Badmintonowe Podlasie

Na Podlasiu od lat działają dwa najsilniejsze badmintonowe kluby w Polsce – SKB Suwałki i Hubal Białystok.

Publikacja: 17.04.2017 23:00

Mistrzostwa świata 2013 – w akcji Nadieżda Zięba i Robert Mateusiak.

Mistrzostwa świata 2013 – w akcji Nadieżda Zięba i Robert Mateusiak.

Foto: AFP

Prezesi obu: Jerzy Szleszyński (SKB) i Lech Szargiej (Hubal), opowiadają tę anegdotę tak wiernie, że trudno mieć wątpliwości co do jej autentyczności. Pod koniec lat 90. XX wieku, kiedy SKB obaliło wieloletni monopol na drużynowe tytuły Technika Głubczyce, szef suwalskiego klubu spotkał się ze swoim odpowiednikiem z Białegostoku. Hubal istniał od niedawna, jeszcze raczkował, choć miał już do dyspozycji halę z czterema kortami. Obaj działacze zrozumieli, że jeśli chcą, by ich zawodnicy się rozwijali, a kluby rosły w potęgę, trzeba rozpocząć współpracę.

Ustalili jasny plan działania. Rywalizacja odbywa się tylko na parkiecie, a nie między gabinetami. Dzieci i młodzież mierzą się ze sobą w lokalnych turniejach, sparingach, bo nic tak nie podnosi sportowego poziomu jak bezpośrednia konfrontacja. Dodatkową korzyścią były oszczędności. Nie trzeba będzie jeździć do Głubczyc, Krakowa, Kępna, Warszawy, tylko można grać na miejscu. Skorzystają również trenerzy obu zespołów, bo wymienią się doświadczeniami. Podobno z upływem czasu nie wszystkie ustalenia zostały dochowane, istnieją – jak to między sąsiadami – różnice zdań, ale porozumienie przyniosło owoce.

Pod dyktando Suwałk

Na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w badmintonie Polskę reprezentowało pięcioro zawodników. Aż czworo z nich: Nadieżda Zięba, Adam Cwalina, Adrian Dziółko i Robert Mateusiak, wywodziło się z obu podlaskich klubów. Tak dzieje się już od igrzysk w Sydney (2000). 80–90 procent olimpijskiej kadry Polski pochodziło albo z SKB, albo z Hubala. Oprócz tej czwórki byli to Kamila Augustyn i Michał Łogosz. Prezes SKB z wielkim żalem wspomina 1996 rok, kiedy tylko krok dzielił Joannę Szleszyńską i Jacka Niedźwiedzkiego od kwalifikacji na igrzyska w Atlancie, ale z powodu politycznej zawieruchy oboje nie zostali wpuszczeni na ostatni turniej kwalifikacyjny do Chile. Zabrakło kilku punktów do nominacji.

Niewiele się w tych proporcjach zmienia. Na rozpoczynające się 25 kwietnia w duńskim Kolding mistrzostwa Europy powołanie otrzymali ponownie Zięba i Mateusiak, Cwalina oraz Michał Rogalski. Na zakończonych w tym tygodniu młodzieżowych drużynowych mistrzostwach Europy wystąpili Michał Sobolewski z SKB i Paweł Śmiłowski z Hubala, nadzieje obu klubów na przyszłość.

Polska ekstraklasa od dobrych kilku lat toczy się pod dyktando drużyny z Suwałk, ale po piętach depcze jej Hubal. Od 1998 roku SKB zdobyło 15 tytułów mistrzowskich, zespół z Białegostoku jeden, przed czterema laty. Drużyna ze stolicy regionu była w tym czasie pięciokrotnie wicemistrzem i trzy razy wywalczyła brązowy medal. Od pięciu lat oba kluby panują więc niepodzielnie w Polsce, mistrzem jest albo SKB, albo Hubal.

Gra prezydencka

W Suwałkach badminton zapuścił korzenie dużo wcześniej niż w Białymstoku i stąd może więcej sukcesów. W swojej książce o historii dyscypliny w regionie Jerzy Szleszyński pisze, że pierwsze sekcje TKKF zajmujące się grą w kometkę powstały w Białymstoku jeszcze w latach 60. w Żubrze i Związkowcu i że chętnie latem grano nad okolicznymi jeziorami, ale przypadek sprawił, że to właśnie w Suwałkach powstał pierwszy klub z prawdziwego zdarzenia.

W 1974 roku Polski Związek Badmintona, szukając miejsc życzliwych dla rodzącej się dopiero w kraju nowej dyscypliny sportowej, znalazł przychylność wśród działaczy miejscowego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Dyrektor Lech Nowikowski pozwolił w hali sportowej wyznaczyć linie badmintonowego kortu. Dyscyplina spodobała się miejskim urzędnikom, grywali w nią chętnie prezydenci Suwałk i badminton zaczęto nawet nazywać tu „grą prezydencką”. Wtedy powstała sekcja TKKF Magistratus, kolejnym impulsem dla rozwoju dyscypliny były regularne od początku lat 80. zgrupowania kadry narodowej. Było od kogo się uczyć.

W końcu z TKKF narodził się LZS Suwałki, a z LZS – dokładnie przed 30 laty – LKS Polam Suwałki, klub będący protoplastą obecnego SKB (Suwalskiego Klubu Badmintona). LKS Polam miał się dobrze, był sponsorowany przez Miejscowe Zakłady Sprzętu Oświetleniowego, należał do spółki Polambad, która była właścicielem 16 sklepów w regionie. Lokalny związek był na tyle silny i bogaty, że co jakiś czas organizował mistrzostwa Polski. Pomimo to klub przechodził też kryzysy finansowe, ale wyszedł z nich mocniejszy. Wkrótce po Polamie pojawił się nowy sponsor, wspierająca SKB do dziś firma Litpol. Należy do Henryka Owsiejewa, który sam w młodości grał w badmintona.

SKB pierwszy tytuł drużynowy wywalczył w 1998 roku. Poprzedzały go indywidualne sukcesy reprezentantów Polski – Szleszyńskiej i Niedźwiedzkiego. Jako jedyna polska drużyna suwalszczanie zdobywali medale klubowych mistrzostw Europy. W jednej z edycji pokonali najsłynniejszy zespół badmintonowy na kontynencie Spandau Berlin.

W Białymstoku na początku lat 90. istniało kilka mniejszych sekcji badmintona. W tym czasie do gabinetu Szkoły Podstawowej nr 32 im. Henryka Dobrzańskiego ps. Hubal wielokrotnie zaglądał pracownik Elektrociepłowni Białystok Czesław Szwabczyński i prosił o założenie w placówce sekcji gry w kometkę. – Był strasznie natrętny, ale zgodziłem się. Dałem mu do pomocy nauczyciela i tak zaczęliśmy wspólnie działać – opowiada obecny prezes Hubala Lech Szargiej. Hubal przez pierwsze lata szkolił głównie młodzież. Ale już pod koniec lat 90. powstała sekcja seniorów. Pierwszy medal drużynowych MP białostoczanie zdobyli w 2002 roku.

Oba kluby mimo regionalnej współpracy jednak konkurują ze sobą, wytykają wady, zazdroszczą jedni drugim sukcesów. W Białymstoku mówią, że SKB to armia zaciężna, że klub z Suwałk nastawia się na mistrzostwa drużynowe i zdobywa je, ściągając zawodników z zewnątrz, także z zagranicy. Rzeczywiście w obecnej drużynie występują Irlandczyk i Szkot, w przeszłości wzmacniały ją zawodniczki z Chin, Malezji, Indonezji. Ale w Suwałkach odpowiadają na to, że przecież w 2009 roku z SKB do Hubala przeszło dwoje olimpijczyków – Nadieżda Zięba (dawniej Kostiuczyk) i Robert Mateusiak. Skuszeni zostali przez prezydenta miasta lukratywną ofertą stypendium sportowego. Występują w Białymstoku do dziś. Ta dwójka zdecydowała o zwycięstwie Hubala z SKB w rozegranym w Kępnie finale klubowych mistrzostw kraju w 2013 roku. Inni czołowi zawodnicy Hubala też pochodzą z różnych regionów Polski.

– Nie zaniedbujemy szkolenia. Trenuje u nas 120 zawodników z grup młodzieżowych, ich rodzice płacą symboliczne składki o wartości kilku lotek, bo my zapewniamy dzieciom niemal wszystko, ale żeby odnosić sukcesy w Polsce i za granicą, dać przykład młodym, potrzebujemy wybitnych zawodników – tłumaczy prezes SKB Jerzy Szleszyński. Nie ukrywa, że w tym roku celem klubu jest zdobycie mistrzostwa Polski i walka o medal w Europie. Jest na to szansa, bo są pieniądze. Badmintona lubią w Suwałkach także biznesmeni. Oprócz Litpolu sponsorem jest firma Malow.

Hale pękają w szwach

Hubal opiera działalność głównie na pieniądzach z samorządu. Dlatego też większą wagę przykłada do szkolenia. W Białymstoku trenuje około 300 dzieci. Przez osiem ostatnich lat Hubal wygrywał klasyfikację na najlepszy klub młodzieżowy w Polsce.

Trenerzy mają świetnie warunki do sportowej edukacji. W ubiegłym roku w Białymstoku została oddana do użytku nowa hala. Klub dysponuje więc już dziewięcioma kortami. W Suwałkach zazdroszczą lokalnemu rywalowi tej infrastruktury. Dzieciaki trenują w szkolnych salach i w hali OSiR, pamiętającej początki klubu. Wszystkie pękają w szwach od rana do wieczora. Prezydent Suwałk ogłosił właśnie przetarg na projekt hali widowiskowo-sportowej. Jak dobrze pójdzie, powstanie w 2019 roku. Prezesowi Szleszyńskiemu marzy się, by zorganizować w niej drużynowe mistrzostwa Europy.

Jeszcze w starej hali OSiR na początku maja odbędzie się finał klubowych mistrzostw Polski. W rundzie zasadniczej dwa pierwsze miejsce zajęły oczywiście Suwałki i Białystok. Pewnie powalczą o złoto. Nikt – nawet prezes Hubala – nie wyobraża sobie, żeby 16. tytułu nie zdobyli badmintoniści SKB. Mają zdecydowanie najlepszy skład. Mimo pewnych animozji i sportowej rywalizacji działacze doceniają również to, co oba kluby zrobiły dla badmintona i regionu.

Prezesi obu: Jerzy Szleszyński (SKB) i Lech Szargiej (Hubal), opowiadają tę anegdotę tak wiernie, że trudno mieć wątpliwości co do jej autentyczności. Pod koniec lat 90. XX wieku, kiedy SKB obaliło wieloletni monopol na drużynowe tytuły Technika Głubczyce, szef suwalskiego klubu spotkał się ze swoim odpowiednikiem z Białegostoku. Hubal istniał od niedawna, jeszcze raczkował, choć miał już do dyspozycji halę z czterema kortami. Obaj działacze zrozumieli, że jeśli chcą, by ich zawodnicy się rozwijali, a kluby rosły w potęgę, trzeba rozpocząć współpracę.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej