Husaria dźwignią rozwoju

Byczyna za 17 mln zł dotacji wyremontuje miejskie mury, pod którymi hetman Zamoyski pobił arcyksięcia Maksymiliana III.

Publikacja: 26.06.2017 22:30

Początki fortyfikacji w Byczynie sięgają XIII wieku

Początki fortyfikacji w Byczynie sięgają XIII wieku

Foto: materiały prasowe

Przez pięć wieków mieszkańcy Byczyny mogli w pełni polegać na opasujących miasto murach obronnych. Ostatnio jednak, zamiast zapewniać bezpieczeństwo, stały się dla nich raczej zagrożeniem.

Cztery lata temu, gdy runął mur przy ul. Wałowej, trzeba było go częściowo rozebrać na długości aż 50 m. Przypadków takich zanotowano znacznie więcej. Dopiero niedawno, dzięki pracom ratowniczym finansowanym z niespełna 900 tys. zł dotacji Ministerstwa Kultury i miejskiego budżetu – m.in. wzmocnieniu zastrzykami betonu kamiennych fundamentów – postępującą degradację obwarowań udało się na jakiś czas powstrzymać.

Jasne jest jednak, że zabytkowe fortyfikacje Byczyny, jednego z niewielu miast w kraju, gdzie średniowieczne mury zachowały się niemal w całości, nie przetrwają bez generalnego remontu i konserwacji. Długie starania miejscowego samorządu o środki na ich renowację w ubiegłym roku wreszcie zakończyły się powodzeniem.

Rewitalizacja byczyńskich murów znalazła się na liście projektów rekomendowanych w ramach Kontraktu Terytorialnego woj. opolskiego. Dzięki temu powinna w trybie pozakonkursowym uzyskać dofinansowanie z programu operacyjnego „Infrastruktura i środowisko” lub Regionalnego Programu Operacyjnego dla Opolszczyzny. Miasto ma otrzymać 17 mln zł – to największa dotacja w jego prawie tysiącletniej historii. A także jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach grodu od czasu bitwy pod Byczyną w 1588 r.

Kilometrowe mury

Licząca zaledwie 3,5 tys. mieszkańców Byczyna należy do najstarszych śląskich miast. Pierwsze mury obronne z polnego i łamanego kamienia powstały tu w XIII w., sto lat później nadbudowano je cegłą, a w wieku XVI ponownie podwyższono. Obecnie mają 912 m długości i do 6 m wysokości.

Otaczają miasto elipsą, której dłuższą oś zamyka od wschodu bramna Wieża Polska, a od Zachodu Wieża Niemiecka. Od południa strzeże miasta Baszta Piaskowa. Plany rewitalizacji obejmują m.in. generalną renowację murów, w tym odbudowę blanków i ganków obronnych, urządzenie ścieżki turystycznej na ich koronie oraz remont wież z przeznaczeniem na galerię sztuki, kawiarnię oraz muzeum Byczyny – i bitwy pod Byczyną.

W niedzielę 24 stycznia 1588 r. straże miejskie dostrzegły z Wieży Polskiej wyłaniające się z porannej mgły chorągwie wojsk hetmana Jana Zamoyskiego. Naprzeciw nich na przedpolu murów Byczyny stanęła piechota i jazda arcyksięcia Maksymiliana III Habsburga, brata cesarza Rudolfa II – w tym ok. 300 polskich husarzy.

Kilka miesięcy wcześniej, w sierpniu 1588 r., na polu elekcyjnym na Woli wybrano na nowego króla szwedzkiego królewicza Zygmunta Wazę. Trzy dni po jego wyborze stronnicy Habsburgów następcą zmarłego Stefana Batorego ogłosili Maksymiliana III. „Podwójna elekcja” doprowadziła do konfliktu zbrojnego. Maksymilian III po nieudanej próbie opanowania Krakowa wycofał się na Śląsk, w okolice Byczyny, gdzie zamiast spodziewanych posiłków doczekał się pościgu Zamoyskiego.

Bitwa na pokrytych śniegiem polach między miastem a wsią Roszkowice, którą mieszczanie byczyńscy mogli oglądać z miejskich murów, trwała tylko ok. 1,5 godziny, ale była bardzo krwawym widowiskiem. Oba wojska liczyły po 6 tys. walczących, zginęło 1 tys. ludzi hetmana i aż 2 tys. arcyksięcia.

Rozstrzygający okazał się atak husarii Zamoyskiego na lewe skrzydło wojsk Maksymiliana III, co doprowadziło do ich panicznej ucieczki. Austriacki pretendent do polskiego tronu po nocy spędzonej w oblężonej Byczynie rozkazał wywiesić na Wieży Polskiej białą flagę i z honorami, karetą wywieziony został do Zamościa. W rok później w traktacie bytomsko-będzińskim zrzekł się roszczeń do polskiej korony.

Turystyczny atut

Bitwa pod Byczyną nie była tryumfem polskiego oręża nad obcą potencją, jak Chocim czy Kircholm, lecz tylko epizodem w konflikcie o „sukcesję polską”. Ale jej znaczenie dla losów Rzeczypospolitej było o wiele większe niż np. wiktorii wiedeńskiej.

Do dziś nie ma zgody, czy zwycięstwo Maksymiliana byłoby dla Polski szkodliwe czy korzystne. Część historyków uważa, że związanie się z Austrią w XVI w. groziłoby Polakom, podobnie jak Czechom, utratą suwerenności, a nawet wynarodowieniem. Inni sądzą, że Polska była dostatecznie silna, by oprzeć się takim zakusom, natomiast szybciej rozwijałaby się gospodarczo i cywilizacyjnie, przede wszystkim zaś uniknęłaby potopu szwedzkiego, a może nawet rozbiorów.

Mieszczanie byczyńscy, stronnicy Maksymiliana III, na bitwie, która dała miastu trwałe miejsce w historii, nie wyszli najlepiej. Wprawdzie hetman Zamoyski okazał im swą łaskę („wybaczam wam, bo mówicie tym samym językiem, jakiego ja używam”), ale jego Kozacy i Tatarzy zdążyli już podpalić i złupić miasto – szkody oszacowano na 168 tys. talarów.

Jedna z postaci obrazka scenicznego sprzed stu lat, pióra byczyńskiego pastora Hermana Koellinga, pisarz miejski Johann Mączka skarżył się współobywatelom: „Zamoyski by nas wypuścił, moglibyśmy pójść swoją drogą, wierzyliśmy w to, ale to był fałszywy rachunek: dzicy Tatarzy chcieli najpierw zdobyć nasze skarby, Boże, Boże! Ogniem przypalono moje lewe ucho, popatrzcie – ach! Ach, jak to piecze!”.

Pamięć o mękach zadanych przez Tatarów magistrackiemu urzędnikowi nie budzi już dziś grozy, a historyczna bitwa to dla miasta ważny potencjalny atut, który po rewitalizacji zabytkowych fortyfikacji nabierze nowego, realnego znaczenia.

W urzędzie miejskim nie bez powodu na honorowym miejscu od dziesięcioleci wisi kopia obrazu Jana Matejki „Zamoyski pod Byczyną”, którego oryginał spłonął w 1944 r. w powstańczej Warszawie.

Przez pięć wieków mieszkańcy Byczyny mogli w pełni polegać na opasujących miasto murach obronnych. Ostatnio jednak, zamiast zapewniać bezpieczeństwo, stały się dla nich raczej zagrożeniem.

Cztery lata temu, gdy runął mur przy ul. Wałowej, trzeba było go częściowo rozebrać na długości aż 50 m. Przypadków takich zanotowano znacznie więcej. Dopiero niedawno, dzięki pracom ratowniczym finansowanym z niespełna 900 tys. zł dotacji Ministerstwa Kultury i miejskiego budżetu – m.in. wzmocnieniu zastrzykami betonu kamiennych fundamentów – postępującą degradację obwarowań udało się na jakiś czas powstrzymać.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą