federalnej – w Poczdamie, Dyrekcja Archiwów Państwowych – w Koblencji, Urząd Ochrony Konstytucji – w Kolonii, a Federalny Urząd Statystyczny – w Wiesbaden.

Wysoki poziom dekoncentracji władzy w Niemczech to przede wszystkim efekt przemyślanej polityki realizowanej już od dekad. U naszych zachodnich sąsiadów rzadko kiedy urzędy są przenoszone. Za to za każdym razem, gdy powstaje jakaś nowa instytucja, władze zastanawiają się, gdzie poza Berlinem może mieć ona swoją siedzibę. I zdarza się – jak przekonuje senator Kleina, że w imię sprawiedliwości społecznej i dowartościowania mniejszych ośrodków, wybór pada też na niewielkie miasta.

We Francji, Włoszech czy w Hiszpanii poza stolicą lokowane są za to międzynarodowe czy europejskie instytucje. Siedziba Międzynarodowej Organizacji Policji Kryminalnej (Interpolu) została przeniesiona z Paryża do Lyonu, we francuskim Angers swoją siedzibę ma Wspólnotowy Urząd Ochrony Odmian Roślin, a w Valenciennes – Europejska Agencja Kolejowa.

Przez Stany Zjednoczone co i raz przetacza się wielka dyskusja, czy należy wyprowadzić rząd poza Waszyngton. Ostatnio ożywiło ją kilka propozycji ustaw dekoncentracyjnych, złożonych w Kongresie.

Zakładały one mniej więcej, by każda federalna agencja wykonawcza przygotowała się do przeprowadzki. Jeśli taka operacja miałaby przynieść poważne oszczędności, należałoby ją przeprowadzić – wedle jednego z projektów – do września 2023 r. Docelowo w stolicy miało zostać nie więcej niż 10 proc. pracowników rządowych biur i departamentów.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych