Artyści zamiast prądu

Trafostacja w Szczecinie uważa się za jedną z największych galerii w kraju. I ma ambicje stać się jedną z najbardziej znaczących.

Publikacja: 22.12.2017 10:00

„Przechwałki i pogróżki” są zbiorową prezentacją kilkunastu artystów młodego i średniego pokolenia

„Przechwałki i pogróżki” są zbiorową prezentacją kilkunastu artystów młodego i średniego pokolenia

Foto: Trafostacja Sztuki/Mat. pras.

Od 2013 roku to obszerne miejsce służy sztuce, ale budynek, w którym mieści się Trafostacja, ma znacznie dłuższą i bogatszą historię. Opodal niego, przy tej samej ulicy, w XIX wieku odbyła się wystawa wówczas nazywająca się pokazem malarstwa współczesnego, której gościem był nawet słynny William Turner. W XX wieku w miejscu dzisiejszej Trafostacji mieściła się transformatorownia prądu. Po II wojnie światowej budynek był zaniedbany – najpierw działała w nim fabryka zabawek, później budowla niszczała, przez pewien czas mieszkali tu bezdomni.

– W przyszłym roku chcemy wydać książeczkę o przeszłości, ale i przyszłości tego miejsca, a także zbudować program edukacyjny, wskazując na jego historyczne konteksty – wyjaśnia Stanisław Ruksza, od kilku miesięcy dyrektor Trafostacji Sztuki. – I tu warto wspomnieć jeszcze znacznie dawniejszą historię związaną z tym miejscem. Przed transformatorownią był tu budynek, w którym mieścił się zakład wychowawczy dla trudnych dziewcząt ufundowany przez króla Fryderyka Wilhelma I. W 1725 roku nad wejściem do niego umieszczono sentencję mówiącą nieco o ówczesnych trendach wychowawczych, ale i myślę, że bardzo aktualną dziś dla sztuki. Tekst w języku niemieckim brzmiał: „Ten dom wychowuje na niezawstydzonych i mądrych, i silnych oraz wiernych, nieposłuszne, złośliwe i krnąbrne męty społeczne, osoby występne i zaniedbane”. W przyszłym roku artystka Monika Szpener przygotuje dla nas stałą pracę, przypominającą ten cytat. Zostanie ona umieszczona na fasadzie budynku i będzie mottem dla naszej instytucji, oczywiście z przymrużeniem oka w kierunku widza.

Imponująca powierzchnia

Galeria sztuki współczesnej w Trafostacji dysponuje imponującą powierzchnią wystawienniczą – główna sala ma 16-metrową wysokość i ponad 400 metrów powierzchni do zagospodarowania. To przestrzeń wielofunkcyjna, w której mogą się także odbywać spektakle. Jest też kilka mniejszych miejsc dedykowanych sztuce: przeznaczona na wystawy sala kolumnowa usytuowana pod największym pomieszczeniem – pod ziemią, oraz dwie boczne sale edukacyjne.

– Jednak nie budynek, ale program – tworzy tożsamość miejsca – twierdzi Stanisław Ruksza. Bliskie są mi założenia Oskara Hansena i jego pomysłu na muzeum w macedońskim Skopje, które wprawdzie nie powstało, ale jego projekt jest do dziś przywoływany. Według niego wystawa, pomysł, idea konstruuje budynek. W jego koncepcji miały powstać parasolowate formy możliwe do schowania pod ziemią bądź wysunięcia – w zależności od pomysłu wystawy.

Obecnie w Trafostacji pokazywane są dwie wystawy. Pierwsza z nich „Przechwałki i pogróżki” (czynna do 28 stycznia) jest zbiorową prezentacją kilkunastu artystów młodego i średniego pokolenia przedstawiającą problem sporów i antagonizmów na polskiej scenie artystycznej. Wystawę tworzą obrazy, rzeźby, instalacje, prace wideo.

– Kuratorzy nawiązali do środowisk hiphopowych, czyli do beefów i do dissów – slangowych zwrotów używanych w tym środowisku na określenie wyzwisk, jakimi obdarzają się konkurujący ze sobą artyści – wyjaśnia Stanisław Ruksza, dyrektor Trafostacji. – Chcieliśmy pokazać, jak wygląda to w dzisiejszej polskiej sztuce. Artyści dość drapieżnie pokazują modele takich antagonizmów.

Zainteresowanie widzów

Jedną ze specjalnie przygotowanych na wystawę prac, cieszącą się niesłabnącym zainteresowaniem widzów, jest instalacja Jacka Kołodziejskiego „Samochód” pokazująca markowe auto przerobione na samochód wyścigowy, po wejściu do którego widz słyszy zmiksowane dźwięki z filmów o Jamesie Bondzie, czyli kobiety wzdychające: „Och, James”. Jest też praca Karoliny Breguły „Fire followers” zestawiona z „Akupunkturą” Franciszka Orłowskiego. Breguła opowiada w filmie o norweskim miasteczku, w którym mieszkańcy niszczą dzieła sztuki i zamykają je w muzeach, bojąc się pożaru. Orłowski z kolei w swoim wideo pokazał historię nauczyciela rzeźby, który nie mając miejsca na gromadzenie rzeźb swoich uczniów, wywozi je na poligon, a potem strzelają do nich żołnierze.

– I od razu przypomina się cała historia ikonoklazmu – zauważa Stanisław Ruksza. – Odwiedzających ekspozycję ciekawi też praca Konrada Smoleńskiego, którą są dwa dmuchańce, które czasem można spotkać przed autosalonami. To gigantyczne postaci sprawiające wrażenie tańczących bądź walczących ze sobą. Kiedy się uruchamiają, dominują nad całą ekspozycją. Świetna jest praca Mateusza Choróbskiego zwisająca z 16-metrowej wysokości Trafo i zatrzymująca się na wysokości głowy złocona blacha, która delikatnie razi prądem, ale o bardzo niewielu voltach. Jest dużo inteligentnego poczucia humoru na naszej wystawie, co znajduje odbicie w uśmiechających się twarzach zwiedzających.

Drugą wystawę „Grupa Nagrobki. Kolejny rok w urnie” oglądać można do końca stycznia w podziemnej Sali Kolumnowej znajdującej się pod główną salą. Tytuł wystawy odnosi się do tytułu jednej z piosenek grupy muzycznej Nagrobki, którą tworzą artyści sztuk wizualnych: Maciej Salamon i Adam Witkowski. Łącząc obie te dyscypliny, dla swojej działalności ukuli termin „nekropolo”.

– Na wystawie spotykamy temat śmierci mający odwołania do vanitas i funeralnego designu zaprezentowanego za pomocą wideo, rzeźby, plakatów, okładek płyt – opowiada dyrektor Trafostacji. – Są odlane nagrobki, koszulki, obiekty, a cała przestrzeń wystawy jest zaaranżowana w cmentarz. Do każdej znajdującej się w sali kolumny artyści dodali poprzeczną deskę i stworzyli rodzaj przestrzeni przypominającej grobowiec. Na samym środku wystawy stoi wielki, kilkumetrowy stół z wyciętą mapą Polski, pęknięty na pół tam, gdzie płynie Wisła. Mapa pokryta jest drewnianymi krzyżami w miejscach, gdzie grupa Nagrobki grała koncerty. Na finisażu pokazany zostanie spektakl Bogny Burskiej i Magdy Mosiewicz „Koniec przemocy”, do którego artyści stworzą muzykę na żywo.

Dobra załoga

Merytoryczny skład Trafostacji tworzy dziesięcioosobowa załoga mająca ambicje tworzenia wielozadaniowego szczecińskiego Centrum Sztuki Współczesnej. Ważną działalnością instytucji jest także edukacja skierowana nie tylko do dzieci i młodzieży, ale i dorosłych. Można zamówić konkretne lekcje wokół różnych tematów związanych ze sztukami wizualnymi. Są także oprowadzania kuratorskie, warsztaty przy wystawach, cieszące się wielkim powodzeniem sobotnie zajęcia rodzinne. Jest cykl „Artysta o artyście”, w którym o sztuce opowiadają artyści, cykl „W blasku światła” – prowadzony dla podopiecznych Ośrodka dla Dzieci Słabosłyszących w Szczecinie. Pomysłów na kolejne edukacyjne serie nie brakuje. Do tego dodać trzeba wydawanie książek i rezydencje dla artystów. Pierwszą ekspozycją w nadchodzącym roku będzie wystawa Huberta Czerepoka „Początek”, rozwinięta wersja wystawy tego artysty w warszawskiej Zachęcie.

– Pokażemy też odsłonę instalacji fotograficznych Tomasza Lazara o japońskim tytule „Shoushi”, którego nie da się dosłownie przetłumaczyć na polski, bo nie ma w naszym języku swojego odpowiednika – wyjaśnia Stanisław Ruksza. – Sens tego pojęcia oznacza „życie i śmierć jednocześnie”. Opowieść artysty będzie się koncentrowała wokół nocnego życia w Tokio i lasu samobójców opodal tego miasta. W marcu planujemy najnowszy projekt Joanny Rajkowskiej dotyczący empatii i jej braku – poświęcony samobójczyniom. ©?

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej