Pół tysiąca jezior z wodą wyjątkowej barwy, lasy zajmujące blisko połowę powierzchni regionu i unikalne obszary geologiczne, których próżno szukać w innych częściach kraju, przyciągają w Lubuskie turystów z kraju i z zagranicy.
– Nie mamy gór i morza, ale jest u nas mnóstwo innych atrakcji. Region wciąż jest odkrywany, a odwiedzających go dziś chyba najbardziej pociąga natura – mówi Jadwiga Błoch, prezes Lubuskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej Lotur.
Najlepszym dowodem, jak wielkie jest zainteresowanie tutejszymi cudami natury, są rzesze gości, którzy odwiedzili prawdziwą perłę regionu, znaną też w Europie – Łuk Mużakowa oraz Park Mużakowski.
– Tylko ten jeden obiekt, położony częściowo na terenie naszego województwa, zwiedziło w ubiegłym roku aż 450 tysięcy turystów – mówi prezes Błoch, przytaczając badania niemieckiej organizacji turystycznej. Dla porównania w gminie Łęknica, na terenie której znajdują się te niezwykłe obiekty, mieszka 2,5 tys. osób.
Nieco światła na ruch turystyczny w regionie rzuca raport Urzędu Statystycznego w Zielonej Górze. Co z niego wynika?
Na noclegi w regionie zatrzymało się w zeszłym roku ponad 606 tys. turystów, z tego 76 proc. stanowili goście z kraju, a niespełna co czwarty był cudzoziemcem. Najchętniej nocowali w hotelach, a następnie w zajazdach, willach czy zamkach. Co ciekawe, w minionym roku częściej wybierali np. gospodarstwa agroturystyczne.
Goście, którzy zatrzymywali się w regionie, spędzali tu średnio 2,2 dnia, czyli nieco dłużej niż w roku poprzednim.
Najwięcej turystów zabawiło dłużej w powiecie świebodzińskim – to tutaj najczęściej też zatrzymywali się obcokrajowcy.
Czym kusi ten rejon? Urokliwym Pojezierzem Lubuskim, gdzie znajdują się rzeki z kompleksami łąk i liczne jeziora polodowcowe – rynnowe, a także torfowiska. W powiecie świebodzińskim znajduje się imponujący pocysterski zespół klasztorny w Gościkowie – Paradyżu, największy i najlepiej zachowany taki obiekt w województwie, z kościołem, ogrodem i winnicą.
Duży ruch w tym regionie tłumaczy coś jeszcze: w sierpniu opactwo w Paradyżu zamienia się w świątynię muzyki dawnej, do której zjeżdżają melomani z kraju i Europy. Jak co roku, także w tym magnesem jest festiwal „Muzyka w Raju”, a jego tegorocznym głównym bohaterem będzie Jerzy Filip Telemann, związany przez kilka lat z terenami obecnej ziemi lubuskiej.
Jednak atrakcji w regionie jest nieporównanie więcej. Miłośników architektury sakralnej przyciąga „Szlak Kościołów Drewnianych Regionu Kozła”, amatorów szlachetnych trunków i miodu tutejsze winnice i pasieki.
Lubuskie ma bowiem ugruntowaną pozycję na winiarskiej mapie kraju, a jego promocji w tym obszarze służy „Lubuski Szlak Wina i Miodu”, łączący obiekty związane z ich produkcją i pokazujący historię winiarstwa w województwie.
– Winnice rozciągają się wzdłuż całego województwa, od południa do północy, a najwięcej jest ich w okolicach Zielonej Góry. W regionie mamy jedyną w kraju winnicę samorządową – zaznacza Jadwiga Błoch. Można tam zajrzeć, kupić lub kosztować krajowych win, które są tak dobre, że bywają serwowane na uroczystych państwowych rautach.
Lubuskie to także raj dla amatorów aktywnego wypoczynku – na nich czekają kilometry szlaków rowerowych czy pieszych, czyste jeziora, rzeki i bogata oferta spływów kajakowych. – Organizujemy je na malowniczych rzekach Pliszka oraz Ilanka i polecamy także dla rodzin z dziećmi – mówi Radek Wójtowicz z firmy Kajaki24.eu, organizującej takie spływy. – Nie ma nudy, na trasach można zobaczyć żeremie bobrów, dzikie ptaki czy stary most kolejowy – zachęca.
23,7 proc. ze wszystkich korzystających z bazy noclegowej stanowili goście zagraniczni, głownie z krajów europejskich – co trzeci zagraniczny turysta to Niemiec. Pozostali to Litwini, Ukraińcy, Rosjanie i Białorusini.