Potrzebujemy więcej rollercoasterów!

Polska miała „ruszyć do przodu”, wyrwać się z mitycznej „pułapki średniego wzrostu” i stać się gospodarczą potęgą, wchodząc do G20, ekskluzywnego grona 20 najbogatszych państw świata.

Publikacja: 05.03.2018 05:00

Piotr Gajdziński

Piotr Gajdziński

Foto: materiały prasowe

Tymczasem zamiast nowej Doliny Krzemowej, zamiast tysięcy działających w najnowocześniejszych branżach startupów, produkcji elektrycznych aut, dronów i latania w kosmos, oferujemy światu dyskusję o naszej nie najświetniejszej historii. Dyskutujemy o II wojnie światowej i latach tużpowojennych, o Peerelu i współpracownikach SB, o kolejnych pomnikach. Chcemy stanąć obok Elona Muska, ale udaje nam się wejść tylko do pokoju kapitana Alfreda Dreyfusa.

Wbrew pozorom ten spór o historię odbywa się nie tylko w Warszawie, nie tylko między Nowogrodzką a Tel Awiwem, Kijowem, Berlinem i Waszyngtonem. Odbywa się także w lokalnej Polsce, ogniskując emocje, a co ważniejsze – społeczną energię.

Przez Hajnówkę przeszedł marsz upamiętniający Narodowe Zjednoczenie Wojskowe i jego dowódcę Romualda Rajsa „Burego”. Nie obyło się bez interwencji policji, która tradycyjnie już mężną piersią broniła narodowców przed agresją mieszkańców podlaskiego miasteczka i Obywateli RP. W tym samym czasie w poznańskim Arsenale pokazywana jest wystawa Małgorzaty Dmitriuk i Leona Tarasiewicza obrazująca wydarzenia z 29 stycznia 1946 roku w Zaleszanach, gdzie oddział „Burego” zamordował – za domniemane popieranie Związku Sowieckiego – 16 osób, wśród nich niemowlę. W Wielkopolsce to wydarzenie jest mało znane, ale na Podlasiu „Bury” i jego historia wywołuje ogromne emocje. Wystawa Dmitriuk i Tarasiewicza przyprawia o dreszcz.

We wsi Izdebnik w gminie Lanckorona w Małopolsce uczniowie postanowili, że patronem ich szkoły zostanie Irena Sendlerowa. Jedna z najważniejszych ikon pomocy udzielanej podczas okupacji Żydom przez Polaków wygrała z tak pomnikowymi postaciami polskiej historii – i z pewnością bardziej przez większość uczniów kojarzonymi – jak Tadeusz Kościuszko i Jan Sobieski. Budujące. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich. Na wybór uczniów oburzył się ojciec Marian Piwko, zakonnik Zgromadzenia Zmartwychwstania Naszego Pana Jezusa Chrystusa, któremu Sendlerowa się nie podoba, bo, jak twierdzi, była przedwojenną feministką, po wojnie należała do PZPR i na dodatek była rozwódką. Lanckorońskie władze mają teraz nie lada zagwozdkę. Uszanować demokratyczny wybór dokonany przez uczniów czy ulec opinii zakonnika. Pozwolę sobie na udzielenie lanckorońskim samorządowcom jednej przestrogi – jeśli z naszej historii wyeliminujemy wszystkich rozwodników i osoby żyjące w niesakramentalnych związkach, wszystkich birbantów, to w księdze naszych dziejów zacznie hulać wiatr. Bo zabraknie w niej między innymi Kościuszki, Sobieskiego, Chopina, Mickiewicza i swawolnego Słowackiego. Zabraknie nawet Piłsudskiego. Lista jest dłuższa. Znacznie.

Na drugim końcu Polski, w Szczecinie, emocje wywołuje spór o pomnik, który ma upamiętnić wydarzenia ze stycznia 1971 roku, gdy stoczniowcy nie bardzo uwierzyli nowemu szefowi partii i po masakrze sprzed kilku dni ponownie przystąpili do strajku. Na szczytach władzy poważnie rozpatrywano wówczas ponowne wysłanie do stoczni wojska i milicji, ale ostatecznie zamiast tanków pojechali tam Gierek i premier Jaroszewicz. To w Szczecinie, wbrew legendzie, po raz pierwszy padło słynne gierkowskie „Pomożecie?”, na które stoczniowcy – w większości zresztą członkowie partii komunistycznej – odpowiedzieli twierdząco. Być może, jeśli już upamiętniać pogrudniowe bohaterskie czyny, to pomnik powinny postawić raczej władze Łodzi, gdzie w marcu 1971 roku jedna z robotnic pokazała premierowi Jaroszewiczowi gołą pupę, co w efekcie doprowadziło do odwołania podwyżek cen zaordynowanych przez Władysława Gomułkę w grudniu 1970 roku. Tylko jak ten pomnik miałby wyglądać?

Już tylko z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że w Białymstoku radni Prawa i Sprawiedliwości chcą pozbawić miejscowy Teatr Dramatyczny patronatu Aleksandra Węgierki, założyciela tego przybytku Melpomeny. Węgierko był Żydem, na dodatek po zajęciu Białegostoku przez Sowietów wystawił w miejscowym teatrze między innymi „Intrygę i miłość” Schillera, „Dożywocie” Fredry, „Pigmaliona” Shawa, „Pannę Maliczewską” Zapolskiej i „Wesele Figara” Beaumarchais. Kolaborant znaczy.

Zanurzyłem się w tej historii, jak cała Polska, a miało być o nowoczesności. Teraz się sumituję – zostawmy wreszcie dzieje „bywsze” i zajmijmy się owymi dronami, autami elektrycznymi i kosmosem. Historycy lubią mówić, że bez przeszłości nie ma przyszłości, ale w tej sprawie historykom nie można wierzyć.

Pod Torzymiem w Lubuskiem powstaje wielki park rozrywki. Na początek na 10 hektarach, z możliwością rozbudowy. To cieszy. Dwa tamtejsze rollercoastery przewietrzą głowy wszystkich, którzy dziś wolą stąpać po grząskim gruncie ideologicznych sporów, zamiast bić się o przyszłość.

Autor jest niezależnym dziennikarzem, autorem biografii Edwarda Gierka, Wojciecha Jaruzelskiego i wydanej ostatnio biografii Władysława Gomułki pt. „Gomułka. Dyktatura ciemniaków”.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej