Wojskowa mata

Monika Michalik jest jedyną poznańską medalistką olimpijską z Rio de Janeiro. Stolica Wielkopolski potrafiła to docenić.

Publikacja: 05.09.2016 23:00

Po przylocie z Brazylii zapaśniczkę, która w kategorii do 63 kg zdobyła brązowy medal, uroczyście przyjęły władze Poznania – prezydent Jacek Jaśkowiak oraz przewodniczący Rady Miasta Grzegorz Ganowicz.

– Staramy się docenić takie wyniki. To jest wielki sukces. Ostatni raz mieliśmy poznaniaka w zapasach w 1980 roku na igrzyskach w Moskwie. Doceniamy ten sukces poprzez podziękowanie i kwiaty, ale również nagrodę pieniężną – powiedział prezydent Jaśkowiak. – W większych miastach – na przykład w Warszawie – medaliści nic nie dostali od władz. Dobrze sportowcom mieszkać w Poznaniu – mówi „Rzeczpospolitej” Michalik. Za brąz w Rio otrzymała 40 tys. zł premii, a wcześniej 10 tys. zł za kwalifikację na igrzyska.

Wychowała się w Orlętach

Pytana, czy czuje się Poznanianką czy może jest bardziej związana z rodzinną wsią Jasieniec albo Trzcielem, gdzie trenowała, uczucia rozdzieliła sprawiedliwie. – Jestem i z Jasieńca i z Trzciela i z Poznania – mówi.

To w Trzcielu, znanym z węzła drogowego między Poznaniem a Słubicami, zaczynała zapaśniczą karierę. Miejscowy klub nazywa się Orlęta. Sekcja zapaśnicza istnieje w nim od 1980 roku. Stworzył ją zapaleniec dyscypliny Krzysztof Augustyniak. Potem przekazał ją swoich wychowankom Piotrowi i Markowi Troczyńskim. Pierwszym trenerem Moniki Michalik był Piotr. Przez ponad 35 lat w Orlętach ćwiczyło ponad 1000 dzieciaków z okolicznych gmin, w tym bracia i siostry medalistki z Rio. Niezłe wyniki osiągnął Tadeusz Michalik był sparingpartnerem Damiana Janikowskiego – trzeciego zawodnika igrzysk w Londynie, jest brązowym medalistą mistrzostw Europy, choć nie udało mu się wywalczyć kwalifikacji olimpijskiej.

Nikt z Orląt nie osiągnął takich sukcesów jak pani Monika. W barwach klubu z Trzciela startowała na dwóch poprzednich igrzyskach olimpijskich w Pekinie i Londynie. Już w Anglii o mały włos nie wywalczyłaby brązowego medalu. Jako Trzcielanka zdobywała złote medale mistrzostw Europy, brązowe mistrzostw świata. Po brazylijskich zawodach jej zdjęcie z medalem olimpijskim od razu wskoczyło na stronę internetową klubu. Jest się czym chwalić, choć to krążek zdobyty już w innym zespole – Grunwaldzie Poznań.

Zapaśniczy Dream Team

Zazwyczaj było tak, że najbardziej utytułowani zawodnicy z Trzciela przechodzili do Śląska Wrocław i tam trenowali i służyli w wojsku. Ale chodziło głównie o panów. Od kilku lat w Poznaniu w Grunwaldzie, również klubie wojskowym, istnieje silna grupa zapasów w stylu wolnym kobiet. Najpierw przeniosła się tam Agnieszka Wieszczek-Kordus, brązowa medalistka z Pekinu. Za nią dołączyły inne zawodniczki.

– Jeżeli ktoś jest ambitny, chce iść do przodu musi podjąć radykalne decyzje. Monika, choć była bardzo przywiązana do Orląt zdecydowała się na Grunwald, żeby dać sobie impuls. Jak widać to zadziałało – tłumaczy „Rz” klubowy trener medalistki z Rio, były olimpijczyk Mateusz Gucman. Do Grunwaldu miała przejść przed Londynem, ale skupiła się na przygotowaniach, bo formalności trwały zbyt długo. Co się odwlecze, to nie uciecze.

Zapasy w tym wielosekcyjnym, wojskowym klubie to już grubo ponad 60 lat tradycji. Zapaśnicy Grunwaldu zdobyli kilka tytułów drużynowych mistrzostw Polski, Władysław Stecyk – najwybitniejszy do tej pory przedstawiciel tej dyscypliny w klubie – na igrzyskach w Moskwie zdobył wicemistrzostwo olimpijskie w stylu wolnym. Stał przy macie, gdy Monika Michalik w Olympic Training Center toczyła zwycięski bój o brąz z Rosjanką Inną Trażukową. Ale to trener Gucman i w mniejszym stopniu szkoleniowiec kadry Krzysztof Ołenczyn mieli największy udział w sukcesie Poznanianki.

To Gucman stworzył w Grunwaldzie zespół trenujących ze sobą stale zawodniczek z kadry Polski. Zapaśniczkami klubu są Michalik, Wieszczek-Kordus, Iwona Matkowska, Katarzyna Krawczyk. Wszystkie wystąpiły w Rio. Nie zawsze sparingi ze względu na różnice wagi i warunków fizycznych mają sens, ale podejście do treningów, zajęcia wytrzymałościowe i techniczne w gronie najlepszych podnoszą poziom każdej z zapaśniczek.

– Patrzą też na nas zawodniczki z innych grup w Polsce i chcą być tak dobre. To stymuluje polskie zapasy kobiet – twierdzi Gucman. Wkrótce wraz z inauguracją w Polsce ligi zapaśniczej takie drużyny mają zyskać na znaczeniu. Zespół Grunwaldu jest faworytem w rozgrywkach kobiet.

Podglądanie rywalek

Przejście do Grunwaldu, trochę załamanej po Londynie Michalik, zmotywowało ją do dalszej pracy i kolejnej próby walki o medal na igrzyskach. Pracowała nawet za dużo. Tak długo i ciężko, że trener musiał wyganiać ją z sal treningowych. Szkoleniowcowi też nikt nie wyznaczał czasu pracy, a on poświęcił się nowej zawodniczce. Szlifował z nią technikę, wprowadzał nowe sztuczki, godzinami spędzali czas na seansach wideo oglądając rywalki. Czasami trzeba było pojechać na zawody na drugi koniec świata i przyjrzeć się, co prezentuje potencjalna przeciwniczka.

– Zapasy kobiet są bardzo dynamiczne, wiele się zmienia. Co chwila pojawia się nowa Chinka, jakaś nowa zawodniczka z innego azjatyckiego kraju i trzeba wiedzieć jak z nimi walczyć – opowiada szkoleniowiec Grunwaldu.

Taką drogą Gucman miał zaprowadzić Michalik do medalu w Rio. Mimo że jest twardym człowiekiem, wielkim chłopem – startował w kategorii do 96 kg – po walce swojej zawodniczki z Rosjanką rozpłakał się jak bóbr. – Gdy myślę o tym medalu do dziś jeszcze nie mogę powstrzymać wzruszenia – mówi.

Wkrótce awans na kaprala?

Etos pracy i związanej z tym dyscypliny trenera i zawodniczki nie jest tylko związany z wychowaniem, podporządkowaniem się regułom zawodowego sportu. To także zasługa wojska. Michalik jest starszym szeregowym Sił Powietrznych Wojska Polskiego. Należy do Wojskowego Zespołu Sportowego w Poznaniu. Co najmniej dwa razy w miesiącu zakłada mundur i pełni normalną 12-godzinną służbę zazwyczaj w jednostce w Krzesinach.

Przed igrzyskami, kiedy stale przebywała na zgrupowaniach traktowano ją nieco ulgowo, ale teraz reżim wojskowy wraca. Przygotowuje się do startu w wojskowych mistrzostwach świata, które jesienią odbędą się w Macedonii i traktuje je równie poważnie tak jak każde inne zawody. Wcześniej na tej imprezie dwa razy wywalczyła srebrne medale.

Czeka też, jak na sukces w Rio zareagują władze wojskowe. Michalik była już przyjęta przez premier Beatę Szydło, prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka i prezesa klubu generała broni Lecha Konopkę. Były gratulacje, nagrody pieniężne od władz stolicy Wielkopolski. Grunwald prawdopodobnie wkrótce zaproponuje medalistce nowy kontrakt i wyższy stopień wojskowy – kaprala. – Chyba sobie zasłużyłam tym, co pokazuję na macie – mówi.

Umowa ma obowiązywać następne cztery lata. Michalik myśli już dziś o starcie na igrzyskach w Tokio w 2020 roku. – Ten czas szybko leci. Najbliższy sezon, poolimpijski będzie dla mnie trochę luźniejszy, ale potem jak zdrowie pozwoli, chcę nadal ostro trenować i startować. Nie obiecuję, ale postaram się wytrzymać kolejne cztery lata na macie – zapowiada 36-letnia zapaśniczka.

Po przylocie z Brazylii zapaśniczkę, która w kategorii do 63 kg zdobyła brązowy medal, uroczyście przyjęły władze Poznania – prezydent Jacek Jaśkowiak oraz przewodniczący Rady Miasta Grzegorz Ganowicz.

– Staramy się docenić takie wyniki. To jest wielki sukces. Ostatni raz mieliśmy poznaniaka w zapasach w 1980 roku na igrzyskach w Moskwie. Doceniamy ten sukces poprzez podziękowanie i kwiaty, ale również nagrodę pieniężną – powiedział prezydent Jaśkowiak. – W większych miastach – na przykład w Warszawie – medaliści nic nie dostali od władz. Dobrze sportowcom mieszkać w Poznaniu – mówi „Rzeczpospolitej” Michalik. Za brąz w Rio otrzymała 40 tys. zł premii, a wcześniej 10 tys. zł za kwalifikację na igrzyska.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej