Rzeszów przyciąga przyszłych medyków

W przyszłym roku chcemy uruchomić studia lekarskie w języku angielskim – zapowiada dziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Publikacja: 21.08.2017 01:00

Rz: Kiedy trzy lata temu Uniwersytet Rzeszowski uruchomił Wydział Medyczny, na kierunku lekarskim było 120 miejsc. Rok później studentów było już 150.

Prof. Artur Mazur: Od początku nie narzekaliśmy na brak zainteresowania, bo na jedno miejsce na kierunku lekarskim było kilkudziesięciu kandydatów. W tym i ubiegłym roku o 150 miejsc walczyło 4 tys. osób, a proporcja studentów dziennych i płatnych zmieniła się z pół na pół na korzyść dziennych. Teraz jest ich 90 na studiach stacjonarnych i 60 płatnych na niestacjonarnych, które kosztują 16 tys. zł za semestr. Studenci przyjeżdżają z całej Polski, choć zdajemy sobie, oczywiście, sprawę z tego, że kandydaci na studia medyczne składają zwykle dokumenty na kilka uczelni jednocześnie.

To jednak nie znaczy, że do Rzeszowa dostają się ci z najniższą punktacją?

W żadnym wypadku. Próg punktowy jest u nas porównywalny z tym na najstarszych uczelniach – w Krakowie czy w Gdańsku – i wynosi 160–165 punktów na studia dzienne i 145–150 na płatne. Plasujemy się mniej więcej w połowie stawki.

Czym Uniwersytet Rzeszowski przyciąga kandydatów na lekarzy?

Za popularnością przemawia między innymi nowoczesna infrastruktura. Żeby uzyskać prawo do nauczania na kierunku lekarskim, UR musiał spełnić surowe kryteria ministerialne i unijne. Uzyskanie tego prawa w 2014 r. zbiegło się z oddaniem do użytku trzech nowych budynków dydaktycznych – dwóch w Przyrodniczo-Medycznym Centrum Badań Innowacyjnych Wydziału Medycznego, w których znalazły się laboratoria nauk podstawowych, takich jak biologia, fizjologia, biochemia, farmakologia czy genetyka, oraz osobny, wybudowany ze środków unijnych, nowoczesny gmach Zakładu Nauk o Człowieku, w którym mieszczą się zakłady anatomii, patomorfologii, histologii i medycyny sądowej. Śmiem twierdzić, że to dziś najnowocześniejsze Collegium Anatomicum w Polsce.

A w połowie przyszłego roku otwarte zostanie centrum symulacji medycznej.

Posiadanie takiego centrum jest jednym z wymogów ministerialnych, ale nasze będzie miało tę przewagę, że na modelach uczyć się będą nie tylko lekarze, ale też studenci innych kierunków medycznych, których na UR jest w sumie trzy tysiące. Okazało się, że popularność kierunku lekarskiego przełożyła się na zainteresowanie pielęgniarstwem, położnictwem, ratownictwem medycznym, elektroradiologią, dietetyką, zdrowiem publicznym i fizjoterapią, dla której niedługo zostanie oddany nowy budynek. Stworzyliśmy też całkiem nowe kierunki studiów.

Jakie?

W ubiegłym roku z Instytutem Biotechnologii utworzyliśmy kierunek biotechnologia medyczna, a we współpracy z Wydziałem Matematyczno-Przyrodniczym realizujemy kolejny – systemy diagnostyczne w medycynie. To unikalny kierunek przygotowujący do pracy ludzi, którzy zajmować się będą aparaturą medyczną od strony technicznej. W przyszłym roku chcemy też uruchomić tzw. English Division, czyli studia lekarskie w języku angielskim, i kolejną nowość w Polsce – studia po angielsku dla pielęgniarek, które dawałyby dyplom uczelni europejskiej.

Duża część kadry ma doświadczenie w nauczaniu za granicą.

Skorzystaliśmy z tego, że Rzeszów jest jednym z mateczników Polonii amerykańskiej i udało nam się pozyskać z USA naukowców o polskich korzeniach, wśród nich małżeństwo biochemików Dorota i David Aebisher, którzy do tej pory wykładali na Uniwersytecie w Atlancie. Pani profesor, Polka, jest dodatkowo farmakologiem, a jej mąż biofizykiem. Uczy u nas dr Małgorzata Huflejt z Uniwersytetu w Kalifornii, genetyk ogólny i biolog molekularny.

Pozostali przyjechali z całej Polski.

Od początku chcieliśmy bazować na osobach mieszkających w Rzeszowie, które na stałe związałyby się z uczelnią i które pomogą nam rozwinąć ośrodek. Udało się to m.in. dzięki pomocy prezydenta miasta, który sfinansował mieszkania dla wykładowców i ich rodzin. W ten sposób udało się pozyskać m.in. prof. Macieja Machaczkę, hematoonkologa, który ostatnio pracował w Karolinska Institut w Sztokholmie, prof. Rafała Filipa, gastroenterologa z Lublina, prof. Andrzeja Przybylskiego, kardiologa, który wcześniej pracował w Instytucie Kardiologii w Aninie, znaną neurolog prof. Dorotę Bartosik-Psujek czy dr Radosława Chabra z kliniki prof. Chybickiej we Wrocławiu, który objął nowo otwarty oddział hematoonkologii dziecięcej. Stale wzmacniamy kadrę. Jeszcze kilka lat temu liczba samodzielnych pracowników nauki nie przekraczała 10, teraz mamy ich 50. Bakcyla naukowego złapało też więcej osób z samego Rzeszowa i w ciągu najbliższego roku co najmniej kilka osób będzie miało habilitacje. Mamy prawo doktoryzowania w naukach o zdrowiu i mamy nadzieję otrzymać je także w naukach medycznych.

Starają się też państwo o to, by jeden ze szpitali wojewódzkich stał się szpitalem uniwersyteckim.

Nasza baza kliniczna opiera się na dwóch szpitalach, które dziś mają status wojewódzkich. W tym roku po raz pierwszy wejdą do nich nasi studenci i uważamy, że to dobra okazja, by przynajmniej jeden z nich stał się uniwersytecki. Trwają niełatwe przymiarki do takiego przejęcia, a głównym hamulcem jest zadłużenie szpitali, które w przypadku Szpitala Wojewódzkiego nr 2, należącego do pierwszej dziesiątki największych placówek w kraju, jest bardzo duże. To zadłużenie jest hamulcem dla całego przedsięwzięcia, ale jeśli uda się znaleźć rozwiązanie jak w Zielonej Górze, gdzie uniwersytet i szpital zawiązały pewien rodzaj spółki kapitałowej, to myślę, że wcześniej czy później dojdzie do wyodrębnienia szpitala uniwersyteckiego. A to nie tylko podniesie hierarchię szpitala w sieci szpitalu, ale także zwiększy jego finansowanie ze środków publicznych. Dziś jedynym kryterium, jakiego nie spełniamy, jest kryterium właścicielskie. Szpital pełni bowiem taką rolę zarówno pod względem merytorycznym, jak i infrastrukturalnym.

CV

Dr hab. n. med., prof. UR Artur Mazur dziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Rzeszowskiego, pediatra i endokrynolog dziecięcy. W latach 2001–2010 adiunkt, a od 2010 r. kierownik Zakładu Dietetyki UR. Kierownik Kliniki Endokrynologii i Diabetologii Dziecięcej. Autor ponad 80 artykułów/abstraktów naukowych, autor trzech książek o odżywianiu i zdrowiu publicznym.

Rz: Kiedy trzy lata temu Uniwersytet Rzeszowski uruchomił Wydział Medyczny, na kierunku lekarskim było 120 miejsc. Rok później studentów było już 150.

Prof. Artur Mazur: Od początku nie narzekaliśmy na brak zainteresowania, bo na jedno miejsce na kierunku lekarskim było kilkudziesięciu kandydatów. W tym i ubiegłym roku o 150 miejsc walczyło 4 tys. osób, a proporcja studentów dziennych i płatnych zmieniła się z pół na pół na korzyść dziennych. Teraz jest ich 90 na studiach stacjonarnych i 60 płatnych na niestacjonarnych, które kosztują 16 tys. zł za semestr. Studenci przyjeżdżają z całej Polski, choć zdajemy sobie, oczywiście, sprawę z tego, że kandydaci na studia medyczne składają zwykle dokumenty na kilka uczelni jednocześnie.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych