Powrót króla syntezatorów

Jean-Michel Jarre powrócił po sześciu latach na trasę koncertową i wystąpi 6 listopada w katowickim Spodku z nową płytą „Electronica”.

Publikacja: 11.10.2016 23:00

Jean-Michel Jarre: – Na początku mojej kariery podpisałem cyrograf, ale pewnego dnia przyjdzie mi za

Jean-Michel Jarre: – Na początku mojej kariery podpisałem cyrograf, ale pewnego dnia przyjdzie mi zapłacić za młodzieńczą wenę.

Foto: materiały prasowe

„Faust w literaturze i muzyce Goethego oraz Berlioza” tak brzmiał tytuł pracy magisterskiej francuskiego artysty. Kiedy patrzy się na niego, rocznik 1948, można pomyśleć, że młodzieńczy wygląd oraz aktywność muszą się łączyć się z podpisaniem cyrografu.

– Na początku mojej kariery podpisałem cyrograf, ale pewnego dnia przyjdzie mi zapłacić za młodzieńczą wenę – żartował Jarre w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, tuż przed premierą najnowszego albumu. – A mówiąc serio: mój nowy album nie bez powodu nazywa się „Electronica: Maszyna czasu”. Konserwuje mnie muzyka.

Hołd dla mistrza

Artysta zaczął myśleć o nowej płycie po spotkaniu ze słynnym amerykańskim reżyserem Davidem Lynchem.

– Album jest owocem pomysłu na moje spotkanie z tymi artystami, których cenię za to, że mając wpływ na rozwój muzyki elektronicznej, byli inspiracją również dla mnie powiedział skromnie. – Wśród nich ważne miejsce zajmuje David Lynch, który oprócz tego, że reżyseruje jest muzykiem. Jeśli przypomnimy sobie jego filmy „Twin Peaks”, „Zagubiona autostrada”, zdamy sobie sprawę, że każdy z nich jest perfekcyjnym soundtrackiem. Nastrój jego thrillerów kreuje nie obraz, lecz dźwięk właśnie. Na początku „Blue Velvet” kamera wjeżdża do ucha. Dla mnie jest to matafora muzyki organicznej, jedynej która ma dla mnie sens. Człowiek jest muzyką i świat jest muzyką.

Jakby Jarre nie był skromny, fakt że zgromadził w studio wielu ważnych twórców muzyki elektronicznej, którzy szli jego drogą sprawia, że album jest hołdem dla twórcy „Oxygen”. Na pierwszej płycie grają Air, Armin van Buuren, Moby, Vince Clark, ale i Laurie Anderson czy Pete Townshead, zaś album „Electronica 2″ uświetnili Pet Shop Boys, Peaches, Yello, The Orb. – Lista zaproszonych gości była wynikiem mojej fantazji na temat „co możemy zrobić razem podczas osobistego spotkania i grania?” opowiadał. – Ten album nie zawiera tak zwanych „featuringów”, które polegają na tym, że można mieć każdego na płycie, nie widząc się w studio, nie rozmawiając, a jedynie porozumiewając się przez menedżerów, Internet i komputery. Tworzę muzykę elektroniczną, ale, jak powiedziałem, organiczną. Najważniejsze jest spotkanie ludzi. Dlatego spotkałem się z każdym z moich współpracowników. Różne to były spotkania. Krótsze i kilkudniowe, ale zawsze mieliśmy okazję się poznać i zaprzyjaźnić.

Finał albumu stanowi duet z chińskim pianistą Lang Langiem.

– Czasami mi też zdarza się grać na fortepianie – mówi Jarre. To dzieje się wtedy, kiedy mam bezkrytyczne chwile. Ale błagam, proszę mnie nie porównywać z wirtouzem, jakim jest Lang Lang. On funkcjonuje na innej muzycznej planecie. W spotkaniu z nim najważniejsze było dla mnie marzenie powrotu do moich muzycznych korzeni, do dzieciństwa, kiedy sam ćwiczyłem na fortepianie, często buntując się przeciwko temu. W przypadku tej kompozycji naprawdę można mówić o maszynie czasu, bo przeniosłem się do przeszłości. Muzyka to umożliwia. Ale zależało mi też na zasypanie podziałów między klasyką i elektroniką. Elektronika nie istnieje bez klasycznych korzeni.

Ci, którzy znajdą się na koncercie Jarre’a będą mieli okazje posłuchać najstarszych kompozycji francuskiego kompozytora, granych na pierwszej generacji instrumentów elektronicznych, jakie muzyk używał na początku kariery, a które obecnie wracają do łask, co słychać na płytach m. in. Daft Pank. – Te instrumenty stają się legendą naszej muzyki przyznaje Jarre. – To bardzo ważne dla naszej tożsamości. To są nasze elektroniczne stradivariusy, dzięki którym czujemy się lepiej na tle jazzmanów, bluesmanów, rockmanów. My też mamy już swoją prehistorię. Niezbyt odległą, ale jednak.

Ziemia jako czaszka

Jean Michel Jarre nie schodzi z list przebojów od czasu wydania przełomowego albumu „Oxygene” 1976 r. Płytę kupiło ponad 18 mln nabywców. Powiedział o niej:

– Chciałem wyrazić atmosferę końca lat 70. Wcale nie planowałem czegoś w rodzaju muzycznego science fiction chciałem opisać naszą ziemską rzeczywistość. Stąd wziął się projekt okładki przedstawiający glob, który staje się trupią czaszką. W drugiej połowie lat 70. ludzkość była zafascynowana podbojem kosmosu, którego dokonywali Rosjanie i Amerykanie. Ale towarzyszyła mu obawa wyrażana w literaturze i kinie science fiction, np. w „Odysei kosmicznej 2001″ Stanleya Kubricka przed buntem robotów i opanowaniem świata przez tajemnicze, sztuczne inteligencje. Pamiętam dziwne pomieszanie uczuć marzeń i lęku. Strachu związanego również z coraz poważniejszym problemem zanieczyszczania naszej planety. Dlatego nadałem płycie tytuł „Tlen”. Nie spodobał się rodzinie ani przyjaciołom; uważali, że jest nazbyt chemiczny i za mało romantyczny. Ale obstawałem przy swoim. Podświadomie czułem, że zaczynamy się dusić, że zaczyna nam brakować tlenu. To wtedy zaczęły się rodzić ruchy ekologiczne. Dziś wiemy, że nie roboty i nowe technologie są naszym największym zagrożeniem, lecz my sami. Dlatego surrealistyczna okładka zaprojektowana przez Michaela Grangera jest obecnie jeszcze bardziej aktualna niż 30 lat temu.

Kolosalny sukces odniosły również następne płyty: „Equinoxe”, „Magnetic Fields”, „Zoolook”, „Rendez- Vous” czy „Waiting For Cousteau”. Artysta kilkakrotnie ustanawiał rekordy Guinnessa pod względem liczby zgromadzonych fanów. W 1997 r. , moskiewski występ Jarre’a zgromadził 3,5 mln ludzi. Uwielbia wykorzystywać jako naturalną scenografię koncertów architekturę miast. W 1979 r. na występ zorganizowany w dniu narodowego święta na paryskim Plac Concorde przybyło około miliona słuchaczy. W 1986 r. w Houston, w siedzibie NASA na część lotów kosmicznych zagrał dla blisko 1,5 miliona widzów suitę „Rendez-Vous”. 800-tysięczną publiczność miał też koncert w Lyonie dedykowany Janowi Pawłowi II. Do największych plenerowych widowisk zaliczają się również koncerty w londyńskim dokach (1988) i uświetniający dwóchsetlecie wybuchu rewolucji (1990) francuskiej występ w nowoczesnej dzielnicy Paryża La Defence, którego widownia przekroczyła 2 mln widzów, co odnotowała „Księga rekordów Guinnessa”. A w 2005 r. dał niezapomniany i wydany na płycie koncert „Przestrzeń wolności” na terenie Stoczni Gdańskiej dla upamiętnienia 25-tej rocznicy powstania Solidarności.

Klasyk współczesności

Co ciekawe, chociaż jest uważany za ojca „muzyki elektronicznej” nie lubi tego terminu.

Brzmi dla mnie jak synonim muzycznego getta powiedział. Moim zdaniem nie można mówić o muzyce elektronicznej, bo jej nie ma. Jest tylko muzyka wykonywana na instrumentach elektronicznych. Muzyka, która z ducha byłaby elektroniczna, byłaby zagrożeniem dla człowieczeństwa. Nie ma mowy by interesowało mnie coś podobnego. Kiedy głębiej zastanowię się nad swoimi kompozycjami, chcę określić ich istotę, umieścić w historii wtedy dochodzę do wniosku, że japońscy i chińscy muzycy, którzy komponowali przed dwoma tysiącami latami, wyrażali podobne uczucia i emocje jak ja. Mimo upływu czasu nic się pod tym względem nie zmieniło. Poza instrumentami. Kiedyś komponowano na flet, bębny ja komponuję na syntezatory i urządzenia komputerowe.

Jean-Michele Jarre podkreśla, że wybór syntezatorów wiąże się ze świadomym odejściem od klasycznego instrumentarium.

Nie mogłem stworzyć wyraziście indywidualnego stylu grając na skrzypcach, pianinie, trąbce mówił. – Kiedy zaczynałem komponować swoją muzykę te instrumenty miały już swoich mistrzów, wiekową tradycję, którą trudno zlekceważyć. A i przezwyciężyć trudno. Syntezatory dawały możliwość stworzenia własnego stylu. Dzięki nim mogłem spełnić swoje marzenia. Chcę podkreślić, że nie interesuje mnie brzmienie syntezatora, który naśladuje skrzypce. Gram na syntezatorach, ponieważ chcę stworzyć inne muzyczne wrażenie, którego na skrzypcach czy fortepianie osiągnąć się nie da. Bardzo często w nagraniach Jean-Michela Jarre’a miesza się współczesność, nowoczesność instrumentarium i aranżacji z tradycyjnymi motywami. Eksperymentem, który tego dowodzi jest wydany w 1984 r album „Zoolook”, w którego nagraniu wzięli udział Laurie Anderson, Adrian Belew i Marcus Miller. Jego tworzywem były wprowadzone do pamięci syntezatora słowa kilkudziesięciu języków z wszystkich części świata. Takie były korzenie modnej obecnie muzyki etnicznej.

– Przy okazji pracy nad wideoclipem do albumu „Zoolook” przydarzyła się mi się taka historia – opowiada Jarre. – Pracowałem z komputerowym wideo, sprzętem bardzo skomplikowanym pod względem technicznym, a rejestrowałem archaiczne dźwięki australijskich Aborygenów. Właściwie nie dźwięki, nie muzykę, ale ich język. Idea była taka, żeby skonfrontować prehistoryczną kulturę z supernowoczesną technologią zapisu. Miałem pomysł wspólnego muzykowania w kolebce Aborygenów, w jednym z najciekawszych miejsc na świecie.

Drugą młodość przyniosła Jean Michele Jarrowi muzyka techno. Uważany jest ze jej ojca chrzestnego.

– Byłem szczerze rozbawiony, gdy usłyszałem o tym przyznał. – Teraz mam stały kontakt z twórcami techno. Tak powstała „Electronica”, której fragmenty będzie w można usłyszeć w Spodku.

„Faust w literaturze i muzyce Goethego oraz Berlioza” tak brzmiał tytuł pracy magisterskiej francuskiego artysty. Kiedy patrzy się na niego, rocznik 1948, można pomyśleć, że młodzieńczy wygląd oraz aktywność muszą się łączyć się z podpisaniem cyrografu.

– Na początku mojej kariery podpisałem cyrograf, ale pewnego dnia przyjdzie mi zapłacić za młodzieńczą wenę – żartował Jarre w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, tuż przed premierą najnowszego albumu. – A mówiąc serio: mój nowy album nie bez powodu nazywa się „Electronica: Maszyna czasu”. Konserwuje mnie muzyka.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych