Rz: Biegać w mieście?
Tadeusz Zielonka: To jak kij z dwoma końcami. Z jednej strony aktywność fizyczna ma znaczenie w każdej sytuacji, jest korzystna dla zdrowych i chorych. Z drugiej strony – wysiłek może też zaszkodzić, oczywistym tego przykładem są przeciążenia.
Smog też nie pomaga.
Od dłuższego czasu zwracam na to uwagę chorym, którzy przychodzą z problemami płucnymi. Podczas wysiłku fizycznego wciągamy powietrze częściej i głębiej, bo organizm potrzebuje więcej tlenu, energii. W pewnej chwili zaczynamy oddychać ustami, wyłączając swój naturalny filtr. Jeśli powietrze zawiera zanieczyszczenia, to przy głębokim wdechu wprowadzamy do płuc więcej pyłów – to fakt nie do przeskoczenia. A jeśli do pęcherzyków płucnych dostaną się drobne pyły (PM2,5), to będą przenikać do krwiobiegu i powodować kolejne komplikacje, nie tylko oddechowe.
Jakie?
Na przykład krążeniowe. Dane kardiologiczne są tu dużo „twardsze” niż dane płucne. Częstość zawałów i udarów (często zakończonych zgonem) ma związek z wysokim poziomem zanieczyszczenia, co zostało udowodnione badaniami w różnych miejscach świata.
Jedno z pierwszych, które to wykazało, zostało przeprowadzone przez Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne. W założeniu miało ujawnić wpływ zanieczyszczeń na rozwój nowotworów, ale taki wpływ trzeba badać bardzo długo, więc zanim został wykazany, udowodniono wzrost śmiertelności z powodów krążeniowych. Podobnych badań przeprowadzono wiele, ostatnio także na Śląsku. Proszę się nie dziwić, że w okresie grzewczym umiera tak dużo ludzi słabszych – wystarczy spojrzeć na listę polskich artystów, którzy zmarli w ostatnich miesiącach. To nie jest przypadek.
Ale mówi pan, że to tylko wierzchołek góry lodowej.
Dochodzą też problemy neurologiczne. Ostatnio u badanych mieszkających w odległości do 50 metrów od traktu komunikacyjnego zanotowano podwyższone ryzyko choroby Alzheimera i zespołu otępiennego. Kilkunastoletnie badania prowadzone w Krakowie wykazały wpływ zanieczyszczenia powietrza na zdrowie noworodków – jeśli pierwszy trymestr ciąży przypadał na okres grzewczy, z wysokimi przekroczeniami norm emisji, częściej rodziły się dzieci z niską masą i wcześniaki. A to przyczynia się z kolei do problemów zdrowotnych przez całe życie. Wiadomo też, że dzieci narażone na wyższe stężenia uzyskiwały gorsze wyniki w badaniach ilorazu inteligencji.
Polska specjalność to pyły z pieców?
Jeśli chodzi o pyły zawieszone PM10 i PM2,5 oraz benzopiren, jesteśmy liderami w Europie. To wynik palenia – domowe piece odpowiadają za ponad 50 procent emisji PM10 i PM2,5. W drugiej (niepełnej) połowie mieści się cała reszta: przemysł, produkcja energii, rolnictwo, komunikacja, gospodarka odpadami. Żaden kraj w Europie nie ma takiej dominacji palenia węglem i tak niskiego udziału odnawialnych źródeł energii. Także benzopiren jest efektem spalania węgla, jest przy tym jednym z najistotniejszych rakotwórczych składników dymu papierosowego – w dniach, kiedy jego stężenie w powietrzu było najwyższe, każdy „wypalał” tych papierosów kilkanaście. Prawie paczkę dziennie.
No to gdzie biegać?
Na pewno nie w pobliżu ruchliwych ulic. Nie rozumiem koncepcji tworzenia stref rekreacyjnych w miastach wzdłuż szlaków komunikacyjnych. Aktywność w takich miejscach, zamiast pomóc, raczej zaszkodzi. A kiedy ludzie sprawdzą poziom zanieczyszczeń, będzie tam świecić pustkami. To źle wydane pieniądze.
W parku?
W parku wciąż będzie lepiej, pozostaje pytanie, czy będzie dobrze. W polskich uzdrowiskach podgórskich regularnie przekroczone są dopuszczalne normy zanieczyszczeń. Dlatego potrzebna jest realna, lokalna informacja – powinniśmy rozbudować sieć stacji pomiarowych. Bez dobrej informacji nie ma sensu podejmowanie decyzji, nie możemy działać zgodnie z powiedzeniem prezydenta Wałęsy: stłucz pan termometr, nie będziesz miał gorączki.