Suknia Anny Jantar i rękopis Stachury

Opolskie Muzeum Polskiej Piosenki zaprasza fanów młodych i dorosłych, z miasta i całego kraju.

Publikacja: 25.10.2016 12:00

Fortepian marki Ed Seiler, na którym grano podczas pierwszych edycji festiwalu w Opolu

Fortepian marki Ed Seiler, na którym grano podczas pierwszych edycji festiwalu w Opolu

Foto: Muzeum Polskiej Piosenki

Stworzone przez władze miasta muzeum zlokalizowane w opolskim amfiteatrze pokazuje historię polskiej piosenki w nowoczesny, multimedialny sposób, nie zapominając o eksponatach – takich jak gramofony, płyty, instrumenty, kostiumy, rękopisy i plakaty.

Wyjątkowa jest formuła działania muzeum, która zakłada ekspozycję w żywym planie, ale także udostępnia nagrania, filmy oraz wirtualne instalacje.

Historia przez soczewki

– Naszym wyróżnikiem i atutem jest bardzo bogaty katalog piosenek – mówi dyrektor Jarosław Wasik.

Pomysł na pokazanie polskiej piosenki, Danuta Słomczyńska, projektantka, która wygrała konkurs, rozpisała na dwie ściany ekspozycyjne.

– Miała być ściana muzyczna, a za nią historyczna – mówi dyrektor opolskiego muzeum. – Na etapie konsultacji sprowadziliśmy projekt do jednej ściany, na której pomieściliśmy muzykę i historię. Muzyka jest dostępna na dużych ekranach dotykowych, zaś historia poprzez rodzaj soczewek, które służą do podglądania wybranych tematów jak w kalejdoskopie. Z myślą o tym, przygotowaliśmy minutowe filmiki przyblżające tło historyczne poszczególnych dekad z wydarzeniami z naszej przeszłości. Na ekranach wyświetlają się foldery tematyczne. Zaczynamy od kabaretów międzywojennych, a kończymy na współczesności i muzyce elektronicznej.

Zwiedzający mogą na przykład stanąć przed ekranem zatytułowanym „Śpiewające dziewczęta” odwołującym się do lat 60. Po kliknięciu pokażą się poszczególne foldery dotyczące takich zespołów i artystów jak Alibabki, Filipinki, Karin Staniek czy Helena Majdaniec.

Foldery te połączone są z nagraniami koncertowymi lub wideoklipami, do których pozyskano osobne licencje. To było zresztą najtrudniejsze, najbardziej pracochłonne zadanie, związane głównie z prawami pokrewnymi, wprowadzonymi ustawą z początku lat 90. A przecież muzeum interesowały przede wszystkim materiały archiwalne. Wśród partnerów, od których pozyskało nagrania są Telewizja Polska, Polskie Radio, Filmoteka Narodowa, Studio Filmowe Kadr, Polsat, a także firmy fonograficzne, które przekazały teledyski ze swoich zasobów.

Bogaty katalog

Pełny czas oglądania materiałów wideo wynosi 45 godzin.

– Bałem się, że materiału jest za mało – mówi dyrektor Wasik. – Natomiast teraz zwiedzający opuszczając wystawę mówią, że całości propozycji nie da się ogarnąć podczas jednej wizyty. Ale należy pamiętać, że wystawa jest stworzona z myślą o odbiorcach o różnych gustach, którzy mają konkretne zainteresowania i nimi się kierują przy wyborze materiałów.

Niezwykle istotne jest to, że każdy, kto przychodzi do muzeum, dostaje audioprzewodnik ze słuchawkami. Pełni on jednak inną funkcję niż w typowych muzeach. Tam materiał odsłuchiwany z audioprzewodnika komentuje sferę wizualną, uzupełnia ją. Tymczasem w Muzeum Polskiej Piosenki jest łącznikiem z wystawą. Łączy się z urządzeniami ukrytymi w ścianach, co sprawia, że zwiedzający w sposób atomatyczny mają transmitowany dźwięk do swoich słuchawek. Z bogatego katalogu mogą wybrać to, co interesuje ich z twórczości danego artysty: teledyski, fotografie, wywiady, nagrania dźwiękowe.

W znamienitej większości opolska wystawa jest interaktywna. Jeżeli jeden widz słucha właśnie twórczości Wojciecha Młynarskiego, kolejny, znajdujący się w zasięgu, w swoich słuchawkach także usłyszy Młynarskiego. Nikt nikomu nie będzie przeszkadzał.

Muzeum proponuje zwiedzającym konkretną ścieżki.

– Ale każdy może się kierować własnymi upodobaniami. Można zacząć zwiedzenia na przykład od lat 80. – zauważa Jarosław Wasik. – Cieszymy się, gdy ludzie dotykają ekspozycji, klikają, tańczą i śpiewają. Wręcz do tego namawiamy, ponieważ tylko w ten sposób można otworzyć szuflady, w których są schowane eksponaty. Każdy decyduje sam, którą szufladę otwiera i co chce w niej zobaczyć.

Motylem jestem

Dużą popularnością cieszą się zwłaszcza dwa interaktywne miejsca.

– To są budki nagraniowe – mówi dyrektor. – Proponujemy w nich dwieście półplaybacków. Każda z budek stanowi rodzaj kameralnego studia nagraniowego. Można wybrać, na przykład, kategorię piosenek serialowych, wysłuchać oryginalnej wersji, wybrać efekt przetwarzający głos – na przykład pogłos, po czym samemu zaśpiewać do wyświetlającego się tekstu i zrealizować nagranie. A potem wysłać je mailem pod wskazany adres i mieć świetną pamiątkę, która jest wspomnieniem spędzonego u nas czasu.

Drugim miejscem jest sala z kostiumami gwiazd. Jest tam m.in. suknia Anny Jantar, w której występowała na festiwalu w Opolu, a teraz podarowana przez Natalię Kukulską, a także sukienki Haliny Frąckowiak z teledysku „Papierowy księżyc” i Ireny Jarockiej z filmu „Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka”. Swój słynny garnitur znany z okładki pierwszej płyty podarowała Izabela Trojanowska. Można podziwiać kostiumy Alibabek, Majki Jeżowskiej, a także kapelusz Bogusława Meca czy okulary Muńka Staszczyka.

– Kostiumy znajdują się w mobilnej szafie, ale w sali są też lustra, które umożliwiają wirtualne założenie kostiumu wybranej gwiazdy, sfotograwanie się i wysłanie zdjęcia mailem – mówi dyrektor Wasik. – Mamy więcej kostiumów damskich, dlatego zwiedzający mężczyźni najchętniej wybierają frak Piotra Rubika. Każdy przez chwilę może poczuć się gwiazdą.

W muzeum znajduje się także wydzielony fragment ekspozycji poświęcony dźwiękowi, jego historii i formom zapisu.

– Pokazujemy patefon, radioodbiornik – detefon, ale także discman, bo przecież to też jest historia muzyki dla młodego pokolenia – mówi dyrektor Wasik. – Pokazujemy też oryginalne okładki płyt winylowych z autografami gwiazd, mamy plakaty koncertowe i festiwalowe, zarówno oryginały jak i w formie elektronicznej, bo żeby pokazać wszystko co mamy, musielibyśmy chyba dysponować trzema piętrami. Trudno się dziwić – przedstawiamy przecież sto lat polskiej piosenki.

Pałki TSA

Bogate są także zbiory instrumentów – to m.in. słynny fortepian Ed Seiler z 1919 roku przekazany przez Towarzystwo Przyjaciół Opola, który widzowie mogą pamiętać z pierwszych opolskich festiwali, pianino Jerzego Petersburskiego, harmoszka Czerwonych Gitar, gitara Jacka Skubikowskiego i pałki Marka Kapłona, perkusisty opolskiego TSA.

Atrakcją są rękopisy największych przebojów – „Jezu, jak się cieszę” Lecha Janerki, „Piosenki księżycowej” Anity Lipnickiej, „Korowodu” Leszka A. Moczulskiego i „Tego waszego świata” Krzysztofa Jaryczewskiego. Muzeum proponuje też po trzy programy edukacyjne dla pięciu grup wiekowych– od przedszkolaków do licealistów.

– Mamy już duży oddźwięk, zauważamy też, że najbardziej lubią nas dzieciaki i seniorzy – mówi dyrektor Wasik. –Ci drudzy na początku obawiają się elektronicznych urządzeń, ale potem świetnie sobie radzą i są zadowoleni. Zapraszamy, oczywiście, wszystkich, bo nasze muzeum to również znakomity powód do wizyty w Opolu.

Stworzone przez władze miasta muzeum zlokalizowane w opolskim amfiteatrze pokazuje historię polskiej piosenki w nowoczesny, multimedialny sposób, nie zapominając o eksponatach – takich jak gramofony, płyty, instrumenty, kostiumy, rękopisy i plakaty.

Wyjątkowa jest formuła działania muzeum, która zakłada ekspozycję w żywym planie, ale także udostępnia nagrania, filmy oraz wirtualne instalacje.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych