Ludzie mieli dość marazmu

Najbardziej chciałbym zmienić postrzeganie miasta zwłaszcza przez młodych. Chciałbym, aby młodzi ludzie chcieli tu pracować, zakładać rodziny, budować swoje firmy – mówi Wojciech Bakun, nowy prezydent Przemyśla.

Publikacja: 14.01.2019 01:27

Urodził się w 1981 r., z wykształcenia technik informatyk. W 2002 r. ukończył Policealne Studium Zaw

Urodził się w 1981 r., z wykształcenia technik informatyk. W 2002 r. ukończył Policealne Studium Zawodowe. Pracował jako przedstawiciel handlowy i administrator baz danych w rodzinnym przedsiębiorstwie, potem zajął się prowadzeniem wraz z żoną własnej działalności gospodarczej. W wyborach w 2015 z sukcesem kandydował do Sejmu w okręgu krośnieńskim z listy komitetu wyborczego Kukiz’15. Od listopada 2018 r. prezydent Przemyśla

Foto: materiały prasowe

Rz: Dlaczego w Przemyślu zmienił się prezydent, a PiS przestało rządzić?

Wojciech Bakun: Tak zdecydowali ludzie. PiS przestało współrządzić z lokalną formacją Regia Civitas, wcześniej zresztą Regia rządziła również z PO. Ta formacja od dawna była rozgrywającym w Przemyślu, jako ugrupowanie prezydenckie. Było to zaplecze prezydenta Roberta Chomy, który swój rodowód polityczny wywodzi również z PiS.

Ludzie poczuli się zmęczeni?

Ludzie mieli dość marazmu, który od jakiegoś czasu jest zauważalny w Przemyślu. O ile jeszcze 16 lat temu były nadzieje związane z rozwojem, wynikające ze wstąpienia do UE, otwierały się nowe perspektywy, o tyle po tych czterech kadencjach samorządu ludzie zobaczyli, że chyba Przemyśl nie wykorzystał szansy na ograniczenie degradacji. Wszelkie wskaźniki pokazywały, że miasta takie jak Przemyśl tracą swoje funkcje na rzecz dużych ośrodków. Taka była też polityka poprzedniej władzy w kraju, aby duże miasta były lokomotywami. Przemyśl był miastem, które miało szukać swojej szansy gdzieś indziej – taką alternatywą było tworzenie ośrodka o znaczeniu kulturalnym i turystycznym.

Zamieszanie z rejestracją list, kłopoty wewnętrzne PiS – to miało wpływ?

To chyba bardziej coś o charakterze miejskich mitów. Ja nie wiem, jakie były kłopoty wewnętrzne w PiS i trudno mi to diagnozować. Być może faktycznie problemem była tam pewna dwubiegunowość, ale czy akurat to spowodowało taki, a nie inny wynik? Trudno powiedzieć. Na pewno wpływ na wynik wyborów miał brak startu byłego prezydenta Roberta Chomy ze swojego ugrupowania. Przestał być lokomotywą „ciągnącą” swoje ugrupowanie. Z drugiej strony miały miejsce błędy samego PiS, które nie pozwoliły im na zarejestrowanie list w dwóch z czterech okręgów, na które jest podzielone nasze miasto. No i wreszcie najważniejszy według mnie czynnik. Wydaje mi się, że PiS wystawiło po prostu słabego kandydata. Był kiedyś dyrektorem szpitala, a ludzie zapamiętali jeszcze wiele jego złych decyzji. I wyniki wyborów to pokazały. PiS w okręgach, w których nie wystawiło kandydatów, osiągnęło dobre wyniki. Jednak dwa okręgi im odpadły.

Jest pan jedynym prezydentem dużego miasta z ruchu Kukiz’15. Jaką ma pan wizję na prezydenturę?

Tworzyłem od początku ruch Kukiz’15. Jeżeli chodzi o politykę na poziomie krajowym, to jest ona czymś zdecydowanie innym od tej na poziomie samorządu. Broń Boże nie będę się odcinał od swojego ruchu, bo nadal jestem jego członkiem i aktywnie w nim działam. Uważam jednak, że polityka lokalna powinna być jak najmniej upolityczniona. To się wpisuje w całą naszą strategię. Chcielibyśmy oddać samorządy obywatelom – to było nasze hasło kampanijne – i tak mamy zamiar prowadzić naszą politykę. Niech będzie ona jak najmniej upartyjniona. Chcemy działać w Przemyślu ponad podziałami partyjnymi, jesteśmy gotowi do rozmów z każdym. Nie ma też absolutnie żadnych nacisków z góry na takie czy inne zobowiązania. Ruch Kukiz’15 ma oczywiście swoje pomysły na samorząd, ale będzie nam je podpowiadał, a nie narzucał. Zresztą nasi kandydaci do rady miejskiej w większości nie byli członkami K’15.

Jak będzie to wszystko w praktyce wyglądało?

Bardzo staramy się informować obywateli o każdym naszym ruchu. To jeszcze do końca nie działa tak, jakbyśmy chcieli, bo w urzędzie miejskim inaczej niż zakładaliśmy działa biuro prasowe, biuro promocji. Chcemy wiele rzeczy przemodelować, jeśli chodzi o kontakt z mieszkańcami. Chcemy wprowadzić więcej działań informacyjnych. Oczywiście nie w oparciu o własne media, tylko przy wykorzystaniu mediów już istniejących.

Często wielokadencyjni samorządowcy np. wydają własne publikacje. Ich promocja to promocja miasta.

Ja nie mam problemu z tym, aby nie promować siebie, tylko miasto. Faktycznie wielu samorządowców robi inaczej, mając przeświadczenie, że miasto to oni. Ja np. jestem zwolennikiem miejskich portali, których głównym celem powinna być promocja nie prezydenta i jego działań, ale właśnie samego miasta. Gazety miejskie i różnego rodzaju podobne działania są słabą promocją miasta. Mamy w Przemyślu podpisane umowy z jakimiś dziwnymi z punktu widzenia mieszkańca tworami, a nie mamy wpływu na promocję miasta. Wydawane są na to pieniądze, a teraz dużo większy zasięg i większe możliwości promocji dają kampanie internetowe. To nie jest wykorzystywane i, mówiąc kolokwialnie, w naszym mieście leży. Dziesiątki czy setki tysięcy idą na druk jakichś materiałów, które trafiają do mieszkańców, a nie do potencjalnych turystów. To musi się zmienić. Chcę przemodelować całe biuro promocji. W mojej ocenie, ale też w ocenie moich radnych, to, co jest teraz, nie wystarcza. Zwłaszcza jeśli Przemyśl ma uchodzić za miasto turystyczne.

Mówił pan, że Przemyśl nie wykorzystał szansy, jaką daje UE. Ale wykorzystanie środków było na dość wysokim poziomie.

Jeśli chodzi o środki unijne, to powiem tak: wskaźnikowo faktycznie nie wygląda to źle. Jeżeli mówimy o konkretnych kwotach, to rzeczywiście tak jest. Inwestycje, które powstawały, nie były jednak przemyślane pod kątem długofalowego oddziaływania. Można się chwalić, że wydaliśmy te 150 mln i jesteśmy liderem w pozyskiwaniu środków unijnych, ale 95 proc. z tych inwestycji to były inwestycje drogowe. Oczywiście są one potrzebne, ale nie są skomercjalizowane w taki sposób, aby coś za tym dalej szło. Drogi, place zabaw, boiska nie budują nam PKB. Uzbrojono teren inwestycyjny, ale nie ma na nim inwestorów. Tak to wygląda. Z takimi problemami miasto się teraz boryka. To jest problem numer jeden – brak rozwoju gospodarczego i pomysłu na to, do jakiej grupy przedsiębiorców, do jakich branż miasto kieruje swoją ofertę.

Inne miasta w regionie chyba lepiej sobie z tym radzą.

Tak, np. Rzeszów jest miastem pozycjonującym się jako „dolina lotnicza”, to jest miasto akademickie, rozwija się w nim branża medyczna. Co do Przemyśla, to dużo trudniej jest określić wiodącą dla rozwoju branżę. Próbujemy pozycjonować się na miasto turystyczne, a na promocję wydajemy 40 tys. zł. To niewystarczające działania. Musimy jasno określić branżę, do której kierujemy swoją ofertę, np. branża transportowa czy logistyczna; mamy ku temu warunki.

Jak pan chce walczyć z depopulacją Przemyśla?

To jest faktycznie największe wyzwanie. Nie tylko w Przemyślu, ale też w wielu innych podobnych miastach. U nas jest to bardziej wyraźne i jesteśmy w czołówce miast zagrożonych degradacją. To masowa ucieczka ludzi. Jest nas w tej chwili ok. 63 tys. mieszkańców, miasto skurczyło się o ok. 15 tys. w ciągu ostatnich lat. Istnieje kilka przyczyn takiej tendencji. Jedną z nich jest bezrobocie, ale większym problemem jest poziom płac, które pozostają na bardzo niskim poziomie. O ile w dużych miastach trudno znaleźć pracownika, proponując mu 3 tys. zł na rękę, o tyle u nas cały czas takich pracowników się znajduje.

Tylko jak to zmienić?

Chcemy przygotować ofertę dla konkretnej branży w oparciu o współpracę z przemyską uczelnią. Przede wszystkim mamy więc zamiar rozwijać branżę transportową i logistyczną. Przemyśl dzięki bliskości granicy, autostrady A4 i magistrali kolejowej jest naturalnym ośrodkiem, w którym ta branża może się rozwijać. Do takich inwestorów, którzy doceniają te atuty, chcemy kierować swoją ofertę. Drugą branżą jest outsourcing IT, branżą, która nie jest związana terytorialnie. Takie centra mogą się tworzyć poza dużymi miastami, a koszty ich działania są zdecydowanie niższe. Trzecia branża to turystyka, chociaż zdajemy sobie sprawę, że jest to wymagająca i kapryśna branża.

W jakim sensie?

Po pierwsze, mamy problem z promocją miasta, co już mówiłem. Po drugie, z produktami turystycznymi, które mamy, ale jest ich za mało, aby mówić o wysokiej atrakcyjności miasta. Jesteśmy miastem, które może zapewnić atrakcje na krótki pobyt turystyczny. W tej chwili złożyliśmy kolejny projekt rozbudowy i wyposażenia trasy podziemnej. Trzeba jednak dużych nakładów, aby tę inwestycję zrealizować. Podziemia w Przemyślu to obecnie ok. 400 mkw. kilkukondygnacyjnych piwnic, których historia sięga nawet XV wieku, oraz XVII-wieczny kolektor sanitarny o długości ponad 100 m. To jednak ciągle za mało. Musimy mieć ofertę, która zatrzyma u nas turystów na dłużej niż dzień czy dwa. Oczywiście trudno być miastem, które przyciąga na tydzień czy dwa, bo to domena znanych kurortów. Ale na trzy–cztery dni – dlaczego nie?

Jak to wygląda w sensie planowania?

Mamy dwa projekty: Przemyśl 2030 oraz Przemyśl 2050. To dwie strategie, które pokazują, jak Przemyśl ma wyglądać za lat 10 i za lat 30. W takich perspektywach powinno się myśleć o mieście i jego rozwoju. Wszelkie moje działania będą opierać się właśnie na tych długofalowych projektach. Zarówno w I, jak i w II kadencji, jeśli ona nastąpi. Chciałbym, aby przyszli włodarze miasta mieli wrażenie, że mają w ręce dokument, który można zrealizować, trzeba tylko szukać dróg do przełożenia go na konkretne działania. Ma on być na tyle dobry, żeby wyznaczać trendy i pozwolić nam jako miastu funkcjonować dalej. Najgorsza z możliwych sytuacji, to gdy kolejna władza wywraca wszystko do góry nogami.

Jak pan mówił, Przemyśl jest blisko granicy. To wiąże się też z migracjami i napływem pracowników z Ukrainy, ze Wschodu. Jak pan widzi to zjawisko w kontekście rozwoju miasta?

Dużego napływu pracowników zza wschodniej granicy nie odczuwamy, jest wręcz zupełnie odwrotnie. Nie ma sytuacji podobnej do tego, co dzieje się w Warszawie czy Wrocławiu. Tak naprawdę przybywający z Ukrainy jedynie przejeżdżają przez Przemyśl. Mamy za to dość dużą mniejszość ukraińską. To ludzie z polskim obywatelstwem, tworzą tu swoją społeczność, grupy, mają swoje centrum kultury. Te napięcia narodowościowe, o których czasami mówi się w mediach, związane są właśnie z tą grupą mieszkańców. Z pracownikami przybywającymi z Ukrainy nie mamy takich sytuacji. Zresztą większość ukraińskich firm i pracowników instaluje się najbliżej w Rzeszowie, w Przemyślu w zasadzie ich nie ma.

Jak pan widzi współpracę z sejmikiem rządzonym przez PiS?

Trzymam się tego, co deklarują radni wojewódzcy, a mówią, że nie będzie obstrukcji z ich strony, żadnego blokowania projektów. Jeśli projekty będą dobre i właściwie przygotowane, to pieniądze miasto otrzyma. Tego się trzymam i nie uważam, że można być tak małostkowym, żeby z powodu przegranych wyborów rzucać kłody pod nogi całemu miastu. PiS wygrało tylko w jednym mieście na Podkarpaciu. Pytanie więc, komu miałby sejmik przeznaczyć pieniądze? Jeśli nie da Przemyślowi, to komu?

Pod koniec I kadencji co najbardziej chciałby pan zmienić?

Myślę, że nic fizycznego. Fizycznych projektów jest wiele, ale najbardziej chciałbym zmienić postrzeganie miasta, zwłaszcza przez młodych ludzi. Chciałbym, aby młodzi ludzie widzieli możliwość rozwoju w mieście. By chcieli tu pracować, zakładać rodziny, budować swoje firmy. Od nich słyszy się, że takim najbliższym miastem jest Rzeszów, bo tam dużo się dzieje. Chciałbym, aby tak był postrzegany Przemyśl.

Rz: Dlaczego w Przemyślu zmienił się prezydent, a PiS przestało rządzić?

Wojciech Bakun: Tak zdecydowali ludzie. PiS przestało współrządzić z lokalną formacją Regia Civitas, wcześniej zresztą Regia rządziła również z PO. Ta formacja od dawna była rozgrywającym w Przemyślu, jako ugrupowanie prezydenckie. Było to zaplecze prezydenta Roberta Chomy, który swój rodowód polityczny wywodzi również z PiS.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej