Nie dla lampartów Putina!

Radny Michał Grześ, zresztą wiceprzewodniczący Rady Miasta Poznania, więc persona w stolicy Wielkopolski znaczna, zaprotestował niedawno przeciwko włączeniu się poznańskiego ZOO w program ochrony lampartów perskich. Radnemu z PiS nie spodobało się, że ten program został wymyślony i jest forsowany przez ludzi z otoczenia Władimira Putina.

Publikacja: 02.10.2016 22:00

Piotr Gajdziński

Piotr Gajdziński

Foto: materiały prasowe

Radnego obśmiano, a jego protest zlekceważono. Niesłusznie. Nie jest wykluczone, że radny Grześ obawia się, iż zainstalowanie w Poznaniu putinowskich lampartów grozi zaszczepieniem w Polsce putinowskiego systemu władzy. Wirus tzw. silnego przywództwa może być niebezpieczny tym bardziej, że ma tu sprzyjające warunki. Według socjologów aż 60 procent Polaków jest skłonna zrezygnować z demokracji na rzecz rządów „silnej ręki”.

Przed z górą stu laty Bismarck zapytał pewnego Niemca, który wrócił właśnie ze Stanów Zjednoczonych, jak ten kraj może funkcjonować bez silnej władzy centralnej. Rozmówca pruskiego kanclerza odpowiedział, że w demokracji wiele pojedynczych spraw się nie udaje, ale udają się wszystkie wielkie. Dużo w tych słowach egzaltacji, ale mniej niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Myśląc o silnych przywódcach Polacy przywołują takie postaci, jak Piłsudski, Churchill, Thatcher, de Gaulle. Utrwaliło nam się w głowach przekonanie o niebywale pozytywnym wpływie tych polityków na swoje kraje i narody. Ale to tylko jedna strona medalu. Druga jest mniej chwalebna. Zabijają demokrację.

De Gaulle nie dopuszczał swoich ministrów do głosu, jeden z nich doliczył się ledwie trzech prawdziwych dyskusji na forum rządu, a szefowie poszczególnych resortów po prostu bali się w obecności prezydenta odzywać. Nawet słynną ofertę z 1958 roku, zwaną „pokojem walecznych”, de Gaulle przedstawił swojemu gabinetowi na godzinę przed jej publicznym ogłoszeniem.

Piłsudski do ostatniej chwili nie ujawniał, czy Ignacy Mościcki zostanie prezydentem na drugą kadencję. Trzymał swoją decyzję w tajemnicy nawet przed Mościckim. Poza tym tworzył pozakonstytucyjne ciała, których członkowie mieli większe kompetencje niż legalnie wybrani ministrowie.

Churchill nie czytał żadnych rządowych dokumentów i nieustannie wydzierał się na swoich współpracowników. Thatcher tępiła jednego z podobno bardzo utalentowanych polityków swojej partii tylko dlatego, że ten kiedyś porzucił jej córkę. Nigdy też nie awansowała żadnego mężczyzny, który zdobił swoją fizjonomię brodą lub przedkładał muszkę nad krawat.

Jaruzelski swoich współpracowników podsłuchiwał, nawet tych najbliższych. I jeszcze jedno – po silnych przywódcach niemal zawsze pozostaje jałowa ziemia. Jak to celnie ujęła Maria Dąbrowska, porównując Piłsudskiego i Rydza-Śmigłego: „Pierwszy marszałek skazał Polskę na wielkość, a drugi ją z tego wyroku ułaskawił”. Podobnie jak radny Grześ nie podzielam entuzjazmu dla silnego przywództwa. Więc może niech te białe lamparty nie przyjeżdżają. Są putinowskie, mogą nam czasem nad Wisłą wprowadzić dyktaturę. I dopiero się zdziwimy.

Autor jest niezależnym publicystą, autorem m.in. biografii Edwarda Gierka „Gierek. Człowiek z węgla”. Wkrótce ukaże się jego biografia Wojciecha Jaruzelskiego.

Radnego obśmiano, a jego protest zlekceważono. Niesłusznie. Nie jest wykluczone, że radny Grześ obawia się, iż zainstalowanie w Poznaniu putinowskich lampartów grozi zaszczepieniem w Polsce putinowskiego systemu władzy. Wirus tzw. silnego przywództwa może być niebezpieczny tym bardziej, że ma tu sprzyjające warunki. Według socjologów aż 60 procent Polaków jest skłonna zrezygnować z demokracji na rzecz rządów „silnej ręki”.

Przed z górą stu laty Bismarck zapytał pewnego Niemca, który wrócił właśnie ze Stanów Zjednoczonych, jak ten kraj może funkcjonować bez silnej władzy centralnej. Rozmówca pruskiego kanclerza odpowiedział, że w demokracji wiele pojedynczych spraw się nie udaje, ale udają się wszystkie wielkie. Dużo w tych słowach egzaltacji, ale mniej niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Myśląc o silnych przywódcach Polacy przywołują takie postaci, jak Piłsudski, Churchill, Thatcher, de Gaulle. Utrwaliło nam się w głowach przekonanie o niebywale pozytywnym wpływie tych polityków na swoje kraje i narody. Ale to tylko jedna strona medalu. Druga jest mniej chwalebna. Zabijają demokrację.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy