Raków – za trzy lata ekstraklasa

Beniaminek I ligi na razie nie rozpieszcza kibiców, ale w klubie myślą długofalowo. I głośno mówią o ekstraklasie w perspektywie kilku lat.

Publikacja: 12.09.2017 21:00

Piłkarze Rakowa, podobnie jak ich kibice, chcieliby grać na nowym stadionie

Piłkarze Rakowa, podobnie jak ich kibice, chcieliby grać na nowym stadionie

Foto: Fotorzepa, Łukasz Kolewiński

Kibice w Częstochowie czekają na pierwsze zwycięstwo na własnym obiekcie, czyli stadionie przy Limanowskiego, i doczekać się nie mogą. W ostatniej kolejce, w minioną sobotę, Raków przegrał ze Stalą Mielec, tracąc decydującą o porażce bramkę w doliczonym czasie gry. Trener gości mówił, że zaraz po meczu jadą z podziękowaniami na Jasną Górę. Piłkarze Rakowa na razie nie wymodlili zwycięstwa u siebie, chociaż Jasną Górę mają o rzut kamieniem. Po siedmiu rozegranych meczach zajmują 15. miejsce w tabeli i mają jedną wygraną na koncie – na wyjeździe z Puszczą Niepołomice.

Ale w klubie nie tracą spokoju, a przynajmniej nie dają tego po sobie poznać. – Mamy bardzo ambitny, głodny sukcesów zespół, który w końcu zacznie wygrywać. O stronę sportową jestem spokojny – mówi „Rzeczpospolitej” Janusz Żyła, od niedawna prezes klubu.

Biznesowe podejście

Raków nie ma na koncie wielkich sukcesów, w sezonie 1966/1967 grał w finale Pucharu Polski, ale przegrał w Kielcach z Wisłą Kraków 0:2 po dogrywce. W 2011 roku, na 90-lecie klubu, znowu zmierzył się z Wisłą. Drużyna z Krakowa to była wtedy marka, prowadził ją holenderski szkoleniowiec Robert Maaskant. Stadion wypełnili spragnieni dobrej piłki kibice, Raków wygrał 1:0, wróciły wspomnienia, ale to był tylko mecz towarzyski. A Częstochowa to duże miasto, Raków to klub z tradycjami (założony jako Racovia, Raków to dzielnica Częstochowy), który ma wielu wiernych, ale i wymagających kibiców.

Ostatnio głośno domagają się nowego stadionu, bo obecny – nazywany skansenem – nie nadaje się nawet do tego, żeby telewizja przeprowadzała transmisję z zawodów I ligi. Tak było przy okazji niedawnego meczu z GKS Katowice. Realizatorzy zrezygnowali z planowanej relacji, bo ocenili, że na stadionie nie ma warunków do pracy dla ekipy telewizyjnej. O stadion kibice dopominają się od dawna. Już kiedy występowali w II lidze, pytali prezydenta miasta (oczywiście w stadionowy sposób, czyli za pośrednictwem transparentów) o to, gdzie będą grać po awansie. Na szczęście okazało się, że obiekt przy Limanowskiego zyskał akceptację piłkarskiej centrali, ale nie da się ukryć, że wygląda fatalnie.

Z tego właśnie powodu stosunki między miastem, które jest właścicielem stadionu, a klubem należącym w 100 procentach do prywatnego właściciela bywają napięte. Raków ma to nieszczęście, że w mieście działają jeszcze dwa wielkie kluby z tradycjami, również mające rzesze kibiców: żużlowy Włókniarz i siatkarski AZS. Kibice Rakowa uważają, że są traktowani gorzej od sportowych sąsiadów. Prezes liczy jednak, że uda się przełamać impas wokół stadionu. – Spróbuję być mediatorem i doprowadzić do tego, żeby obie strony znowu zaczęły rozmawiać. Zrobiła się moda na sport, na piłkę nożną i nie tylko. Ale ludzie chcę też pięknych stadionów i takie już powstały w wielu miastach – mówi Janusz Żyła.

Właściciel klubu Michał Świerczewski to twórca firmy x-kom. Spółka świętuje właśnie 15-lecie, a on jeszcze nie ma czterdziestki na karku. Studiował informatykę na Politechnice Częstochowskiej, kiedy wraz z dwoma kolegami założył sklep z komputerami. Trzy lata później zaczął sprzedaż internetową i zawojował rynek. Potem powstawały kolejne sklepy poza Częstochową, rosła liczba pracowników i produktów (już nie tylko komputery), pojawiły się wyróżnienia dla firmy i jej szefa. Ta historia nie jest tutaj od rzeczy, ponieważ biznesowe podejście widać w działaniach Świerczewskiego również na polu sportowym. W Raków zainwestował w 2011 roku, a dwa lata temu został właścicielem klubu.

Do niedawna łączył to z rolą prezesa klubu, ale zrezygnował.

– Ze względu na moje liczne obowiązki nie mogę się w pełni zaangażować w codzienną pracę na rzecz Rakowa. Jestem zwolennikiem pełnego profesjonalizmu, dlatego aktualna sytuacja jest dla mnie nieakceptowalna i chciałbym, aby uległa zmianie. Od jakiegoś czasu szukaliśmy osoby w naszych kręgach, później poszerzyliśmy poszukiwania o osoby z regionu. Niestety, nie wytypowaliśmy odpowiedniego kandydata. Dlatego teraz postaramy się szukać prezesa oficjalnymi kanałami, poprzez ogłoszenie – tłumaczył. Ogłoszenie zobaczył Janusz Żyła, menedżer z Warszawy, i zgłosił się, podobnie jak ponad 100 innych kandydatów.

Prezes z ogłoszenia

Janusz Żyła długo pracował w Statoil, potem trafił do sektora budowlanego, a ostatnie trzy lata spędził jako dyrektor w PGNiG Technologie. Czy nie obawiał się wkroczyć w futbolowy biznes? – Nie, decyzję o podjęciu się roli prezesa klubu podejmowałem świadomie. W mojej karierze kilka razy zmieniałem branżę, mogę powiedzieć, że to charakteryzuje moją drogę zawodową. Teraz mam znakomitą okazję, żeby połączyć pracę z pasją, spełnić chłopięce marzenie. Od dziecka jestem wielkim fanem piłki nożnej. Potem było coraz mniej czasu, ale gdzieś to zostało w człowieku. Grałem w piłkę, trenowałem w Agrykoli i Okęciu, ale przez kontuzje do poziomu seniorskiego nie doszedłem. Jestem z Warszawy, więc siłą rzeczy Legia jest dla mnie ważna, trudno, żeby było inaczej. Dzisiaj jednak koncentruję się na Rakowie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest tu pewne ryzyko, to taka branża, gdzie wydarzenia są nieprzewidywalne. Ale absolutnie nie żałuję, jestem zafascynowany tym wyzwaniem – opowiada.

Czym przekonał do siebie właściciela? – Myślę, że połączył nas system wartości, to, czym chcemy się kierować w życiu zawodowym i do czego dążymy. Te wartości to zaangażowanie, pracowitość, transparentność i chęć osiągania trudnych, ambitnych celów. Działania właściciela jasno pokazują, że ekstraklasa to jest cel, do którego zmierzamy. Mamy świetnych trenerów, zarówno pierwszej drużyny, jak i akademii oraz ekipę poukładanych chłopaków i w moim przekonaniu ekstraklasa to naturalny cel. Ci ludzie przecież nie angażowaliby się w naszą drużynę, gdyby nie mieli ambitnego celu i nie wierzyli, że można go zrealizować – przekonuje.

Trener, o którym wspomniał, to Marek Papszun. W polskim futbolowym światku to nie jest znane nazwisko, nawet w I-ligowych realiach. Przed Rakowem prowadził głównie drużyny z Mazowsza, z bardziej znanych Legionovię i Świt Nowy Dwór Mazowiecki. Jeszcze niedawno łączył trenowanie z pracą w szkole. Był – to akurat wydaje się naturalne – nauczycielem wychowania fizycznego oraz – to już mniej naturalne – historii. Opowiadał w „Przeglądzie Sportowym”, jak kończył lekcje w szkole w Ząbkach, pakował się w biegu i szybko jechał na trening albo mecz. Klasówki sprawdzał w autobusie. Papszun nie boi się zmian, mocno przewietrzył szatnię Rakowa, który objął w ubiegłym sezonie po klęsce 1:8 u siebie z GKS Tychy. Po awansie też postawił na wielu nowych piłkarzy.

Za szkolenie młodzieży w Akademii Rakowa odpowiada z kolei Marek Śledź – człowiek, który wcześniej pracował m.in. jako dyrektor akademii Lecha Poznań. Od września ruszyła Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Prezes mówi, że to swoista misja klubu, nie tylko o sport tu idzie, ale i łączenie go z nauką. Jeśli do tego dołożymy działający coraz prężniej Klub Biznesu Rakowa – na ostatnim spotkaniu było 112 przedsiębiorców – to wygląda na to, że włodarze klubu mają i misję, i wizję, i śmiało wprowadzają je w życie.

Przeszłość i przyszłość

Gra w najwyższej klasie rozgrywkowej (1994–1998) to były najpiękniejsze lata klubu. Czerwono-niebieskie barwy Rakowa reprezentowali między innymi Jacek Magiera (urodzony w Częstochowie, absolwent tutejszej Akademii im. Jana Długosza) i Paweł Skrzypek (reprezentant Polski). Z klubem byli też związani urodzeni nieopodal Częstochowy, w Truskolasach, Jerzy Brzęczek i Jakub Błaszczykowski. Brzęczek, wujek Błaszczykowskiego, pracował też w klubie jako trener przez prawie pięć lat. Inni znani piłkarze, którzy grali w Częstochowie, to Jacek Krzynówek, Tomasz Kiełbowicz, Mateusz Zachara albo Maciej Gajos. Trenerskie legendy to Jan Basiński i Zbigniew Dobosz, obaj już nieżyjący. Pierwszy ma memoriał swojego imienia, drugiemu kibice chcą postawić pomnik i właśnie zbierają pieniądze na ten cel. Obaj byli najpierw piłkarzami klubu, a potem przez wiele lat szkoleniowcami drużyn młodzieżowych i pierwszego zespołu. Dobosz wywalczył awans na sam szczyt.

Po pięknej przygodzie w elicie nastąpił upadek i wieloletnia stagnacja. Wydobywanie się z niższych lig to była droga przez mękę. Awans do III ligi przyszedł wreszcie w 2005 roku. Ale za to w jakim stylu. Baraż z Koszarową Żywiec przeszedł do klubowej legendy. Oba mecze zakończyły się bezbramkowymi remisami i o awansie decydowały rzuty karne. Przez osiem kolejek nikt się nie pomylił. W dziewiątej spudłował piłkarz Rakowa, na stadionie zapadła cisza. Ale gracz Koszarawy też przestrzelił. A w następnej serii los sprzyjał gospodarzom. Awans, szał radości na trybunach, kibice na murawie.

Wielka radość była też w ubiegłym roku, kiedy Raków awansował na zaplecze ekstraklasy. Kiedy kolejny awans? – Chcemy działać krok po kroku. Musimy zacząć od zbudowania fundamentów. Można wybrać inną drogę, szybszą, może łatwiejszą, ale potem zwykle następuje smutny koniec. Nie chcemy działać w ten sposób. Chcemy podejść do tego racjonalnie. Strona organizacyjna musi nadążać za sukcesami sportowymi. Patrzymy długofalowo, stawiamy na ciężką pracę. Ale myślę, że za trzy lata ekstraklasa to już obowiązek – zapowiada prezes Janusz Żyła. Jak na taktykę małych kroków to śmiała deklaracja. Oby się udało, bo Częstochowa zasługuje na więcej niż futbolowa bylejakość.

Autor jest dziennikarzem „Kroniki Beskidzkiej”

Kibice w Częstochowie czekają na pierwsze zwycięstwo na własnym obiekcie, czyli stadionie przy Limanowskiego, i doczekać się nie mogą. W ostatniej kolejce, w minioną sobotę, Raków przegrał ze Stalą Mielec, tracąc decydującą o porażce bramkę w doliczonym czasie gry. Trener gości mówił, że zaraz po meczu jadą z podziękowaniami na Jasną Górę. Piłkarze Rakowa na razie nie wymodlili zwycięstwa u siebie, chociaż Jasną Górę mają o rzut kamieniem. Po siedmiu rozegranych meczach zajmują 15. miejsce w tabeli i mają jedną wygraną na koncie – na wyjeździe z Puszczą Niepołomice.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?