Pośmiejmy się z siebie

O wydarzeniach sezonu mówi Bartosz Zaczykiewicz, wicedyrektor ds. artystycznych Teatru im. Horzycy w Toruniu.

Publikacja: 25.01.2017 00:30

Pośmiejmy się z siebie

Foto: materiały prasowe

Rz: Jakich premier możemy się spodziewać w tym roku?

Bartosz Zaczykiewicz: Niedawno zaczęliśmy próby „Poskromienia złośnicy” w reżyserii Justyny Celedy z gościnnym udziałem Michała Żurawskiego. Mamy nadzieję, że komediowy żywioł zawarty w tym tekście pozwoli wnikliwie przyjrzeć się współczesnej konstrukcji ról społecznych i będziemy mogli pośmiać się z siebie w dość nieoczekiwany sposób. Dzisiejszym relacjom społecznym w nieco innej skali, tym razem poprzez humor o wiele bardziej gorzkim smaku, przygląda się również Gérald Sibleyras, którego „Napis” wystawi wiosną Paweł Paszta. Natomiast na koniec sezonu chcemy przypomnieć tekst Bernarda-Marie Koltesa, autora nieoczekiwanie powracającego na polskie sceny. Jego „Roberto Zucco”, co stwierdzam z pewnym smutkiem, dziś wydaje się tekstem bardziej aktualnym niż w chwili powstania, choć zapewne alienacja, tłamszone frustracje wywołujące skrajną przemoc, zakłamanie i fałsz w przestrzeni publicznej będą nam zawsze towarzyszyć w naszej nowoczesnej rzeczywistości, jako jej atrybuty. Bardzo się cieszę, że dramat ten wystawi w „Horzycy” Lena Frankiewicz.

Która z powodzeniem wystawiła ostatnio prapremierowego „Komedę” w koprodukcji warszawskiego Teatru IMKA oraz Teatru Nowego w Łodzi. A co do tej pory zwróciło uwagę widzów?

Niezwykle interesującym przedsięwzięciem jest praca Katarzyny Kalwat i Marty Sokołowskiej, reżyserki i autorki. Ich grudniowa premiera „Reykjavík ’74” jest oparta na autentycznych zdarzeniach, które miały miejsce w Islandii i od ponad czterdziestu lat są żywo komentowane w Skandynawii. Wciąż nie ustają próby kolejnego wznowienia procesu sądowego, w którym skazano ludzi za podwójne morderstwo. Sęk w tym, że nie ma nawet pewności, czy zabójstwa w ogóle miały miejsce, bo nigdy nie znaleziono ciał domniemanych ofiar. W przedstawieniu aktorzy próbują m.in. odkryć mechanizm ludzkiej psychiki, prowadzący nie tylko do tego, że „winni” przyznali się do „winy”, ale także do tego, że z czasem zaczęli podawać szczegóły zbrodni, z którą, najprawdopodobniej, nie mieli nic wspólnego. Powstał niezwykły spektakl, który wymyka się elementarnemu opisowi i próbie przyporządkowania. Myślę też, że mamy do czynienia z niesamowitą obecnością oraz istnieniem aktorów w przestrzeni dramatu. Kasia Kalwat wciąga wykonawców i odbiorców w nieznane albo niezwykle rzadko odwiedzane obszary twórczości artystycznej. To kompletnie osobne poszukiwania twórcze.

A coś dla młodych widzów?

Dużo satysfakcji i radości przyniosło nam również przedstawienie, które w mojej reżyserii przygotowaliśmy właśnie dla najmłodszych widzów. Sądząc z reakcji tej najbardziej wymagającej dla każdego teatru publiczności, ale także z treści recenzji prasowych, inscenizując zapomniane „Dwanaście miesięcy” Samuela Marszaka, odnieśliśmy prawdziwy sukces. Okazało się, że to pysznie działa. W skali, powiedziałbym, prawie eksperymentalnej użyliśmy estetyki i narracji teatru, który sam pamiętam z dzieciństwa.

„Nieskończona historia” to spektakl, który otrzymał II Nagrodę w 22. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Wyróżnienie otrzymał także zespół aktorski oraz reżyserka spektaklu Małgorzata Warsicka. Czy konsekwencją tego było zaproszenie Katarzyny Kalwat, która odniosła wcześniej sukces „Holzwege” w TR Warszawa?

Nie, z Kasią Kalwat byliśmy od dawna umówieni na współpracę. Zresztą szczerze się uśmialiśmy, gdy w czerwcu ubiegłego roku Gosia Warsicka i Kasia Kalwat, jedna po drugiej, odbierały laury w Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. „Holzwege” dostało I nagrodę, zaś „Nieskończona historia” II nagrodę. Wyszło na to, że reżyserki pracujące w toruńskim teatrze, sezon po sezonie, stanęły na podium obok siebie.

Projekt „Reykjavík ’74” był rozwijany w ramach rezydencji artystycznej i festiwalu Sopot Non-Fiction 2016. Czy w tym roku toruński teatr będzie brał w nim udział?

Sopocki minifestiwal i rezydencja to bardzo inspirujące i bezpretensjonalne wydarzenie artystyczne. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze okazję wziąć w nim udział, ale na razie nie mamy skrystalizowanego kolejnego projektu dokumentalnego. W najbliższej edycji może uda nam się wziąć udział tylko z pokazem „Reykjavíku”.

W tym roku „Kontaktu” nie będzie. Czy wiadomo już, czego możemy się spodziewać w 2018 roku?

Niestety, od prawie dwóch lat Teatr im. Horzycy tkwi w swoistym impasie: samorząd województwa unieważnił konkurs na dyrektora, wygrany przez Romualda Wiczę-Pokojskiego wiosną 2015 r. Sąd pierwszej instancji uznał to za złamanie prawa. Obecnie sprawa jest w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, a teatr pozostaje formalnie bez dyrektora naczelnego i planowanie pracy odbywa się z roku na rok. W podstawowej działalności dajemy jakoś radę, a mimo braku stabilizacji odnosimy nawet sukcesy. Ale organizacja międzynarodowego festiwalu teatralnego, takiego jak toruński Kontakt, jest zdecydowanie utrudniona przez brak jasnej perspektywy, co najmniej dwu-, trzyletniej. Zarówno teatry, jak i autorzy spektakli przyjeżdżają na festiwale, zapraszani nie przez dowolną instytucję, lecz taką, którą reprezentują konkretni ludzie. Oczywiście, myślimy o kolejnej edycji, ale obecna sytuacja najbardziej uderza właśnie w Festiwal Kontakt. Kierowany przez p.o. dyrektora Andrzeja Churskiego Kontakt w 2016 roku był co prawda udany, lecz mamy świadomość, że możliwości są większe.

Rz: Jakich premier możemy się spodziewać w tym roku?

Bartosz Zaczykiewicz: Niedawno zaczęliśmy próby „Poskromienia złośnicy” w reżyserii Justyny Celedy z gościnnym udziałem Michała Żurawskiego. Mamy nadzieję, że komediowy żywioł zawarty w tym tekście pozwoli wnikliwie przyjrzeć się współczesnej konstrukcji ról społecznych i będziemy mogli pośmiać się z siebie w dość nieoczekiwany sposób. Dzisiejszym relacjom społecznym w nieco innej skali, tym razem poprzez humor o wiele bardziej gorzkim smaku, przygląda się również Gérald Sibleyras, którego „Napis” wystawi wiosną Paweł Paszta. Natomiast na koniec sezonu chcemy przypomnieć tekst Bernarda-Marie Koltesa, autora nieoczekiwanie powracającego na polskie sceny. Jego „Roberto Zucco”, co stwierdzam z pewnym smutkiem, dziś wydaje się tekstem bardziej aktualnym niż w chwili powstania, choć zapewne alienacja, tłamszone frustracje wywołujące skrajną przemoc, zakłamanie i fałsz w przestrzeni publicznej będą nam zawsze towarzyszyć w naszej nowoczesnej rzeczywistości, jako jej atrybuty. Bardzo się cieszę, że dramat ten wystawi w „Horzycy” Lena Frankiewicz.

Pozostało 80% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej