Gigant maleje, legenda trwa

Latem 2017 roku odbędą się we Wrocławiu światowe igrzyska sportów nieolimpijskich. Ich główną areną będzie przebudowywany Stadion Olimpijski, który ma już 90 lat.

Publikacja: 30.09.2016 08:00

Gigant maleje, legenda trwa

Foto: Rzeczpospolita

Ze względu na historyczne losy miasta to obiekt wyjątkowy. Przed wojną grała na nim reprezentacja Niemiec, a po wojnie biało-czerwoni. W świadomości większości kibiców przymiotnik „olimpijski” wziął się stąd, że miała to być jedna z aren, wykorzystywana podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie, w roku 1936. Fakty temu przeczą. Genezy nazwy należy szukać wcześniej i gdzie indziej.

Medal za projekt

W roku 1932 urodzony w wielkopolskim Czempinie, a mieszkający we Wrocławiu (Breslau) Richard Konwiarz zdobył w Los Angeles brązowy medal olimpijski za projekt stadionu w tym mieście. Przedstawił tę pracę już cztery lata wcześniej, na igrzyskach w Amsterdamie, ale wówczas jurorzy pominęli ją podczas przyznawania medali. To z tych powodów wzięła się nazwa stadionu, chociaż Konwiarz zgłosił go na konkurs pod nazwą Schlesierkampfbahn, czyli „Śląskie boisko”. Można więc przyjąć (pamiętając o polityce, zmianie granic i różnicach między Śląskiem Dolnym a Górnym), że to we Wrocławiu, a nie w Chorzowie powstał najpierw Stadion Śląski.

Konwiarz, jako 26-letni zdolny absolwent Uniwersytetu Technicznego w Dreźnie, w roku 1909 znalazł pracę projektanta w biurze naczelnego architekta Wrocławia Maxa Berga. Współpracował z nim przy wznoszeniu Hali Stulecia. Mieszkał i pracował we Wrocławiu do końca II wojny światowej. W latach trzydziestych wykładał architekturę i urbanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Stadion Olimpijski to jego najpoważniejsze dzieło, ale nie jedyne, związane ze sportem. Stworzył też stadion przy ulicy Oporowskiej (Sportpark Grabschen na Grabiszynie), na którym do chwili zbudowania na Euro 2012 Stadionu Miejskiego rozgrywali mecze piłkarze Śląska. Przed wojną był to stadion klubu Breslauer SpVg 02, występującego w Gaulidze Dolnego Śląska. Mógł pomieścić 15 tys. widzów. Większy od niego był we Wrocławiu tylko Stadion Olimpijski. Konwiarz był także autorem lub współautorem kilku kąpielisk, hali sportowej przy dzisiejszej ulicy Osobowickiej i stadionu na Dąbiu. Na jego miejscu stoi dziś stadion Ślęży.

W roku 1933, kiedy władzę w Niemczech zdobył Adolf Hitler, Konwiarz poparł jego program i działania, dzięki czemu zapewnił sobie swobodę pracy w mieście, jakiej nie mieli inni twórcy. Już po wojnie został za to skrytykowany przez swojego mentora Maxa Berga. Konwiarz mieszkał we Wrocławiu do 1945 roku (w ostatnich latach zajmował się między innymi budową podziemnych schronów), a opuścił miasto dopiero, kiedy do rogatek zbliżała się Armia Czerwona i Wojsko Polskie. Wyjechał do Drezna, a po podziale Niemiec- do Hanoweru, gdzie mieszkał do śmierci w roku 1960.

W Hanowerze powstało ostatnie dzieło jego życia: Niedersachsen-Stadion. W październiku roku 1954 przegranym meczem z Francją 1:3 otworzyła go reprezentacja RFN, która niecałe cztery miesiące wcześniej zdobyła nieoczekiwanie tytuł mistrza świata. Na trybunach zmieściło się 86 tysięcy kibiców. Wśród nich profesor Richard Konwiarz, jako główny architekt stadionu.

Stadion Dolnosaksoński służył piłkarzom podczas mistrzostw świata w roku 1974, mistrzostw Europy w 1988 i to tam, w roku 2006 reprezentacja Polski rozegrała swój ostatni mecz na mundialu. Od czasów Konwiarza bardzo się zmienił, ale znajduje się wciąż w tym samym miejscu i jest niezmiennie domem klubu Hannover 96.

Stadion Olimpijski też się zmieniał. Jego historia rozpoczęła się 7 sierpnia roku 1927, kiedy rozegrano tu zawody lekkoatletyczne. W drugiej połowie lat trzydziestych zosał rozbudowany do pojemności 50 tys. miejsc. Oprócz głównej areny był tam mniejszy stadion lekkoatletyczny, baseny i korty tenisowe. Cały kompleks nosił wówczas imię marszałka Rzeszy Hermanna Goeringa.

Pamiętne mecze

W latach 1930 – 1941 reprezentacja Niemiec rozegrała tam pięć meczów międzypaństwowych i ani razu nie przegrała (trzy zwycięstwa, dwa remisy). Co najmniej dwa przeszły z różnych powodów do historii. Pierwszy rozegrany został 15 września 1935 roku. Przeciwnikiem Niemców byli Polacy.

W książce „Sport w Breslau” (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2011), z której korzystałem, pisząc tekst, Sławomir Szymański wspomina o tym meczu, jako o jednym z najważniejszych wydarzeń sportowych w przedwojennym Wrocławiu. Z tej okazji na Stadionie Olimpijskim dobudowano siedem rzędów ławek.

„Polską reprezentację podjęto we Wrocławiu z wszelkimi honorami. Uroczystą mowę wygłosił nadburmistrz dr Friedrich. W jak najlepszej komitywie wieczór przed pojedynkiem spędzili też dziennikarze z obu krajów. (…) Czas oczekiwania (…) umilała kibicom orkiestra SA. Na trybunach zasiadło 45 000 widzów. To był nowy rekord frekwencji na meczu piłkarskim nad Odrą. Do Wrocławia przyjechało aż 20 000 kibiców z różnych stron. (…) Wielu kibiców przyjechało również z Polski, specjalnymi pociągami z Warszawy, Krakowa, Poznania i Lwowa. Polską jedenastkę, wprowadzoną na boisko przez prawego obrońcę Martynę, przywitały „wielkie i serdeczne owacje” – pisze Szymański, powołując się na prasę z tamtego okresu.

Niemcy wygrały 1:0. „Breslauer Neueste Nachrichten” uznał w sprawozdaniu, że Niemcy nie pokazali nic nadzwyczajnego, czemu winni są „polscy goście, którzy zaprezentowali grę tak żywą, jakiej się nie spodziewaliśmy ani pod względem technicznym, ani pod względem waleczności i zaangażowania”. Wieczorem obydwie reprezentacje spotkały się na uroczystej kolacji. Gospodarze wznosili toast na cześć polskiego narodu i polskiego prezydenta, a goście zrewanżowali się toastem na cześć narodu niemieckiego i jego fuehrera.

Jeszcze ważniejszy był dla Niemców mecz z roku 1937. W jednym z najlepszych swoich występów przed wojną rozgromili wtedy we Wrocławiu Danię 8:0. Wśród kibiców znaleźli się piłkarze Manchesteru City, odbywający tournee po Europie Środkowej. Pięć bramek zdobył wtedy napastnik Waldhof Mannheim Otto Siffling. Dwa lata później już nie żył. Zmarł śmiercią naturalną w wieku zaledwie 27 lat. Imię Sifflinga nadano jednej z ulic w jego rodzinnym Mannheim.

Reprezentacja, która pokonała Danię, nazwana została w Niemczech „Breslauer Elf” – Wrocławską Jedenastką i stanowiła w tym kraju punkt odniesienia dla futbolowego kunsztu aż do mistrzostw świata w roku 1954.

Niemcy grali we Wrocławiu jeszcze po wybuchu wojny: z reprezentacją Protektoratu Czech i Moraw oraz, w grudniu roku 1941, ze Słowacją. Stadion Olimpijski ucierpiał podczas działań wojennych, a po roku 1945, odbudowany ze zniszczeń stał się reprezentacyjnym stadionem polskiego Wrocławia. Zmienili się więc i jego patroni: Hermanna Goeringa zastąpił generał Karol Świerczewski, ale się nie przyjął.

Reprezentacja i klub

Na Stadion Olimpijski reprezentacja Polski jako gospodarz wybiegła pierwszy raz w roku 1950. Zremisowała wtedy z Rumunią 3:0, a wszystkie trzy bramki zdobył najlepszy napastnik tamtych czasów Gerard Cieślik z Ruchu. Wybór Wrocławia miał charakter polityczny. W pierwszych powojennych latach reprezentacja przyjmowała gości przede wszystkim w Warszawie, raz w Chorzowie. Wrocław był trzecim miastem, do jakiego przyjechała, ale największym na „ziemiach odzyskanych”. Nic dziwnego, że gościli tu także piłkarze Czechosłowacji (1953), Bułgarii (1956), Izraela (1959) i NRD (1961). Wybór przeciwników też nie stanowił przypadku.

W roku 1967, w meczu z ZSRR na Stadionie Olimpijskim debiutował w reprezentacji Robert Gadocha. W 1981, w spotkaniu z Maltą pierwszy raz w reprezentacji zagrał tu Dariusz Dziekanowski.

Śląsk Wrocław rozgrywał na Stadionie Olimpijskim mecze pucharowe m.in. z Liverpoolem (1975), Napoli (1977), Borussią Moenchengladbach (1978), Realem Sociedad San Sebastian (1982). Przyjeżdżali wtedy do Wrocławia słynni piłkarze i trenerzy: Ray Clemence, Phil Neal, Emlyn Hughes, John Toshack, Bob Paisley (Liverpool), Tarcisio Burgnich (Napoli), Allan Simonsen, Udo Lattek (Borussia), Luis Arconada, Jose Mari Bakero (Real Sociedad).

Na niektóre z tych meczów przychodziło po 30 – 40 tys. ludzi, a na zawody żużlowe jeszcze więcej. Podobno w roku 1961, podczas finałów drużynowych mistrzostw świata na żużlu na trybunach upchnęło się nawet ponad 60 tys. ludzi. Polacy (Florian Kapała, Marian Kaiser, Henryk Żyto, Mieczysław Połukard, Stanisław Tkocz) zajęli wówczas pierwsze miejsce, przed Szwecją (Ove Fundin) i Anglią.

Piłkarska historia stadionu zakończyła się wiele lat temu, a jego szanse na wielki mecz zmalały do zera po wzniesieniu na Euro nowego Stadionu Miejskiego.

Niegdysiejszy gigant po przebudowie na przyszłoroczne igrzyska pomieści ok. 11 – 15 tys. widzów. W dalszym ciągu będą z niego korzystać żużlowcy Sparty Wrocław i futboliści amerykańscy Panthers Wrocław. Duch dawnego stadionu pozostanie.

Ze względu na historyczne losy miasta to obiekt wyjątkowy. Przed wojną grała na nim reprezentacja Niemiec, a po wojnie biało-czerwoni. W świadomości większości kibiców przymiotnik „olimpijski” wziął się stąd, że miała to być jedna z aren, wykorzystywana podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie, w roku 1936. Fakty temu przeczą. Genezy nazwy należy szukać wcześniej i gdzie indziej.

Medal za projekt

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?