Heavymetalowa siła urologów

Koncert to większy stres niż trudna operacja, którą obserwuje 1,5 tys. osób – mówi Piotr Chłosta, znany lekarz.

Publikacja: 12.02.2017 21:30

Heavymetalowa siła urologów

Foto: materiały prasowe

Rz: Jakiej muzyki słucha się na sali operacyjnej?

Piotr Chłosta: Takiej, która nie przeszkadza. Skoczny pop jest tak samo dobry jak Vivaldi albo Wagner. Osobiście bardzo lubię uwerturę z „Tannhausera”, w której, jak mawiał Liszt, „latają talerze”.

Swoją muzykę zostawia an pewnie do samochodu. Ostre brzmienia EndoPower nie pasują mi do precyzyjnej chirurgii endoskopowej.

Niekoniecznie. Mimo że chirurgia urologiczna jest czysta i precyzyjna, a jeden z ojców współczesnej medycyny Galen nazwał nerkę eleganckim trzewiem, potrafiłbym operować przy naszych kawałkach czy przy AC/DC. Nie wiem jednak, jak inni. A najważniejsze jest, by muzyka na sali operacyjnej pasowała wszystkim – od chirurga po pielęgniarkę anestezjologiczną. Nie każdy musi lubić ostry rock, inspirowany m.in. moim ulubionym Judas Priest.

EndoPower dobrze się za to słucha na kongresach.

Na nich gramy najczęściej. Zresztą zadebiutowaliśmy na Kongresie Polskiego Towarzystwa Urologicznego w Jachrance. Środowisko urologów przyjęło nas z entuzjazmem. Nie miało wyjścia, bo to zamknięty teren. Były bisy.

Jak tak silne osobowości, jak chirurdzy, w dodatku profesorowie i szefowie klinik, dogadują się na scenie?

Wbrew pozorom bardzo dobrze. Urolodzy, a w szczególności endourolodzy, to wyjątkowo zgodni ludzie. Zdarzało nam się spotykać na sali operacyjnej i nie było niezgodności. Szybko ustalaliśmy, kto jest liderem, a kto asystuje, i tworzyliśmy zgrany zespół. Gorzej było na scenie. Od początku się uczymy, że operacja to praca zespołowa i zanim chirurg zostanie pierwszym operatorem, latami asystuje w zabiegach. Jako muzycy mamy mniejsze doświadczenie, wyniesione głównie ze szkoły muzycznej. Żaden z nas nie miał doświadczenia scenicznego i nie potrafiliśmy współpracować. Nie słyszeliśmy się nawzajem.

Jak udało się panom dostroić?

Uznaliśmy, że nie ma cudów i zatrudniliśmy profesjonalnego muzyka, multiinstrumentalistę, producenta muzycznego i pedagoga Wojtka Steca. On nauczył nas słuchać siebie nawzajem. Dołączył też perkusista Bartłomiej „Grabb” Gamracy. Ten profesjonalny nadzór bardzo się przydaje, bo również gusty mamy nieco rozbieżne. Ja lubię ostre brzmienie, prof. Tomasz Szydełko, który skończył szkołę muzyczną w klasie fortepianu, grywa bardziej lirycznie, w stylu Erica Claptona, a prof. Marcina Słojewskiego, jak ja absolwenta klasy skrzypiec, ciągnie w stronę jazzu. Ktoś musiał nas poskromić. Wojtkowi się to udało. Słuchamy go bezwarunkowo.

Ale tematycznie to on dostroił się do panów. Gra w chirurgicznym fartuchu, a zespół nazywa się EndoPower.

Dla niego i dla Bartka to raczej kostium sceniczny. Te fartuchy podkreślają misję naszej muzyki, którą dedykujemy urologii i naszym pacjentom. Bo, choć muzyka to najwspanialsza przygoda mojego życia i pewnie podobnie odbierają ją koledzy, najważniejsze pozostaje leczenie ludzi.

„Czy to pęcherz, czy prostata, zdrowym trzeba być na lata”. Profilaktyka w rytmie ostrego rocka?

A dlaczego nie? Zdrowe treści warto przemycać w utworach. Zresztą, medycyna wcale nie musi być oddalona od sztuki. Udowadnia to choćby organizowany przez nas jesienią w Krakowie Festiwal KultUro, który pomaga przełamywać tabu narosłe wokół chorób urologicznych.

Są panowie pewnie jedyną heavymetalową grupą urologów na świecie?

Ależ skąd. Na międzynarodowych kongresach urologicznych koncertują Amerykanie i Niemcy. W niemieckim Mannheimer Uroband gra prof. Jens Rassweiler otoczony grupą profesjonalnych muzyków. W USA najbardziej znana jest grupa autora „Urology” i „Atlas of Laparoscopic and Robotic Urologic Surgery” Louisa Kavoussi. My też występowaliśmy już przed międzynarodową publicznością.

Bez tremy?

Trema jest zawsze. Większe nerwy towarzyszą występowi przed gronem kilkuset urologów podczas kongresu niż skomplikowanej operacji live przed widownią 1500 urologów, którzy zadają pytania i komentują na żywo. Bez względu na trudność zabiegu, to nasz zawód, czynności, które wykonujemy całe życie, i stres, do którego mimo wszystko jesteśmy przyzwyczajeni. Sceny wciąż musimy się uczyć.

Kiedy znajdują panowie czas na próby?

To trudne, bo mieszkamy na przeciwległych końcach Polski – ja w Krakowie, prof. Szydełko we Wrocławiu, a prof. Słojewski w Szczecinie. W dodatku jeździmy na kursy i kongresy, egzaminujemy i uczymy, ale udaje nam się wygospodarować jeden weekend w miesiącu na próby w Warszawie, u Wojtka Steca. Nasze rodziny jakoś to znoszą, choć nie bez zdumienia. Kiedy zakładaliśmy zespół, nasze żony myślały, że to fanaberia chłopców po czterdziestce. Teraz pomagają pisać teksty.

CV

Prof. Piotr Chłosta, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, kierownik Katedry i Kliniki Urologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Absolwent wrocławskiej Szkoły Muzycznej im. G. Bacewicz w klasie skrzypiec i Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Współautor pierwszego w Polsce „Atlasu laparoskopii urologicznej”.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej