Jest zdrowie, są zwycięstwa

Tomasz Marczyński, który wygrał dwa etapy kolarskiego wyścigu Vuelta a Espana, wychował się w tym samym klubie Krakus Swoszowice co Rafał Majka, u tego samego trenera Zbigniewa Klęka.

Publikacja: 10.09.2017 21:00

Tomasz Marczyński do dziś zdobył cztery tytuły mistrza Polski. Przejechał Giro d’Italia (47. miejsce

Tomasz Marczyński do dziś zdobył cztery tytuły mistrza Polski. Przejechał Giro d’Italia (47. miejsce), Tour de Suisse, Tour de Pologne.

Foto: AFP

W ubiegłym roku był żal, łzy i złość. Nic nie poszło tak, jak sobie zaplanował – nie wystartował w wielkim tourze, ominął go Tour de Pologne, w którym miał być liderem, starty zakończył już w czerwcu, wtedy kiedy sezon kolarski rozkręca się na dobre. Na włosku zawisła zawodowa kariera i to zaledwie kilka miesięcy po tym, jak podpisał kontrakt z grupą World Tour – Lotto Soudal.

Problemy ze zdrowiem Tomasz Marczyński miał od dziecka. Trener Zbigniew Klęk mówił, że gdyby nie choroby i kontuzje, odnosiłby sukcesy na miarę innego jego wychowanka – Rafała Majki. Ale od kilku lat choruje na tarczycę, niedawno przerwał na krótko ściganie z powodu cysty. Zdarzały się kraksy, kontuzje, ale w zeszłym roku nastąpiło apogeum nieszczęść – dopadła go toksoplazmoza. Trenował przez jakiś czas z pasożytem w organizmie, bo lekarze długo nie mogli wykryć, co mu dolega, ale poważne starty były wykluczone.

Dobry duch drużyny

To, że Marczyński jeździ nadal, nie wywołuje zdziwienia. Kolarze to twardzi ludzie, śmiało stawiają czoło przeciwnościom i szybko dochodzą do siebie. Ale że po straconym sezonie zaufali mu menedżerowie zawodowej grupy należącej do World Tour, jest o wiele bardziej zaskakujące. Lotto-Soudal nie jest zespołem z pierwszego szeregu, oszczędnie gospodaruje pieniędzmi, co więcej, to drużyna sprinterska, w której zawodnicy pracują przede wszystkim na zwycięstwa podczas finiszów Niemca Andre Greipela. Grupie potrzebni byli zdrowi ludzie do mrówczej, niewidocznej gołym okiem pracy przy rozprowadzaniu lidera przed metą.

W kolarskim teamie są jednak inne obowiązki niż wygrywanie, pomoc liderom w górach bądź na finiszach. Marczyński mimo choroby, ograniczonej ilości treningów i startów przez kilka miesięcy zdążył podbić serca kolegów i pracowników Lotto Soudal. Zrobił to na tyle skutecznie, że mimo braku wyników pod koniec poprzedniego sezonu wszyscy – zawodnicy, masażyści, mechanicy – ujęli się za nim, by został w grupie na jeszcze jeden sezon. Dyrektor sportowy Marc Sergeant nie miał wyjścia. Marczyński swoją rolę w zespole, która pozwoliła mu na przedłużenie umowy, określił w rozmowie z portalem naszosie.pl jako team leader, osobę budującą atmosferę, podnoszącą motywację kolegów.

U trenera mistrzów

Ale za sam uśmiech nie otrzymałby jeszcze jednej szansy. Talent, umiejętności, „silną” u kolarza pochodzącego z Małej Wsi pod Wieliczką najpierw dostrzegł Zbigniew Klęk. Marczyński, którego na trening do Krakusa Swoszowice przyprowadził ojciec, był pierwszym z wielkich wychowanków zasłużenie obsypywanego nagrodami szkoleniowca. Potem dopiero pojawili się Majka i związany z brytyjską grupą One Pro Cycling Karol Domagalski oraz najlepsza polska kolarka szosowa Katarzyna Niewiadoma. Klęk nie tylko potrafi ocenić możliwości zawodnika, ale umiejętnie go poprowadzić, tak by organizm nie wyeksploatował się za młodu. W okresie dojrzewania wynik nie jest najważniejszy, ale harmonijny rozwój i nauka kolarskiej techniki.

Marczyński jednak już w juniorach Krakusa miał niezłe rezultaty. Specjalizował się w czasówkach, ale jak na kolarza z Małopolski przystało, doskonale radził sobie w górach. Był na tyle dobry, że przeniósł się do innej polskiej kolarskiej kuźni talentów – Pacyfiku Toruń. Kolejnym etapem w karierze były półprofesjonalne włoskie zespoły. Jeździł później w najlepszej polskiej drużynie CCC Polkowice, pierwszy poważny kontrakt podpisał z holenderską Vacansoleil, ale po bankructwie tego projektu wrócił do Polski.

Nie miał oszałamiających sukcesów, ale się wyróżniał. Do dziś zdobył cztery tytuły mistrza Polski, w tym jeden w jeździe na czas, w 2013 roku był pierwszy w klasyfikacji górskiej Tour de Pologne, za granicą wygrywał mniejsze wyścigi. Właśnie te niby drobne osiągnięcia, szczególnie liczne w 2015 roku, skłoniły dyrektora Lotto Soudal do podpisania umowy z doświadczonym polskim kolarzem. Początkowo zanosiło się na to, że Belgowie, angażując Marczyńskiego, trafili kulą w płot. Po tym sezonie nikt już nie żałuje decyzji sprzed dwóch lat.

Niedoceniany, ale wartościowy

W pełni zdrów 33-letni zawodnik mógł pokazać, na co go stać. Przejechał Giro d’Italia (47. miejsce), Tour de Suisse, Tour de Pologne. Do rozpoczęcia Vuelty zaliczył 58 dni wyścigowych, tyle co najbardziej wartościowi zawodnicy.

Marczyński od kilku lat mieszka w Hiszpanii, w Granadzie, u stóp gór Sierra Nevada. Tam trenuje. W Vuelcie startował już dwukrotnie. Podczas tego touru czuje się jak u siebie w domu. Mówi o nim „domowy wyścig”. Bardzo chciał się w nim pokazać. Wreszcie nie było przeszkód, by spełnić marzenia. Dostał wolną rękę, mógł jechać dla siebie, walczyć o zwycięstwa etapowe. W pierwszym tygodniu wygrał etap w Saguncie, przyprowadzając na metę trzyosobową ucieczkę, w drugim w andaluzyjskiej miejscowości Antequera po pięknym samotnym ataku. „Czasami masz w drużynie kolarza niedocenianego, ale tak wartościowego na rowerze i poza nim” – napisał Marc Sergeant po pierwszym zwycięstwie etapowym Marczyńskiego. Belg przekonał się, że dobrze zrobił, przedłużając umowę z Polakiem.

Na mistrzostwach nie pojedzie

Wygrane wywołały zamieszanie w Polsce. Kolarz Lotto Soudal nie otrzymał od selekcjonera Piotra Wadeckiego powołania na rozpoczynające się 17 września mistrzostwa świata w Bergen (nominacje zostały ogłoszone wcześniej, przed sukcesami Marczyńskiego). W kadrze znaleźli się: Michał Kwiatkowski, Rafał Majka, Maciej Bodnar, Łukasz Wiśniowski, Michał Gołaś, Maciej Paterski. Liderem zespołu jest Kwiatkowski. Ma walczyć – jak w 2014 roku w Ponferradzie – o złoto.

– Nie dziwię się tej decyzji i ją całkowicie popieram. W drużynie nie może być dwóch liderów. Tomek ma cechy przywódcze. Piotr Wadecki doskonale o tym wie, prowadził go w zespole CCC. Kolarstwo jest sportem zespołowym i szczególnie na takiej imprezie jak mistrzostwa świata drużyna musi być dobrze funkcjonującym organizmem – tłumaczy „Rzeczpospolitej” decyzję selekcjonera prezes Polskiego Związku Kolarskiego Dariusz Banaszek.

Marczyński stał się mimowolną ofiarą boomu rodzimego kolarstwa. Przez długie lata zaledwie kilku zawodników jeździło w najsilniejszych grupach zawodowych. W wielkim tourze zwycięstwo etapowe Zenona Jaskuły z 1993 roku w Tour de France było jedynym aż do wygranej Rafała Majki w 2014 roku. Tylko w tym roku polscy kolarze wygrali cztery etapy – Marczyński dwa w Vuelcie, Majka jeden w Vuelcie i Bodnar jeden w Tour de France. Kwiatkowski triumfował w trzech prestiżowych klasykach – Strade Bianche, Milan – San Remo, Classica San Sebastian. Pomagali mu w tym jego koledzy z zespołu Sky-Gołaś, Wiśniowski. Paterski z CCC należy również do solidnych pomocników.

Zdolności przywódcze, rola mentalnego lidera w Lotto Soudal, która pomogła Marczyńskiemu pozostać w belgijskiej grupie i odnosić zwycięstwa w tegorocznej Vuelcie, okazały się przeszkodą przy powołaniu do silnej reprezentacji Polski.

W ubiegłym roku był żal, łzy i złość. Nic nie poszło tak, jak sobie zaplanował – nie wystartował w wielkim tourze, ominął go Tour de Pologne, w którym miał być liderem, starty zakończył już w czerwcu, wtedy kiedy sezon kolarski rozkręca się na dobre. Na włosku zawisła zawodowa kariera i to zaledwie kilka miesięcy po tym, jak podpisał kontrakt z grupą World Tour – Lotto Soudal.

Problemy ze zdrowiem Tomasz Marczyński miał od dziecka. Trener Zbigniew Klęk mówił, że gdyby nie choroby i kontuzje, odnosiłby sukcesy na miarę innego jego wychowanka – Rafała Majki. Ale od kilku lat choruje na tarczycę, niedawno przerwał na krótko ściganie z powodu cysty. Zdarzały się kraksy, kontuzje, ale w zeszłym roku nastąpiło apogeum nieszczęść – dopadła go toksoplazmoza. Trenował przez jakiś czas z pasożytem w organizmie, bo lekarze długo nie mogli wykryć, co mu dolega, ale poważne starty były wykluczone.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej