Region z siodła, roweru i kajaka

Dla kochających konie rajd po jesiennych Mazurach jest jak łyk czystej, chłodnej wody po spiekocie lata.

Publikacja: 14.09.2016 23:00

Mazury to wymarzony region do wycieczek konnych.

Mazury to wymarzony region do wycieczek konnych.

Foto: Fotorzepa/Iwona Trusewicz

Mazury to jedne z ostatnich takich terenów w Europie, gdzie można cały dzień jechać konno przez lasy Puszczy Piskiej, Lasów Ramucko-Napiwodzkich czy Łańskich i nie spotkać ludzkiej osady.

Każdej jesieni Ewa Piórkowska, która z mężem Tadeuszem prowadzi gospodarstwo agroturystycznego w Sasku Małym pod Szczytnem, prowadzi jeden, dwa konne rajdy po Mazurach. – Jesień to najlepszy czas na kilkudniowe konne wędrowanie. Zwierząt i jeźdźców nie męczy upał, nie ma uciążliwych owadów, łatwiej o noclegi w zaprzyjaźnionych stajniach, latem obleganych przez gości. No i jesień w naszym regionie jest wyjątkowo piękna – wylicza Ewa Piórkowska.

Kilka lat temu poprowadziła rajd, który trafił na czołówkę niemieckiego magazynu „Die Zeit”. Dziennikarka Sabine Rückert pokonała z Ewą (i na koniu z saskowej stadniny) część trasy, którą na początku października 1941 r. przejechały hrabina Marion Dönhoff i jej kuzynka Sisi Lehndorff. W ten sposób gazeta uczciła setną rocznicę urodzin hrabiny – orędowniczki niemiecko-polskiego pojednania, redaktor naczelnej i wydawcy tygodnika.

Marion Dönhoff opisała tę podroż w 1961 r. w pożegnaniu z rodzinnymi Prusami Wschodnimi „Namen, die keiner mehr nennet” („Nazwy, których nikt już nie wymienia”). Dwa lata temu leśnicy z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie i Białymstoku wytyczyli 250-km szlak konny im. Marion Dönhoff. Wiedzie przez lasy 11 nadleśnictw i 17 gmin.

Korzystają z jego fragmentów m.in. Alicja i Sławomir Nafalscy właściciele stadniny i gospodarstwa agroturystycznego w Pajtuńskim Młynie. Oni też organizują jesienią konne wyprawy. I jak przyznaje Alicja Nafalska, jest na nie więcej chętnych niż latem.

Nie tylko konie przyciągają coraz więcej gości do wiosek mazurskich, warmińskich i powiślańskich. Poprawia się infrastruktura transportowa regionu, a to procentuje. Hitem okazało się uruchomione 20 stycznia lotnisko w Szymanach (więcej >R6).

Rowerem bliżej bocianów

Jesień to dobry czas dla miłośników rowerów. Region obfituje w boczne drogi, leśne szlaki i trakty. Przybyło ścieżek w największych miastach – Olsztynie, Elblągu i Ełku. Przebiega tędy Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo (12 województw, 1885 km), podzielony na 12 „królestw rowerowych”. Trzy są w Warmińsko-Mazurskim. To „Nad Zalewem Wiślanym” (93 km), „Warmia i okolice” (147 km) i „Północne Mazury” (153 km). Dla miłośników „górali” wytyczony został szlak MTB na Wysoczyźnie Elbląskiej między leżącymi nad Zalewem Wiślanym wsiami Suchacz i Kadyny oraz miasteczkiem Tolkmicko. To 23–35 km wśród lasów, łąk, stadniny koni z widokami zalewu i Mierzei Wiślanej oraz Bałtyku. W Kadynach, dawnej wsi cesarza niemieckiego Wilhelma II, zachowała się oryginalna ceglana zabudowa.

Kolejny etap szlaku Green Velo prowadzi do Fromborka, gdzie przez blisko 30 lat mieszkał i pracował Mikołaj Kopernik. Na Wzgórzu Katedralnym jest wiele pamiątek po wielkim astronomie. We Fromborku warto wejść krętymi schodami na wierzchołek XVI-wiecznej wieży wodnej pięknie odnowionej przez prywatnych właścicieli Dobromirę i Zygmunta Czarneckich. Jest w niej kawiarnia i księgarnia, a ze szczytu rozciąga się panorama okolicy, Zalewu i Mierzei. Widać stąd nie tylko polską, ale i rosyjską część.

Szlakiem rowerowym możemy dotrzeć do położonej przy granicy z obwodem kaliningradzkim „bocianiej wsi” Żywkowo. Na 30 mieszkańców przypada tu ok. 160 bocianów. To najbardziej znana z bocianich wiosek tuż przy granicy – Lejdy, Brzeźnica, Lwowiec zamieszkuje więcej ptaków niż ludzi. Niektóre gniazda liczą ponad sto lat i ważą ponad tonę. Na schodkowej fasadzie kościoła w Lwowcu jest ich dwanaście.

Ciekawie pod gruszą

Wypoczynek na wsi to już nie krzywy tapczan w dusznej izbie z muchami. Dziś wiejska codzienność i dziedzictwo kulturowe to doskonały produkt turystyczny. Co roku Warmińsko-Mazurski Urząd Marszałkowski organizuje konkurs Agro-Eko-Turystycznego „Zielone Lato”. Promuje on wiejską turystykę z ofertą dla rodzin. W tym roku wśród laureatów znalazło się gospodarstwo Glendoria w Ględach. Właściciel Artur Kurmin podczas wręczenia nagród mówił, że większość gości wraca. – Tylko raz zdarzyło się, że turysta był zawiedziony naszą ofertą. Szukał rozrywki, wielkiego świata i celebrytów, a dostał przestrzeń, żabie koncerty i zachody słońca – mówił pan Artur.

Gospodarstwo oferuje nie tylko żabie koncerty, ale też pierwszy w Polsce glamping, czyli noclegi w urządzonych gustownie namiotach rodzinnych, SPA w środku lasu z masażami i jacuzzi pod chmurką, strusią farmę i basen na łące.

Inny z laureatów, Siedlisko Pasieka w Studziance, kusi gości miodem w plastrach prosto z ula. W Agrozagadce w Bogaczewie na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich goście sami pieką chleb i robią sery.

Zagrody edukacyjne to prawdziwa kopalnia wiedzy przyrodniczej. W Ziołowym Dzbanku w Sąpach podczas warsztatów wykorzystuje się właściwości łąkowych roślin. Właściciele Ekozagrody Ciche Wody w mazurskim Wężówku uczą garncarstwa, uprawiania roślin, robienia ozdób z filcu i strzyżenia owiec. Atrakcją Agroturystyki Pod Świerkiem w Marcinkowie jest Mazurska Izba Regionalna, kultywująca tradycję, kuchnię i gwarę. Oferta Gospodarstwa Ekoagroturystycznego Kamez ze wsi Wawrochy to dojenie krów, udział w pracach polowych czy podglądanie zwierząt.

Zwierzęta, które można obserwować z bliska to także atut turystyczny Mazur. Zagroda Pokazowa Żubrów w Wolisku, Stacja Badawcza PAN z fermą jeleniowatych w Kosewie Górnym czy Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie koło Rucianego-Nidy – to miejsca, gdzie spaceruje się wśród zwierząt lub ma je na wyciągnięcie ręki.

Republika Ściborska znanego maszera Dariusza Morsztyna – osada ekologiczna pod Baniami Mazurskimi – ma największą w regionie hodowlę psów zaprzęgowych. Prezentuje też zbiory oryginalnych przedmiotów Indian i Eskimosów, które pan Darek przywiózł ze swoich wypraw.

Także miłośnicy botaniki odnajdą się na Warmii. Leśne Arboretum w Kudypach pod Olsztynem ma tysiąc gatunków roślin i eksponaty geologiczne. Na Mazurach kwiaty i krzewy z różnych stron świata i zagrożone gatunki owadów można oglądać w Ogrodach Pokazowych i Motylarni w Marcinkowie pod Mrągowem. Garncarska Wioska z Rajskim Ogrodem w Kamionce pod Nidzicą to kilkusetletnia wieś znana z rzemiosła. Tu w ogrodzie są 3 tys. gatunków roślin.

Pod Elblągiem 64 ha przeznaczono na sieć sztucznych kanałów, ekologicznych ścieżek edukacyjnych, replikę osady wikingów i place zabaw. W Olsztynku pół dnia zajmie zwiedzanie skansenu budownictwa ludowego. Można tak wymieniać, że jesień wyda się za krótka.

Mazury to jedne z ostatnich takich terenów w Europie, gdzie można cały dzień jechać konno przez lasy Puszczy Piskiej, Lasów Ramucko-Napiwodzkich czy Łańskich i nie spotkać ludzkiej osady.

Każdej jesieni Ewa Piórkowska, która z mężem Tadeuszem prowadzi gospodarstwo agroturystycznego w Sasku Małym pod Szczytnem, prowadzi jeden, dwa konne rajdy po Mazurach. – Jesień to najlepszy czas na kilkudniowe konne wędrowanie. Zwierząt i jeźdźców nie męczy upał, nie ma uciążliwych owadów, łatwiej o noclegi w zaprzyjaźnionych stajniach, latem obleganych przez gości. No i jesień w naszym regionie jest wyjątkowo piękna – wylicza Ewa Piórkowska.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej