Miasto czeka na nowoczesną halę

Gorzowskie koszykarki po latach przerwy wróciły do gry w europejskich pucharach. Na sukcesy trzeba jednak jeszcze poczekać.

Publikacja: 03.11.2017 22:30

Zawodniczki InvestInTheWest AZS AJP Gorzów Wielkopolski walczą o to, by znów liczyć się w europejski

Zawodniczki InvestInTheWest AZS AJP Gorzów Wielkopolski walczą o to, by znów liczyć się w europejskiej koszykówce.

Foto: materiały prasowe

Ostatni raz gorzowianki w Europie grały dawno, bo w 2011 roku. Ówczesny AZS PWSZ wygrał wtedy tylko dwa z dziesięciu spotkań, kończąc rywalizację na fazie grupowej. Teraz podopieczne trenera Dariusza Maciejewskiego wróciły i od razu grają w fazie grupowej kobiecego EuroCup. Powrotu tego nie można jednak uznać za udany. Zawodniczki InvestInTheWest AZS AJP Gorzów Wlkp. (bo pod taką nazwą występują formalnie koszykarki ze stolicy województwa lubuskiego) zanotowały na otwarcie trzy porażki, choć co najmniej dwukrotnie od zwycięstwa dzieliło je niewiele.

Słabe początki

Zaczęły jednak od wysokiej wyjazdowej przegranej z Olympiakosem Pireus. Przez pierwsze osiem minut gorzowianki grały bardzo nieskutecznie, później było coraz lepiej, ale i tak zakończyło się wysokim wynikiem 50:69. To był mecz na przetarcie, znacznie większe nadzieje wiązano z drugim spotkaniem. Akademiczki podejmowały we własnej hali łotewski zespół TTT Ryga i po pierwszej kwarcie prowadziły ośmioma punktami. W drugiej jednak zagrały słabiutko, popełniając wiele prostych błędów. Same rzuciły ledwie 9 punktów, rywalkom pozwoliły aż na 23. – Druga kwarta zdecydowała. Straciliśmy wiarę w to, co budowaliśmy – przyznał po meczu Dariusz Maciejewski, szkoleniowiec gorzowskiego zespołu.

– Bardzo dobrze weszłyśmy w mecz i nagle „bum”, dostajemy kilkanaście punktów z rzędu. Druga kwarta okropna, jedna z gorszych w naszym wykonaniu w tym sezonie – oceniła z kolei w rozmowie ze Sportowymi Faktami Paulina Misiak. 30-letnia wychowanka Ostrovii Ostrów Wlkp. z bogatym koszykarskim CV (grała już w dziesięciu klubach, ale w żadnym nie dłużej niż dwa sezony) przyszła do Gorzowa w 2016 roku i jest teraz kapitanem drużyny.

– Nie gramy tak agresywnie, jak powinnyśmy. Myślę, że tego kibice od nas oczekują, bo tym się zawsze charakteryzował ten zespół. Zerwałyśmy się jeszcze w końcówce, ale to już było za późno i nie dogoniłyśmy rywalek. Łotyszki grały konsekwentnie – tłumaczyła Misiek.

Legenda na trybunach

Poprzednia kapitan to spotkanie mogła oglądać najwyżej z trybun. Gorzowski zespół cały sezon będzie musiał sobie radzić bez Katarzyny Dźwigalskiej (z domu Czubak, córki znanego w mieście byłego piłkarza ręcznego Mariusza Czubaka), która po raz drugi zaszła w ciążę. Dźwigalska jest prawdziwą legendą klubu – debiutowała w drużynie w 2011 roku i od tego momentu jest wierna akademickim barwom. Po drodze z reprezentacją młodzieżową zdobyła w 2005 wicemistrzostwo Europy, dwa lata później brązowy medal Uniwersjady, a w 2011 roku już jako seniorka zagrała na nieudanych dla Polek mistrzostwach Europy. Biało-czerwone były wówczas gospodyniami turnieju, a zajęły dopiero 11. miejsce.

Dźwigalska, która nawet pracę dyplomową na gorzowskiej AWF pisała o koszykówce, dostrzega, że gra AZS zależy od zawodniczek z zagranicy. – Mamy jakąś podstawę, ale są to w większości młode dziewczyny, a te, które stanowią o sile zespołu, przychodzą z zewnątrz. Tak to teraz jest, że z roku na rok one się zmieniają i to trochę jak kupowanie kota w worku, bo nie wiadomo, kto przyjedzie, jaki ma charakter, jak się zachowuje. Niby trenerzy robią jakieś wywiady, ale to nie zawsze musi być takie oczywiste i wszystko weryfikuje boisko – mówiła po zakończeniu poprzedniego sezonu.

AZS stanął więc przed problemem zastąpienia Dźwigalskiej oraz drugiej rozgrywającej, Australijki Nicole Seekamp, która po roku gry w Gorzowie zdecydowała się na powrót do ojczyzny i grę w Adelaide Lightning. Na ich miejsce klub ściągnął 22-letnią Amerykankę Miah Spencer. – To młoda, bardzo utalentowana zawodniczka. Jest wszechstronna, a jej najmocniejszą stroną jest doskonała gra pick and roll – podkreślał przed sezonem trener Dariusz Maciejewski.

Wieści odnośnie do Spencer po meczu z TTT Ryga nie były jednak optymistyczne. Amerykanka rozpoczęła sezon, powoli wkomponowując się w zespół, jednak przed trzecim meczem w ramach EuroCup, z Besiktasem Stambuł, doznała kontuzji kolana. Początkowo obawiano się, że doszło nawet do zerwania więzadła (a to oznaczałoby de facto koniec sezonu). Na szczęście badania wykazały, że uraz nie jest aż tak poważny.

W Stambule bez przełomu

– Zespoły, które jadą do Turcji na puchary bez zawodniczek amerykańskich, mają duży problem – mówił w Radiu Zachód Robert Pieczyrak, drugi trener i wiceprezes AZS AJP. W związku z kontuzją Spencer z dwójki koszykarek z USA, grających w gorzowskiej drużynie, do Stambułu ostatecznie poleciała tylko środkowa Carolyn Swords. I faktycznie – ciężko było.

Besiktas wydawał się idealnym rywalem na przełamanie, bo do meczu z AZS AJP Turczynki nie wygrały ani razu – ani w lidze, ani w EuroCup. W drużynie ze Stambułu zmieniły się przed sezonem aż cztery kluczowe zawodniczki. Rzeczywiście, odrodzenie nastąpiło, ale zespołu ze Stambułu. Gorzowianki szybko objęły prowadzenie i w siódmej minucie, po trafieniu Annymarii Prezelj, prowadziły 17:9. W połowie drugiej kwarty, po kolejnym trafieniu Słowenki, AZS wygrywał rekordową różnicą dziewięciu punktów. Besiktas zdołał wyrównać w drugiej połowie i wyszedł nawet na chwilę na prowadzenie, ale na kilka minut przed końcem ostatniej kwarty znów to Akademiczki prowadziły 56:50.

Niestety, końcówkę Turczynki miały zabójczą, bo dały sobie rzucić tylko cztery punkty, zdobywając ich aż szesnaście. Po trzech porażkach gorzowianki mogą „pochwalić się” największą w EuroCup liczbą strat. Popełniły ich łącznie już 61, z czego w Stambule aż 25.

Czas nauki

W Gorzowie liczą, że na zwycięstwa przyjdzie jeszcze czas – przebudowywany zespół dopiero uczy się wspólnej gry, a rozwój sportowy musi iść w parze z organizacyjnym. Klub ma stabilne podstawy: współpracuje z miastem, z Akademią im. Jakuba z Paradyża (dawny gorzowski PWSZ), z Kostrzyńsko-Słubicką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz z Eneą, ma także liczną Rodzinę Sponsorów (ponad 100 firm) oraz rozwinięty system szkolenia (ponad 500 trenujących zawodniczek w różnym wieku). W tym sporcie wiele zespołów ma wzloty i upadki (kto jeszcze pamięta potęgę klubu z Gdyni, który od 1996 roku przez 15 lat jedenaście razy zdobywał złote medale, a tylko cztery razy musiał zadowolić się srebrem?), więc wiara w sukces gorzowianek jest uzasadniona.

Kluczowe pozostają relacje z miastem. Choć Gorzów kojarzy się przede wszystkim z żużlem, to nie zapomina o innych dyscyplinach. – Na miasto można liczyć. Kiedy zastanawialiśmy się, czy start w europejskich rozgrywkach jest już wyzwaniem na miarę możliwości organizacyjnych, pan prezydent powiedział, że kiedy my będziemy przygotowani już na 99 procent, to na resztę od miasta z pewnością liczyć możemy. Mieliśmy gwarancję, że miasto nie zapomni, iż dobra sportowa drużyna będzie reprezentować Gorzów w Europie – mówił we wrześniu Krzysztof Kielec, prezes AZS, ciesząc się z podpisania z miastem umowy na dofinansowanie gry w pucharach (100 tys. zł).

– Proszę zwrócić uwagę, że gorzowska drużyna będzie grała w stolicach, na naprawdę potężnej arenie europejskiej, więc oczywiście czujemy pewną skromność, pewien niedosyt w tym, w jakich warunkach będziemy przyjmować gości – podkreślał Jacek Wójcicki, prezydent Gorzowa. Koszykarki bowiem, tak jak gorzowscy piłkarze ręczni, wciąż z utęsknieniem czekają na halę z prawdziwego zdarzenia. – Ale to jest też dla nas właśnie wyzwanie, żeby te zespoły zobaczyły, w jakich warunkach gramy, a w najbliższych latach odwiedziły już piękną nową halę – podkreślał Jacek Wójcicki. Jej budowa ma się rozpocząć w przyszłym roku.

– Śmiałam się do trenera, że jak zdrowie pozwoli i będę w dobrej formie, to fajnie byłoby zagrać w tej nowej hali. Mam nadzieję, że ona powstanie – zapowiada Katarzyna Dźwigalska.

Ostatni raz gorzowianki w Europie grały dawno, bo w 2011 roku. Ówczesny AZS PWSZ wygrał wtedy tylko dwa z dziesięciu spotkań, kończąc rywalizację na fazie grupowej. Teraz podopieczne trenera Dariusza Maciejewskiego wróciły i od razu grają w fazie grupowej kobiecego EuroCup. Powrotu tego nie można jednak uznać za udany. Zawodniczki InvestInTheWest AZS AJP Gorzów Wlkp. (bo pod taką nazwą występują formalnie koszykarki ze stolicy województwa lubuskiego) zanotowały na otwarcie trzy porażki, choć co najmniej dwukrotnie od zwycięstwa dzieliło je niewiele.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych