Łgał będę nieprzytomnie

Anna Surzyńska-Błaszak, kustosz Muzeum Henryka Sienkiewicza w Poznaniu mówi o barwnym życiu autora „Quo vadis” oraz o tym, że jego popularność dotarła nawet do Chin.

Publikacja: 05.03.2017 22:30

Anna Surzyńska-Błaszak Kustosz Muzeum

Anna Surzyńska-Błaszak Kustosz Muzeum

Foto: Fotorzepa/Jan Gładysiak

Rz: Czy 2016 rok, ogłoszony Rokiem Sienkiewicza, wpłynął pani zdaniem na większe zainteresowanie postacią naszego literackiego noblisty?

Anna Surzyńska-Błaszak: Bez wątpienia tak. Mogę to potwierdzić z punktu widzenia kustosza poznańskiego muzeum. Zanotowaliśmy wzrost zwiedzających o 30 procent. Wielkim powodzeniem cieszyły się nasze wystawy. W minionym roku na terenie kraju było ich 33.

A nie jesteście jedynym muzeum pisarza w Polsce…

Tak, są też muzea w Oblęgorku i Woli Okrzejskiej.

Kto najchętniej zamawiał wystawy?

Przeważały biblioteki, były też inne muzea i oczywiście szkoły, z którymi zresztą współpracujemy od lat.

Czyli był to rok absolutnie przełomowy w popularyzacji autora „Quo vadis”?

Mogę go porównać jedynie z rokiem 1996, kiedy to Ministerstwo Spraw Zagranicznych zamówiło u nas wystawy edukacyjne dla europejskich ambasad od Paryża do Tallina. Wszystkich wystaw w kraju i za granicą było wówczas 45.

Teraz jedną z wystaw pokazywaliście w Brnie.

W Czechach Sienkiewicz był wielbiony od zawsze. I nadal jest tam popularny.

A jak wygląda to w Chinach i Japonii?

Biblioteka Uniwersytecka z okazji roku pisarza opublikowała bardzo ciekawą pracę nt. tłumaczeń „Quo vadis” na języki obce. W sumie wymienionych jest tam 57 języków, wśród nich jest japoński i chiński, ale są też przekłady w językach i dialektach, o których nawet nie wiedzieliśmy, że istnieją.

Nie ma się co dziwić, że właśnie ta powieść była najpopularniejszą powieścią Sienkiewicza na świecie…

Potwierdzeniem jej niezwykłości była międzynarodowa konferencja „»Quo vadis« jako pierwsza powieść multimedialna”. Brali w niej udział naukowcy z Europy, USA, a Instytut Polski w Rzymie zrobił wystawę towarzyszącą konferencji „Quo vadis w sztuce”.

Miniony rok obfitował w konferencje, spotkania, gdzie analizowano fenomen Sienkiewicza niemal pod każdym kątem. Ale wyjdźmy nieco poza sale wykładowe i ekspozycyjne, gdzie często autor Trylogii stawiany jest na piedestale. Pani na szczęście zna Sienkiewicza na tyle dobrze, by opowiedzieć o nim jako człowieku z krwi i kości.

Przede wszystkim zrezygnowałabym z nazywania Sienkiewicza „nieskazitelnym człowiekiem”, bo to określenie zawsze jest podejrzane. To był rzeczywiście człowiek z krwi i kości, ze swymi słabostkami, swoim ego, które wymagało szczególnego okadzania, ale też cudowny mąż i ojciec, oddany przyjaciel. Nie budujemy tych opinii na fałszywych przesłankach. Mamy do dyspozycji ponad 3 tys. listów Sienkiewicza.

Jaki obraz pisarza wyłania się po lekturze jego listów?

Jako człowieka z ogromnym poczuciem humoru, który umiał pokpiwać z otoczenia, ale też z samego siebie. Miał dystans do tego, co robi. W listach z Ameryki, gdy pisze, że „tydzień nie zsiadał z konia, a pod siodłem miał steki”, to w liście do przyjaciela wyjaśnił: „łgał będę nieprzytomnie w swoich relacjach”. Wiedział bowiem, że to się spodoba, doda kolorytu. Umiał trafić do czytelnika.

Stąd pisanie ku pokrzepieniu serc. Pisał historię tak, byśmy byli z siebie dumni.

Profesor Janusz Pajewski w swoich wspomnieniach „Poza czasem” napisał, że Sienkiewicz jest dobry na każdą pogodę i na każdy stan ducha. Potrafi nas poratować dobrym humorem, ale też pokazać glorię polską. Bardzo tego potrzebowaliśmy zwłaszcza w czasie zaborów, a teraz zachwycamy się cudowną literaturą. Proszę mi pokazać drugą tak barwną postać jak pan Zagłoba.

Podobno miała swój pierwowzór…

Nawet niejeden. Zbudowana była na kilku postaciach rzeczywistych. Jedną z nich był teść Sienkiewicza Kazimierz Szetkiewicz i dużo jego powiedzonek, które Sienkiewicz z lubością cytował. Drugą – znajomy z Ameryki, kapitan Korwin Piotrowski, który poił naszego noblistę na śniadanie bardzo ciekawym koktajlem: mlekiem wymieszanym z wódką. To był taki jego poranny posiłek.

To się nie zważyło?

No, nie próbowałam (śmiech). Sienkiewiczowi musiało smakować, bo powiedział: „Oj kapitanie, ja cię utrwalę w swojej opowieści”. Na co kapitan odpowiedział: „Żeby ci język kołkiem stanął, Henrysiu”.

Jak mało kto, zna pani wiele szczegółów z życia Sienkiewicza. Moglibyśmy poznać choćby kilka?

Sienkiewicz mówił o sobie, że jest wiecznym tułaczem. Gdy patrzymy na jego harmonogram przemieszczania się, to jest to niepokojące, że trzy miesiące przebywania w jednym miejscu było dla niego wyzwaniem. Stąd każda jego powieść powstawała w kilku miejscach w Europie. A skoro najpierw publikował ją w odcinkach w gazetach, proszę sobie wyobrazić trud logistyczny, by nadążyć z terminami. W „Dzienniku Poznańskim” drukowane są odcinki „Quo vadis” i pod jednym z nich jest adnotacja: „Przerywamy na jakiś czas druk powieści, bo autor udał się do wód”. I tu mamy Sienkiewicza, który przemierza Europę od jednej kuracji do drugiej. Ma bronchit, ma gwizdy i strzykanie w uszach, ma najróżniejsze problemy, które potrafią u niego urosnąć do niebywałych rozmiarów. Choroby wyimaginowane mniej czy bardziej stanowiły część jego życia.

A jakie najcenniejsze pamiątki po tak barwnej postaci przechowuje poznańskie muzeum?

Muzeum Henryka Sienkiewicza, co warto podkreślić, jest oddziałem Biblioteki Raczyńskich. Najcenniejsze nasze zbiory pochodzą z fundacji założyciela muzeum Ignacego Mosia. Są wśród nich listy Sienkiewicza, fotografie z epoki, dzieła sztuki przede wszystkim związane z osobą pisarza i jego twórczością. Teraz mamy piękną wystawę prezentującą autografy sławnych ludzi powiązanych z Sienkiewiczem, choćby Heleny Modrzejewskiej. Jednym z najcenniejszych nabytków dla muzeum był dar Barbary Piaseckiej Johnson, która wykupiła w Paryżu w pracowni rzeźbiarza Franciszka Ksawerego Blacka maskę pośmiertną, odlew dłoni, popiersie Sienkiewicza oraz medalion i kilka mniejszych rzeźb. Te wszystkie unikalne przedmioty i wiele innych znajduje się w naszym muzeum w kamieniczce na poznańskiej Starówce.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej