Pasjonaci tworzą własne muzea

Muzeum szachów, starych aparatów fotograficznych, rowerów czy nożyczek. To miejsca stworzone z pasji kolekcjonerów z Lubelszczyzny.

Publikacja: 17.11.2016 22:00

Adam Gąsianowski zebrał w swoim muzeum ok. tysiąca aparatów i kilka tysięcy fotografii.

Adam Gąsianowski zebrał w swoim muzeum ok. tysiąca aparatów i kilka tysięcy fotografii.

Foto: materiały prasowe

Adam Gąsianowski z Zamościa śmieje się, że fotografią zainteresował się w wieku 7 lat, kiedy porwał zdjęcie dziadka. Potem skończył szkolę czeladniczą w zawodzie fotografa, prowadził własny zakład, pracował na etacie fotoreportera w miejscowym tygodniku, aż potem znowu poszedł na własne. Cały czas zbierał jednocześnie stare fotografie oraz aparaty.

– Jako mój osobisty sprzeciw wobec fotografii cyfrowej – mówi Adam Gąsianowski.

Dziś jego Muzeum Fotografii zlokalizowane przy Rynku Wielkim w Zamościu eksponatami wypełnione jest szczelnie od podłogi aż po sufit. Zgromadził około 6 tys. starych fotografii, najstarsze z połowy XIX wieku. W zbiorach ma ferrotypy, czyli odbitki wykonane na stalowych blaszkach oraz liczącą ok. 4 tys. egzemplarzy kolekcję szklanych negatywów. Do tego około tysiąca aparatów fotograficznych. Najstarsze, mieszkowe z tzw. harmonijką liczą już ponad sto lat. W jego muzeum można oglądać też aparaty szpiegowskie, lotnicze montowane w podłogach samolotów, drewniane aparaty studyjne i ukryte w puszce coca-coli. A także licznie zgromadzony stary osprzęt fotograficzny: koreksy, powiększalniki, lampy, oliwiarki, kolekcje żarówek czy pudełka po negatywach. Gąsianowski zrekonstruował też fotoplastykon kolumnowy z 58 zdjęciami stereoskopowymi, które ogląda się przez oryginalny okular z 1895 roku. To jedyny taki fotoplastykon w regionie i okazja, aby zobaczyć jak spędzali czas nasi przodkowie zanim wymyślono kino.

– Szczególnie cieszy, że odwiedza mnie coraz więcej turystów także z zagranicy, którzy pocztą pantoflową dowiadują się, że w Zamościu istnieje takie miejsce jak moje – mówi Adam Gąsianowski.

Turyści przyjeżdżają, wyjeżdżają i – wiedząc o pasji Gąsianowskiego – wysyłają mu potem kurierem eksponaty, które zalegają u nich w domach.

Szachy sandałowe

Z pasji do gry w szachy powstało w Zamościu także muzeum szachów. Jego twórca, Andrzej Czochra, jest szachistą, sędzią i instruktorem szachowym. Przez lata zbierał komplety szachowe, aby zachęcić dzieci do nauki. Aż jego kolekcja stała się tak duża, że przestała się mieścić w pokoju. Z drugiej strony, było coraz więcej osób, które chciały ją zobaczyć, dotknąć niezwykłych zestawów i nimi zagrać. W 2014 roku, kiedy jego żona Magdalena straciła pracę jako nauczycielka w szkole, postanowiła skorzystać z dotacji, jaką dla odchodzących z zawodu nauczycieli przygotował miejscowy urząd pracy.

– Uznaliśmy, że 40 tys. zł dotacji przeznaczymy na założenie muzeum szachów. Powiatowy urząd pracy bał się jednak nazwy muzeum, dlatego naszą działalność musieliśmy uruchomić pod nazwą Zamojskie Centrum Wystawiennicze. Wśród turystów jesteśmy jednak znani, jako Muzeum Szachów lub Szachy Świata – mówi Magdalena Proć-Czochra, żona pan Andrzeja.

Placówka mieści się w budynku kina Stylowy w Zamościu. Kolekcja przekroczyła 250 kompletów szachowych pochodzących z całego świat, zestawów dla dzieci, dorosłych i tylko dorosłych. Można zobaczyć szachy wykonane z gliny, metalowych śrubek, kamienia mydlanego, lawy wulkanicznej, drzewa sandałowego, poroże jelenia, sierści lamy lub czekolady. Sporo zestawów pochodzi z lat 20 i 30. ubiegłego wieku. Chętni mogą rozegrać eksponatami kolekcjonerskimi partyjkę.

– Odwiedzają nas nie tylko pasjonaci szachów, ale także turyści, którzy szukają czegoś nowego niż zabytki Zamościa. Mówią, że wybrali nas, bo jesteśmy unikalni. To przyjemy kawałek chleba, ale nie da się z niego wyżyć – mówi pani Magdalena.

Zamojska kolekcja szachów wpisana jest od lutego 2012 r. do Polskiej Księgi Rekordów i Osobliwości, jako największa i jedyna w Polsce. Liczy ponad 800 eksponatów, także znaczków pocztowych, kart, wszystkiego, co związane z szachami.

Skaczący rower

Na brak turystów nie narzeka też Józef Majewski, który w swoim gospodarstwie, w niewielkiej wiosce Gołąb pod Puławami stworzył Muzeum Niezwykłych Rowerów. Majewski, emerytowany już nauczyciel technologii i maszynoznawstwa, z pasją opowiada o początkach bicyklów, pokazuje ilustracje i grafiki, a przede wszystkim dziwne rowery, z których gros wykonał własnoręcznie. Można zobaczyć rowery z napędem na przednie koła, rowery poziome, z dwoma skrętnymi kołami, wprawiane w ruch wertykalny przez jadącego człowieka, przeróżne tandemy. Są rowery, których kierownica skręca w przeciwną stronę niż ruch jazdy, a także rowery galopujące i skaczące.

Zbiory Józefa Majewskiego grały w filmach, zdobywały nagrody w różnego rodzaju konkursach, pokazywane były w Muzeum Techniki w Warszawie, wzmiankowane w kilku księgach. W 2008 roku jego muzeum zostało wyróżnione przez Marszałka Województwa Lubelskiego tytułem „Perełki Lubelszczyzny”.

Nożyczki w herbie

Joanna Puchacz, dyrektor biblioteki w Tarnogrodzie znajdującej sie w zabytkowej synagodze, przyznaje, że inicjując w 2012 r. zbiórkę nożyczek nie przypuszczała, że wystawa przerodzi sie w coś większego. – Zaczęłam zbierać nożyczki, bo w herbie naszego miasta jest gryf trzymający nożyce – mówi Joanna Puchacz.

Zbiorów zaczęło przybywać. Oprócz różnego rodzaju nożyczek technicznych, fryzjerskich i chirurgicznych pojawiły sie nożyce do jajek, winogron, akwarium, bonsai, obcinania guzików, wycinania dziurek, do pazurów kocich czy skracania knotów. Niedawno jeden z lekarzy, który odwiedził muzeum, przekazał do zbiorów nożyczki do langusty wykonane z masy perłowej.

– Otrzymaliśmy właśnie przesyłkę od starszej pani z Niemiec spokrewnionej ze znanym podróżnikiem i odkrywcą Pawłem Edmundem Strzeleckim. To komplet pozłacanych nożyczek. Pani napisała, że był w rodzinie od pokoleń i teraz będąc u kresu życia, chce je przekazać naszemu muzeum. To właśnie dary od prywatnych osób zasilają nasze zbiory – przyznaje Joanna Puchacz.

Adam Gąsianowski z Zamościa śmieje się, że fotografią zainteresował się w wieku 7 lat, kiedy porwał zdjęcie dziadka. Potem skończył szkolę czeladniczą w zawodzie fotografa, prowadził własny zakład, pracował na etacie fotoreportera w miejscowym tygodniku, aż potem znowu poszedł na własne. Cały czas zbierał jednocześnie stare fotografie oraz aparaty.

– Jako mój osobisty sprzeciw wobec fotografii cyfrowej – mówi Adam Gąsianowski.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych