Pieniądze trzeba wydawać mądrze

Podstawowy problem regionu to infrastruktura drogowa i kolejowa. Ale to się zmieni – mówi prof. Andrzej Kidyba.

Publikacja: 11.08.2016 23:00

Rz: Denerwuje się pan, gdy słyszy, że Lubelszczyzna to Polska „B”?

Prof. Andrzej Kidyba: Tak, bo to jest slogan, który dotyka mieszkańców naszego regionu. Jeśli weźmiemy pod uwagę potencjał, choćby gospodarczy, to okaże się że jest to określenie nieadekwatne do rzeczywistości. Lubelszczyzna, jak inne regiony, ma swoje problemy, ale nie są to problemy, które pozwalałyby na tego typu określenie. Proszę zwrócić uwagę, że właściwie nie pada ono w stosunku do województwa podkarpackiego czy podlaskiego, a więc województw także Polski Wschodniej.

Jaki jest pana zdaniem główny problem Lubelszczyzny?

Podstawowy problem to infrastruktura drogowa i kolejowa. Ale to się zmieni. Za trzy lata powstanie droga ekspresowa do Warszawy, później na południe Polski. Coraz bardziej prawdopodobna jest budowa ekspresówki do Radomia. Mając jednocześnie drogę do granic Polski na wschodzie sytuacja województwa lubelskiego ulegnie zmianie. Inwestorzy wybierają bowiem miejsca, gdzie najłatwiej się skomunikować i dotrzeć. Do tego trzeba dodać rozpoczynające się inwestycje w infrastrukturę kolejową. A rosnący z miesiąca na miesiąc ruch Portu Lotniczego Lublin pokazuje, że to była celna i mądra inwestycja. Być może nadszedł moment na stworzenie portu cargo.

Czy uważa pan, że środki unijne zostały dobrze wykorzystane?

Mnie zawsze przeszkadzały dotacje. Uważam, że są niepotrzebne, bo zwyczajnie niczego nie uczą. Mam swoją teorię, że jeżeli widzę kiepsko zaplanowaną inwestycję lub taką, której sam bym nie sfinansował, to podejrzewam, że pochodzi ona z dotacji unijnych. Co innego, jeśli są to środki łączone lub pochodzące z instrumentów zwrotnych, np. pożyczki. Ale ten dziecięcy okres, w którym trzeba było nacieszyć się środkami unijnymi już chyba minął. Mnie nigdy nie satysfakcjonowało to, że Lubelszczyzna lub inne regiony Polski były liderami w wydawaniu pieniędzy. Tu nie chodzi, aby pieniądze wydać, ale wydać je mądrze. Zła inwestycja potem dużo kosztuje w utrzymaniu.

Właśnie rozpoczął się nowy okres programowania.

To będzie ogromne wyzwanie, bo środki głównie przeznaczone są na innowacyjność. Jeśli zdefiniujemy innowacyjność prawidłowo, czyli wąsko, to pieniądze zostaną dobrze wydane, jeśli innowacyjność zdefiniujemy jako każdą sferę, która jest jakąkolwiek nowością, to zostaną zmarnowane.

Jak pan definiuję innowacyjność?

Dla mnie innowacyjność wiąże się z procesami technologicznymi, a nie wszelkimi procesami socjologicznymi czy społecznymi. To nie każda nowość, ale taka zmiana, która niesie jakościowo nowy wymiar procesu technologicznego. Lubelszczyzna jest regionem rolniczym i wydaje mi się, że w naturalny sposób te wszystkie nowe procesy technologiczne powinny być skierowane na rolnictwo. Obserwując zaś np. inwestycje niemieckie na Lubelszczyźnie widzę, że są to głównie inwestycje w przemysł maszynowy i samochodowy.

Od 2007 roku jest pan honorowym konsulem Niemiec w Lublinie. Jak pan ocenia kontakty gospodarcze z tym krajem?

Dostrzegam dysproporcję. Z jednej strony Niemcy są największym rynkiem dla Lubelszczyzny, ale jednocześnie zainteresowanie w drugą stronę jest o wiele mniejsze, co jest nieco naturalne, bo nie graniczymy bezpośrednio z Niemcami. Mamy też element o charakterze politycznym. Dopóki przepływ towarów lub współpraca z sąsiadami Lubelszczyzny, z Ukrainą i Białorusią nie będzie przebiegała w sposób ucywilizowany to zawsze będzie to pewna bariera. Oczywiście kapitał niemiecki będzie szukał ujścia do tych krajów, może to zrobić jednak bezpośrednio lub tworząc na Lubelszczyźnie swoje przyczółki. Tak już się dzieje, o czym świadczy usytuowanie obok Białej Podlaskiej czy Terespola logistycznych centrów.

Co przyciąga inwestorów niemieckich do regionu?

Stosunkowo tania siła robocza, dobrze wykształceni ludzie, również brak konkurencji oraz wspomniana już ekspansja na rynki wschodnie, która jednym udaje się mniej innym bardziej.

Czy widzi pan możliwości wejścia na rynek niemiecki lokalnych producentów branży rolno-spożywczej?

Tak, ale trzeba mieć świadomość, że rynek niemiecki jest bardzo poukładany, według mnie jest najtrudniejszym rynkiem w Europie. Trzeba pamiętać też o przełamaniu stereotypów co do polskich możliwości i jakości. Nasza produkcja rolno-spożywcza oparta jest na czystej przyrodzie i to jest atut. Trzeba jednak przygotować odpowiednią strukturę, system przetwórni i stworzyć kanały dystrybucji.

Czy samorządy mogą przedsiębiorcom w tym pomóc?

O ile mamy bardzo dobrą współpracę na płaszczyźnie samorządów miast i powiatów o tyle województwo Lubelskie nie ma regionu partnerskiego w Niemczech. A to bardzo ułatwiłoby współpracę gospodarczą, bo można by przedstawicielstwo regionu „zaczepić” przy konkretnych urzędach niemieckich, bądź izbach gospodarczych. Trzeba wybrać takie miejsca, które wzbudzają zainteresowanie przedsiębiorców Lubelszczyzny i stworzyć tam przedstawicielstwa, które produkty z Lubelszczyzny będą promowały i sprzedawały. Marketing regionu musi być prowadzony tak, jak jest prowadzony w dobrych przedsiębiorstwach. Zresztą system przedstawicielstw powinien dotyczyć nie tylko Niemiec, należałoby wybrać kilka krajów i tam się promować.

Województwo lubelskie wspólnie z innymi z Polski Wschodniej utrzymuje przecież swoje przedstawicielstwo w Brukseli.

Niemcy są jednym z liderów gospodarki światowej. Koncentrowanie się tylko na Brukseli, gdzie jest ta placówka, którą przez lata finansowała również Lubelska Fundacja Rozwoju, ma bardziej wymiar polityczny. Jest już niewystarczające pod względom gospodarczym, ale w Brukseli też trzeba być.

CV

Prof. Andrzej Kidyba jest prawnikiem, specjalistą w zakresie prawa handlowego, kierownikiem Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego UMCS w Lublinie. Od 25 lat jest prezesem Lubelskiej Fundacji Rozwoju. Od 2007 roku konsul honorowy Republiki Federalnej Niemiec w Lublinie. W 2014 r. otrzymał honorowy tytuł Ambasador Województwa Lubelskiego za szczególne osiągnięcia w promocji Lubelszczyzny w kraju i za granicą. Sędzia sądów arbitrażowych w Polsce i za granicą.

Rz: Denerwuje się pan, gdy słyszy, że Lubelszczyzna to Polska „B”?

Prof. Andrzej Kidyba: Tak, bo to jest slogan, który dotyka mieszkańców naszego regionu. Jeśli weźmiemy pod uwagę potencjał, choćby gospodarczy, to okaże się że jest to określenie nieadekwatne do rzeczywistości. Lubelszczyzna, jak inne regiony, ma swoje problemy, ale nie są to problemy, które pozwalałyby na tego typu określenie. Proszę zwrócić uwagę, że właściwie nie pada ono w stosunku do województwa podkarpackiego czy podlaskiego, a więc województw także Polski Wschodniej.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej