Tajemnice u rozwidlenia rzek

„Zła waluta” Eweliny Dydy dowodzi, że historia z małego podkarpackiego miasta może się równać z wielkomiejskimi kryminałami.

Publikacja: 19.03.2017 22:00

Ewelina Dyda, polonistka z Tarnobrzega, udanie zadebiutowała powieścią „Zła waluta”.

Ewelina Dyda, polonistka z Tarnobrzega, udanie zadebiutowała powieścią „Zła waluta”.

Foto: materiały prasowe, Krzysztof Miśkiewicz Krzysztof Miśkiewicz

Zaczyna się tak, jak to zwykle bywa w powieściach kryminalnych, czyli od śmierci. W duszną czerwcową noc wypada z okna 21-letnia dziewczyna. A raczej zostaje wyrzucona, jak przypuszcza policja, przez jej chłopaka Igora Haddada. Jego dziwnie brzmiące nazwisko odgrywa rolę. Igor ma arabskie korzenie, więc razem ze śledztwem w sprawie zabójstwa 21-letniej studentki rozkręca się także w lokalnej społeczności spirala niechęci do wszystkiego co obce.

Zakamarki Tarnobrzegu

Głównym bohaterem „Złej waluty” jest Jakub Rau – prywatny detektyw z Tarnobrzega. Mieszka u atrakcyjnej wdowy Danuty, zaczytującej się w czarnych kryminałach, która na cześć ulubionego autora nazwała kota Chandler. Rau nie ma rodziny i zbyt często zdarza mu się kończyć dzień alkoholem. Na co dzień najczęściej zajmuje się śledzeniem niewiernych mężów.

Pewnego dnia zjawia się w jego biurze atrakcyjna Olga Lewicka-Haddad, która chce, żeby znalazł dowody na niewinność jej syna. Jak się później okaże, nie powiedziała całej prawdy detektywowi, a on wplątuje się w intrygę kryminalną z fanatycznymi nacjonalistami w tle.

„Zła waluta” to debiut 33-letniej Eweliny Dydy, która dotychczas pisała recenzje książek, aż w końcu postanowiła sama jedną napisać. Na co dzień jest polonistką w Tarnobrzegu. Jej powieść to czarny kryminał, który jednocześnie żartuje ze swojej konwencji. Kot Chandler, romans z femme fatale, tatuaż z sokołem maltańskim, alkohol w postaci piwa w puszce, a nie szklanki whisky – wszystkie tradycyjne elementy stylu noir są dawkowane w „Złej walucie” z humorem i dystansem.

Ważne jest także miejsce akcji. Autorzy wielu kryminałów pomiędzy dialogami i opisami zdarzeń czasem tylko wtrącą coś o lokalizacjach. A „Zła waluta” należy do książek, z którymi można chodzić na spacery, odtwarzając dokładne wędrówki bohaterów. Jakub Rau nie ma samochodu, więc często porusza się po Tarnobrzegu na piechotę. Tak poznajemy zakamarki miasta. Nie tylko te najpiękniejsze, które umieszczane są na folderach promocyjnych, ale także mniej atrakcyjne, mroczne i owiane złą sławą. Może nie przysparzają powodów do dumy, ale to one budują duszę miasta i dopełniają jego wyrazistego portretu.

Tak więc studentka wypada z okna bloku przy ulicy Zwierzynieckiej. Danuta prowadzi zakład fryzjerski przy swoim domku na Sokolej. Niedaleko w budynku dawnego kina mieści się biuro detektywistyczne głównego bohatera. Do kolejnej zbrodni dochodzi na osiedlu Przywiśle, a Rau spotyka się ze znajomym policjantem w kebabowni na Mickiewicza. Kto zna Tarnobrzeg, świetnie rozpozna opisywane lokalizacje.

Między wierszami Ewelina Dyda kreśli tło obyczajowo-społeczne miasta oraz zaznacza jego problemy: migrację młodych tarnobrzeżan do większych ośrodków, rosnącą nieufność wobec każdego, kto się czymś różni od większości, ubóstwo ludzi z marginesu oraz nastroje ksenofobiczne objawiające się pod wpływem kryzysu imigranckiego.

O tym, jak jedno wydarzenie potrafi podgrzać społeczne nastroje, autorka mogła się przekonać w styczniu ubiegłego roku, kiedy tarnobrzeskie gazety żyły zarzutami molestowania seksualnego nastoletniej współpracowniczki wobec pracownika baru z kebabem pochodzącego z Bliskiego Wschodu.

Można mieć wątpliwości, czy Ewelina Dyda nie za często wygłasza ustami swoich bohaterów kwestie krytykujące rasizm, ksenofobię oraz nacjonalizm. Takie moralizowanie rzadko służy powieściom i należy dawkować je ostrożnie. Na szczęście te wtręty nie przekreślają ciekawej fabuły oraz wyrazistego tła społecznego „Złej waluty”.

Lokalna codzienność

Dotychczas u rozwidlenia Wisły i Sanu to Sandomierz miał monopol na ciekawe historie kryminalne. Sandomierz i Tarnobrzeg dzieli kilkanaście kilometrów odległości, ale też Wisła oraz granica województw lubelskiego i podkarpackiego. Dzieli je także popularność. Sandomierz zdobył rozgłos za sprawą powieści kryminalnej „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego z 2011 roku, zekranizowanej cztery lata później, ale jeszcze bardziej dzięki serialowi „Ojciec Mateusz”. Telewizyjna opowieść sprawiła, że Sandomierz zyskał atrakcyjny wizerunek. Do miasta przyjeżdża więcej turystów, także cały region notuje częstsze odwiedziny.

Trudno porównywać zasięg powieści i telewizyjnego serialu, zatem „Zła waluta” Eweliny Dydy nie dokona wielkiego przewrotu w rozpoznawalności miasta. Musi jednak cieszyć fakt, że pisarze chcą opowiadać historie, zakorzenione w lokalnych obyczajach i codzienności. Patrząc dalej na południowy wschód w kierunku granicy z Ukrainą, znajdziemy inne miejscowości podkarpackie, które mają swoich lokalnych powieściopisarzy.

Rzeszów portretuje choćby Janusz Koryl – nauczyciel, dziennikarz i urzędnik, który dawniej pisał poezję oraz recenzje do pism literackich, a później zajął się tworzeniem powieści gatunkowych z pogranicza thrillera i horroru.

W jego ostatniej książce „Układ” (2015) historia też rozpoczyna się od śmierci nastolatka po wypadnięciu z okna. Z kolei „Urojenie” (2013) za punkt wyjścia miało zabójstwo w sylwestrową noc. Problem w tym, że śledczy nie mogą odnaleźć ciała rzekomej ofiary. Chwilę później znika także z celi mężczyzna, który przyznał się do zabójstwa. Takie niestworzone historie dzieją się w powieściowym Rzeszowie Janusza Koryla.

Z kolei w Sanoku mieszka Bartłomiej Rychter, prawnik i menedżer, który specjalizuje się w powieściach sensacyjnych z akcją osadzoną w dawnej Galicji. Jego debiutancka książka „Kurs do Genewy” z 2007 roku była nominowana do prestiżowej Nagrody Wielkiego Kalibru. Potem Rychter napisał trzy powieści, m.in. „Złotego wilka” (2009) o XIX-wiecznym Sanoku.

Głównym bohaterem jest tu prowincjonalny nauczyciel Borys Pasternak, który razem z wiedeńskim doktorem Hildenburgiem próbuje rozwiązać zagadkę zwłok rozszarpanych przez wilczą bestię. Niecodzienny duet szuka odpowiedzi na pytanie, czy w okolicy grasuje wilkołak, czy to może jakaś mistyfikacja.

Ciąg dalszy przygód Pasternaka Rychter opisał w ostatniej powieści „Czarne złoto” (2013), gdzie na tle rodzącego się przemysłu naftowego na Kresach pokazał kryminalną historię miłosną. Akcja przenosi się z Sanoka do Drohobycza, Stryja i Stojanowa, gdzie poznajemy życie i obyczaje galicyjskich dworów oraz wsi.

Proza chłopska

Rozwidlenie Sanu i Wisły to także ojczyzna literatury z nurtu prozy chłopskiej, którą w ten sposób określił w latach 60. krytyk Henryk Bereza. Najczęściej przytaczanymi przedstawicielami tego nurtu są Wiesław Myśliwski i Julian Kawalec (zmarł w 2014 r.), którzy wyrastali na prowincji po zachodniej stronie Wisły, na Sandomierszczyźnie.

Natomiast z jej wschodniego podkarpackiego brzegu pochodzi inny autor, który zdobył rozgłos powieścią „Popielec” (1982), w latach 80. przeniesioną na ekrany telewizyjne w postaci serialu. To Włodzimierz Kłaczyński, który urodził się w 1933 r. i dorastał w Mielcu położonym 40 kilometrów na południe od Tarnobrzega. Na podstawie swoich doświadczeń i dziecięcych obserwacji w czasie okupacji stworzył niezwykłą, chociaż zapomnianą dziś powieść, w której opowiedział o życiu podkarpackiej wsi podczas okupacji i pierwszych lat powojennych.

20 lat po premierze „Popielca” Kłaczyński wrócił w rodzime strony i stworzył epicki pięciotomowy cykl powieściowy o dawnym Mielcu zatytułowany „Miejsce”. Nakreślił w nim wielopostaciowy fresk galicyjskiej miejscowości na przestrzeni kilku dekad. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że dzieło Kłaczyńskiego reprezentujące literaturę małych ojczyzn nie zostało wydane przez duże wydawnictwo z Krakowa czy Warszawy, tylko lokalnie przez Samorządowe Centrum Kultury w Mielcu.

Kłaczyński nie był pierwszym, który pisał o podkarpackiej wsi, a pewnie i nie ostatnim. Jeszcze przed wojną debiutował Stanisław Piętak, poeta i jeden z nielicznych przedwojennych pisarzy zajmujących się życiem wiejskim. Urodził się w Wielowsi. I tak wracamy do Tarnobrzega, bo dzisiaj Wielowieś stanowi przedmieścia tego prawie 50-tysięcznego miasta.

Piętak w 1938 roku opublikował autobiograficzną powieść „Młodość Jasia Kunefała”. Pokazał chłopca z wiejskiej rodziny, który realizuje swoje marzenie o zostaniu artystą. To zapomniana perła polskiej literatury. Piętak zdobył za nią Nagrodę Młodych Polskiej Akademii Literatury.

Na koniec można zadać pytanie, jaki związek ma autentyczna powieść wiejska z lat 30. z czarnym kryminałem Eweliny Dydy, który właśnie trafił do księgarń? Otóż dobra literatura nie uznaje geograficznego centrum ani rubieży. Może przytrafić się wszędzie.

Zaczyna się tak, jak to zwykle bywa w powieściach kryminalnych, czyli od śmierci. W duszną czerwcową noc wypada z okna 21-letnia dziewczyna. A raczej zostaje wyrzucona, jak przypuszcza policja, przez jej chłopaka Igora Haddada. Jego dziwnie brzmiące nazwisko odgrywa rolę. Igor ma arabskie korzenie, więc razem ze śledztwem w sprawie zabójstwa 21-letniej studentki rozkręca się także w lokalnej społeczności spirala niechęci do wszystkiego co obce.

Zakamarki Tarnobrzegu

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej