Smacznie, ciekawie i drożej

Zachodniopomorskie kurorty biją rekordy popularności. Miejscowości oddalone od morza też dają możliwość miłego spędzenia czasu.

Publikacja: 18.08.2017 00:00

Rekordy popularności wśród turystów bije m.in. Rewal

Rekordy popularności wśród turystów bije m.in. Rewal

Foto: shutterstock

Rewal, Kołobrzeg, Mielno i Łazy oraz Dąbki. To zachodniopomorskie miejscowości nadmorskie, które szybko zyskują na popularności.

Tam też jest najdrożej, a ceny w niewielkim Rewalu, którego turystyczna sława dopiero rośnie, zwiększyły się prawie dwukrotnie w porównaniu z latem 2016. Dąbki i Rewal nadal jeszcze zachowały swoje cechy charakterystyczne dla bałtyckich wsi. Jest miło, na ulicy mieszkańcy i przyjezdni z zasady mówią sobie „dzień dobry”, chociaż wcale nie muszą się znać. Przy dużym szczęściu można tam jeszcze kupić ryby prosto od rybaka, który właśnie przypłynął kutrem. Chociaż wcale nie jest taniej niż w sklepie, ale z pewnością świeżo. Jeśli mieszkamy nie w pensjonacie, tylko w kwaterze prywatnej, jest duża szansa, że gospodyni nam ją usmaży, tak jak to było kiedyś. Tutaj turyści nie są jeszcze traktowani jak masówka, tylko jak goście.

W samych Dąbkach na stałe mieszka tylko 300 osób. Rewal jest ponaddziesięciokrotnie większy. Ale jeszcze nawet wczesnym przedpołudniem jest gdzie zaparkować bardzo blisko plaży. W najpiękniejszych punktach widokowych nie ma tłoku, żeby spojrzeć na morze. Na plaży są parawany chroniące przed wiatrem i spojrzeniami sąsiadów, ale wszystko nie w takim natężeniu, jak to jest w Łazach czy Mielnie.

Taki mamy Bałtyk

Ten letni sezon nad polskim morzem z pewnością zostanie uznany za udany, chociaż zdecydowanie „dynamiczny”. Hotelarze przyznają, że dawno nie mieli w swoich systemach jednocześnie tylu nowych rezerwacji, jak i ich odwołań. I potem ponownych rezerwacji. Ostatecznie jednak wyjdą z pewnością na plus. A dzisiaj już z całą pewnością wiadomo, że ci, którzy zdecydowali się na odpoczynek w sierpniu, zwłaszcza w pierwszej połowie miesiąca, wygrali.

Wprawdzie woda była zimna, ale „taki mamy Bałtyk”. Na plaży jednak panowały wysokie temperatury.

Sezon był (i nadal jest) udany, bo w tym roku wyjątkowo dużo Polaków wybrało się na wakacje. Chociaż na kilka dni wyjechało z domu bądź taki wyjazd jeszcze planuje 84 proc. rodaków – wynika z badań HRS. 34 pkt proc. z wyjeżdżających wybrało wakacje w kraju. Przy tym przeważająca większość zdecydowała się na wyjazd nad morze. Średnio przeznaczyli oni na tygodniowy urlop 1000–3000 złotych. Niestety, odpoczynek w kraju wcale nie okazał się tańszy niż wyjazd do zagranicznego kurortu. Bo na posiłek dla jednej osoby, jeśli nie było opłacone lokum z wyżywieniem, wydawali 20–50 złotych. W takiej kwocie mieści się np. solidna porcja dorsza z frytkami tuż przy wyjściu plaży w Łazach, gdzie kosztuje 28 złotych. Jeśli do tego dojdzie surówka i napój, zbliżymy się do górnej granicy średniej.

Ceny w górę

Za tygodniowe wynajęcie pokoju w Mielnie trzeba było tego lata zapłacić ok. 3 tys. złotych, nieco mniej (2,8 tys.) w Dąbkach, tyle samo w Rewalu, a w Ustce 2500. Najczęściej jest to 200–300 złotych więcej niż rok temu. – Zainteresowanie wakacjami nad polskim morzem nadal jest duże – nie ukrywa Agnieszka Matuszewska z Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. Goszczą tutaj przede wszystkim rodziny z dziećmi, których w tym roku według danych Travelplanet.pl znacznie mniej, niż rok temu wyjechało za granicę. W kraju jest spokojniej, dojazd jest łatwiejszy, bo własny, no i gdyby coś poszło nie tak, zawsze można urlop przerwać i wcześniej wrócić do domu. W opcji zagranicznego all inclusive taki wariant ratunkowy nie jest możliwy.

Nie tylko plaża

Kurorty pękają w szwach. Kiedy jest pogoda, w ciągu dnia nie ma problemu z tym, co będą robić turyści, bo najczęściej idą na plażę. Gorzej, kiedy się znudzą leżakowaniem, a przechadzania się po deptakach między straganami z chińszczyzną mają dosyć. Dlatego wypoczynkowe gwiazdy województwa zachodniopomorskiego lojalnie wspierają także mniejsze miejscowości, oddalone od morza o kilka, kilkanaście kilometrów. Nie byłoby Święta Gęsi w Gąskach, gdyby nie wsparcie Mielna dla Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Gąski. Kurort dostarczył nawet transport, żeby przewieźć tam chętnych urlopowiczów. W Gąskach upieczono tam wtedy 180 kg gęsi, która w tym roku niestety była wyjątkowo droga. Za 15-dag porcję mięsa z tego słynnego na Pomorzu ptaka trzeba było zapłacić 15 złotych. Za pięć sztuk dużych pierogów z gęsiną – 12 złotych. Nietanio, ale poszło wszystko.

– Ulepiłyśmy na to święto 3 tysiące pierogów, wszystko poszło – cieszyła się Monika Wieruszewska, prezes Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Gąski, która organizuje takie imprezy od sześciu lat.

Była loteria z pieczoną gęsią jako główną wygraną. Ale były i inne nagrody, bo każdy los wygrywał. Iwona Motyczyńska, która wprawdzie mieszka w Koszalinie, ale od lat jest związana z Gąskami, wystawiła do losowania ogromną, jeszcze ciepłą chałkę. Taki festyn odbywa się zawsze w pierwszą sobotę sierpnia. – Tym razem chwilkę popadało, ale nikt na to nie zwracał uwagi – mówiła Monika Wieruszewska.

Swoje święto – w tym przypadku ziół – miała także Gmina Swołowo położona niedaleko Słupska, gdzie wielka impreza odbywa się w Muzealnej Zagrodzie. W czasie lipcowego Folk Film Festiwal w Sianowie (można dojechać z Łazów autobusem miejskim) odbył się konkurs na najlepszy chleb. Wygrała Olga Biliczak, która upiekła „zwyczajny” – jak mówi – chleb pszenno-żytni na żytnim zakwasie z hojnym dodatkiem najróżniejszych ziaren. Taki chleb długo zatrzymuje świeżość. W połowie lipca Dobrzyca urządziła Festiwal Kwiatów Jadalnych. Oczywiście gotowano i smażono tam między innymi nasturcje i bratki w ogrodowych plenerach Hortulus Spectabilis. Okazuje się, że na przykład zwykły pęczek lawendy dorzucony do konfitur brzoskwiniowych nadaje niesamowitego smaku, a sama konfitura w dodatku staje się daniem. W Czaplinku dla smakoszy i wędkarzy jest już rokrocznie Święto Wody i Ryby.

Kalendarium ciekawych imprez, także tych, które jeszcze się nie odbyły w Zachodniopomorskiem, jest długie. Praktycznie każda większa wieś ma swoje święto. Warto się tam przejechać, poświęcając choćby jeden dzień z plażowej smażalni za parawanem. Nadmorskie kurorty są przepełnione, oddalone od nich gminy, które mają naprawdę dużo do pokazania, jeszcze nie. A jeśli w portfelu zostało jeszcze trochę wakacyjnych zaskórniaków, z pewnością warto je wydać na lokalną produkcję, a nie plastikowe chińskie miecze.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: d.walewska@rp.pl

Rewal, Kołobrzeg, Mielno i Łazy oraz Dąbki. To zachodniopomorskie miejscowości nadmorskie, które szybko zyskują na popularności.

Tam też jest najdrożej, a ceny w niewielkim Rewalu, którego turystyczna sława dopiero rośnie, zwiększyły się prawie dwukrotnie w porównaniu z latem 2016. Dąbki i Rewal nadal jeszcze zachowały swoje cechy charakterystyczne dla bałtyckich wsi. Jest miło, na ulicy mieszkańcy i przyjezdni z zasady mówią sobie „dzień dobry”, chociaż wcale nie muszą się znać. Przy dużym szczęściu można tam jeszcze kupić ryby prosto od rybaka, który właśnie przypłynął kutrem. Chociaż wcale nie jest taniej niż w sklepie, ale z pewnością świeżo. Jeśli mieszkamy nie w pensjonacie, tylko w kwaterze prywatnej, jest duża szansa, że gospodyni nam ją usmaży, tak jak to było kiedyś. Tutaj turyści nie są jeszcze traktowani jak masówka, tylko jak goście.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?