Mniej wypadków śmiertelnych

Najwięcej wypadków zdarzało się na stokach narciarskich. Przyczyną brawura i słabe umiejętności narciarzy.

Publikacja: 12.03.2017 22:00

Od początku grudnia 2016 r. do 3 marca 2017 r. w polskich górach zginęły cztery osoby.

Od początku grudnia 2016 r. do 3 marca 2017 r. w polskich górach zginęły cztery osoby.

Foto: Fotorzepa, Pio Piotr Guzik

Zarówno pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, jak i ratownicy TOPR mówią zgodnie: w tym roku sezon zimowy przebiegał wyjątkowo spokojnie. – Co prawda może to być chwaleniem dnia przed zachodem słońca, bo sezon zimowy trwa u nas do połowy maja, ale na ten moment widzimy w statystykach, że w porównaniu z ubiegłym rokiem było mniej wypadków śmiertelnych – mówi Jan Krzysztof, naczelnik straży ratunkowej TOPR.

Według statystyk od początku grudnia 2016 r. do 3 marca 2017 r. w polskich górach zginęły cztery osoby. W analogicznym okresie poprzedniego roku było dziesięć ofiar śmiertelnych.

Mniej było także osób ratowanych przez TOPR. W tym roku pomocy ratowników potrzebowało 138 osób (głównie uprawiających turystykę pieszą). Rok wcześniej były to 153 osoby. Rzadziej także korzystano z pomocy śmigłowca – tylko w 28 przypadkach. Rok wcześniej śmigłowiec wyleciał z bazy 37 razy.

Ratownicy tatrzańskiego pogotowia przede wszystkim pomogli poszkodowanym ewakuować się z miejsca zdarzenia. W 106 przypadkach turystom udzielono wsparcia psychicznego.

– Nie chciałbym jednak sprawiać wrażenia, że nic się nie działo. Statystyki TOPR nie obejmują wypadków na stokach narciarskich, których w sezonie zimowym jest sporo – zastrzega Jan Krzysztof.

Na terenach narciarskich, które obsługuje TOPR (czyli większość stacji narciarskich w powiecie tatrzańskim), odnotowano od początku zimy do 9 marca 2214 wypadki. W analogicznym okresie poprzedniego roku były 1844 takie zdarzenia. – To wzrost o 30 proc. Trzeba zwrócić uwagę na to, że sezon narciarski rozpoczął się tej zimy zdecydowanie wcześniej, a z moich informacji wynika, że także liczba przewozów kolejami narciarskim w tym sezonie jest o ponad 30 proc większa. Stąd też wzrost liczby wypadków – zwraca uwagę Jan Krzysztof.

Na poziomie

Również Edward Wlazło, szef straży Tatrzańskiego Parku Narodowego, jest zadowolony z zachowania turystów. Większych problemów, poza głośną historią o tym, jak bardzo duża grupa utknęła na drodze do Morskiego Oka, nie było. 30 grudnia grupa 80 turystów zawiadomiła straż parku, że zrobiło się ciemno, a oni nie potrafią zejść. – Turystom wydawało się chyba, że fiakrzy nad Morskim Okiem funkcjonują jak taksówki. Tymczasem nie wolno im jeździć po zmroku po Tatrach. Turyści o tym nie wiedzieli, dlatego byli zdziwieni, że gdy wyszli ze schroniska, nikt na nich nie czekał – opowiada Wlazło. – A ponieważ nie mieli odpowiedniego obuwia, musieliśmy im pomóc bezpiecznie zejść na dół .

Między innymi z powodu tego wydarzenia władze parku zdecydowały o wprowadzeniu zakazu poruszania się po terenie TPN po zmroku. Zakaz wszedł w życie 1 marca. – Widzimy na forach internetowych, że niektórym turystom ten zakaz niespecjalnie się podoba, ale gdy zwracaliśmy im uwagę na szlaku, to przepraszali i zawracali. Nie było z tym większego problemu – mówi Edward Wlazło.

Strażnicy jednak postanowili, że na razie nie będą za to karać mandatami, tylko pouczać.

– Nie brakowało jednak też innych wydarzeń sprzecznych z przepisami. Zdarzali się turyści, którzy wjeżdżali na teren parku na skuterach śnieżnych lub rowerach, palili papierosy czy spożywali alkohol. Na szczęście tych przypadków było też w tym roku mniej niż zwykle – mówi Wlazło.

W Beskidach gorzej

Ratownicy GOPR w Beskidach w tym sezonie interweniowali ponad 1,8 tys. razy. – To znacznie więcej niż w całym poprzednim sezonie – mówi ratownik GOPR Łukasz Urbanek.

Szczególnie dużo interwencji odnotowano podczas tegorocznych ferii. Od 15 stycznia do końca lutego w Beskidach wydarzyło się ok. 1,4 tys. wypadków. – Rekordowa pod tym względem była niedziela, 12 lutego. Ratowników wzywano na pomoc 77 razy – opowiada Urbanek. Zdaniem goprowców wpływ na tak dużą liczbę wypadków miała przede wszystkim brawura i lekkomyślność, często idąca w parze z niewielkimi umiejętnościami narciarzy. Sprzyjała temu również aura- na trasach od początku grudnia utrzymywały się dobre warunki, a stoki były zatłoczone. Najczęściej dochodziło do urazów kończyn: skręceń stawów kolanowych, wybicia barku lub złamań rąk czy nóg. Wydarzyły się też poważniejsze wypadki: urazy kręgosłupa i głowy. Najtragiczniejsze zdarzenie miało miejsce w styczniu w Wiśle. 20-latek upadł tak nieszczęśliwie, że w wyniku obrażeń wewnętrznych zmarł w szpitalu. —pap

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: j.cwiek@rp.pl

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej