Pieniądze wkładane w wodę

W Wielkopolsce powiaty bez krytej pływalni można dziś policzyć na palcach jednej ręki. I powstają kolejne, choć dla gmin oznacza to to nie tylko obciążenie samą inwestycją, ale również spore wydatki związane z bieżącym utrzymaniem.

Publikacja: 15.02.2018 15:05

Pierwszy w Polsce nowoczesny aquapark w Lesznie został niedawno zamknięty z powodu problemów finanso

Pierwszy w Polsce nowoczesny aquapark w Lesznie został niedawno zamknięty z powodu problemów finansowych.

Foto: Urząd Miasta Leszno

Samorządy szukają oszczędności, ale płacą, traktując pływalnie podobnie jak muzea. Dla prywatnych właścicieli liczy się rachunek ekonomiczny. Jeśli wychodzi na minus, obiekt kwalifikuje się do zamknięcia. Na początku stycznia w województwie wielkopolskim zamknięto już drugą taką pływalnię.

Na kłódkę

25 lat temu przyjeżdżali tu spragnieni wodnych atrakcji turyści z całej Polski. Zdarzało się, że na wolne miejsce czekali w kilkugodzinnych kolejkach. Leszczyńska pływalnia Akwawit była pierwszym w kraju aquaparkiem z prawdziwego zdarzenia. Teraz jego właściciel – Centrum Konferencji i Rekreacji Akwawit sp. z o.o. – w specjalnym oświadczeniu poinformował, że zamknięcie Akwawitu to konsekwencja braku porozumienia z miastem.

„Niestety, mimo dużej elastyczności z naszej strony oferta miasta na zakup usług w skali roku o wartości 200 tys. zł brutto, nawet przy zwolnieniu pływalni z podatku od nieruchomości o wartości ok. 106 tys. zł, nie pozwala na dalsze funkcjonowanie tego obiektu” – czytamy w oświadczeniu właściciela.

– Oczekiwania były dużo wyższe i przekraczały nasze możliwości finansowe. Wykazaliśmy się dużą determinacją oraz otwartością, by nie dopuścić do takiej sytuacji – odpowiada prezydent Leszna Łukasz Borowiak i przypomina, że pierwszą propozycją było przejęcie basenu przez miasto. Właściciel ją odrzucił.

Mieszkańcom stolicy powiatu pozostała dziś jedna kryta pływalnia, którą w dni powszednie do 18 zajmują uczniowie leszczyńskich szkół i członkowie klubów pływackich. A co z aquaparkiem? Właściciel halę po pływalni chce wydzierżawić. Z inicjatywy prezydenta radni powołali specjalną komisję, która ma wyjaśnić powody zamknięcia. Prezydent ma m.in. wątpliwości, czy teren, który został spółce przekazany przez miasto na budowę basenu, może być użytkowany w inny sposób.

Basen w Lesznie nie jest jedynym obiektem w Wielkopolsce, który spotkał taki los. Przed pięcioma laty zamknięta została należąca do TKKF, działająca od 2000 roku kryta pływalnia w sierakowskim Centralnym Ośrodku Sportowo-Szkoleniowym TKKF. Towarzystwa nie było stać na jego utrzymanie, usiłowało więc porozumieć się w tej sprawie z lokalnymi samorządami. Nie udało się, a działka z pływalnią z dwoma nieckami basenowymi oraz dostępem do linii brzegowej jeziora i kąpieliskiem została wystawiona na sprzedaż za ok. 4 mln zł. Sprzedający informuje w ogłoszeniu, że ława fundamentowa pływalni pozwala na wzniesienie dwukondygnacyjnego hotelu.

Biała flaga

Według Leszka Kraszewskiego, zajmującego się wspieraniem inwestorów zainteresowanych uzyskaniem wysokiej rentowności obiektów sportowych, pływalnia w Sierakowie to przykład niedostosowania skali obiektu do potrzeb niewielkiej gminy. – Basen, który jest drogi w budowie, będzie też drogi w utrzymaniu. W przypadku inwestycji finansowanych przez samorządy nie można wywieszać od razu białej flagi i twierdzić, że pływalnia musi być deficytowa. Chodzi o to, by tak planować inwestycje, aby z podatków mieszkańców sfinansować obiekt, na którego utrzymanie nie będzie trzeba sięgać powtórnie po ich pieniądze – przekonuje Kraszewski.

Rentowność basenów to problem większości samorządów, które chętnie decydowały się na takie inwestycje. Muszą do nich dopłacać – niektóre po kilkaset tysięcy złotych rocznie, inne grubo ponad milion. Dlatego gminy szukają oszczędności. Dopasowują godziny otwarcia do obłożenia, a jednocześnie optymalizują zatrudnienie, bo koszty płac to średnio połowa kosztów utrzymania basenu. Sprawdza się też wynajmowanie w takich obiektach miejsc na prowadzenie usług medycznych czy fizjoterapeutycznych.

– Dopłacamy do naszej pływalni niemal milion złotych w skali roku. To 35 proc. kosztów. Resztę basen wypracowuje – ma bardzo dobre obłożenie, współpracuje ze szkołami zlokalizowanymi nawet w promieniu 60 km, prowadzi dodatkowe zajęcia i kursy, oferuje odnowę biologiczną itp. Dopłaty to na pewno obciążenie dla budżetu miasta, ale pływalnia to wartość dodana dla społeczeństwa – tłumaczy Wojciech Lis, burmistrz Wolsztyna.

Mierzyć siły na zamiary

Kępno, które już w październiku tego roku wzbogaci się o krytą pływalnię za niemal 30 mln zł, zamierza w przyszłości postawić obok niej hotel. – Klient jest w stanie zapłacić parę złotych więcej za przejście w szlafroku z hotelowego pokoju na basen – przekonuje Kraszewski.

Kępińska pływalnia, budowana przez powołaną do tego przez gminę spółkę celową, ma być obiektem energooszczędnym i niskoemisyjnym. Inwestycja finansowana jest głównie z obligacji i kredytu. Spółka Projekt Kępno pozyskała również bezzwrotne wsparcie z Ministerstwa Sportu i Turystyki. – Dyskusje o zasadności budowy krytej pływalni będą zawsze. Ale często tak bywa, że najwięksi krytycy inwestycji są jej pierwszymi klientami – mówi Piotr Psikus, burmistrz Kępna.

Według zestawienia Ministerstwa Sportu i Turystyki przed trzema laty w dysponującej około 50 krytymi pływalniami Wielkopolsce tylko w trzech powiatach nie było takich obiektów. W całym kraju doliczono się wówczas niemal 740 krytych pływalni. W ponad 60 powiatach nie było żadnej. Dziś jest ich już mniej, bo krytych basenów przybywa. Tylko w Wielkopolsce w najbliższym czasie powstanie kilka takich obiektów.

– Na szczęście Unia Europejska nie daje już pieniędzy na budowę aquaparków. To nie uczyło dyscypliny finansowej samorządowców. Dziś o pozyskanie środków z zewnątrz jest trudniej, choć stosując pewne rozwiązania, można ubiegać się o dofinansowanie np. z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – twierdzi Leszek Kraszewski.

Tymczasem tuż za południową granicą województwa wielkopolskiego gminy nie zawsze stawiają na rozmach przy tego rodzaju inwestycjach. Baseny przyszkolne, zaspokajające głównie potrzeby nauki pływania, w województwie dolnośląskim budowane w ramach programu Dolnośląski Delfinek, kosztują po kilka milionów złotych. Do programu zakwalifikowano już dziewięć gmin, które muszą wykazać się wkładem własnym sięgającym ok. 50 proc. kosztów. Pozostałą część stanowią dotacje z budżetu województwa oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Samorządy szukają oszczędności, ale płacą, traktując pływalnie podobnie jak muzea. Dla prywatnych właścicieli liczy się rachunek ekonomiczny. Jeśli wychodzi na minus, obiekt kwalifikuje się do zamknięcia. Na początku stycznia w województwie wielkopolskim zamknięto już drugą taką pływalnię.

Na kłódkę

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej