Mydło czy powidło, czyli promocja bez kompleksów

Podczas niedawnej wizyty w Pekinie, po wyjściu z Zakazanego Miasta zaczepił mnie młody Chińczyk. Ci, którzy byli w Państwie Środka, nie będą tym faktem zaskoczeni.

Publikacja: 18.07.2016 23:00

Beata Drewnowska

Beata Drewnowska

Foto: Pisarek Dominik / Fotorzepa

Zrobienie sobie zdjęcia czy porozmawianie po angielsku z przedstawicielem szeroko rozumianego Zachodu jest tam wciąż niemałą atrakcją. Jakież było moje zdziwienie, gdy po informacji o tym, że jestem z Polski, młodzieniec ów zaczął mówić do mnie po polsku. I to całkiem płynnie, mimo zaledwie kilkumiesięcznego okresu nauki. Jeszcze bardziej zaskoczył mnie informacją, że uczy się polskiego, bo bardzo interesuje go nasza historia i chciałaby przeczytać w oryginale „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza. Natomiast jego chińskie imię to po polsku Tadeusz.Oczywiście jak Kościuszko.

Za sprawą studenta z Pekinu zaczęłam zastanawiać się, co o nas wiedzą na świecie i jak Polska chciałaby być dziś postrzegana za granicą. Bo wiele z tego, co nam się wydaje na ten temat, to pobożne życzenia. Przykładem może być polska wódka. Od lat powtarzamy bezrefleksyjnie, jakoby była znana i popularna na świecie. Tymczasem, gdy spojrzymy na statystyki, to nasze czyste stanowią ułamek światowego eksportu tych alkoholi. Natomiast marki z Polski zajmują wysokie miejsca w światowych rankingach sprzedaży, bo mamy wysoką konsumpcję w kraju. Szkoda, że tak się dzieje, bo na wódce się znamy i wiemy, jak ją produkować. Brakuje nam jednak pomysłu, jak ją rzeczywiście wypromować, jak i chętnych, aby za to zapłacić. Na to wszystko nakłada się dylemat: czy się wódką chwalić, czy się jej wstydzić.

Taki brak zdecydowania i poczucia dumy jest największym problemem promowania się Polski za granicą. To, co z jednej strony jest naszym atutem, czyli ekologiczność, naturalność czy zdrowa żywność, budzi zarazem lekkie poczucie wstydu. Bo przecież inni mają telefony, samochody czy znane marki ubrań.

W poszukiwaniu patentu na promocję ważne jest więc, aby pozbyć się kompleksów i przestać za wszelką cenę naśladować Zachód. Przynajmniej nie pod każdym względem. Nie musimy być drugą Doliną Krzemową, Paryżem czy Toskanią. Warto też zacząć od własnego podwórka, czyli od poczucia dumy z tego, co nasze. Tak długo bowiem, jak sami nie będziemy wierzyć, że to, co mamy jest dobre i wartościowe, tak długo nikt w to nie uwierzy za granicą.

Konieczne jest również określenie z czego chcemy uczynić naszą markę. A to oznacza zaprzestanie tworzenia niekończących się list skarbów narodowych i regionalnych, gdzie trafiają przysłowiowe mydło i powidło.

Decyzję musi podjąć także definiujące się na nowo Podlasie. O tym, że ma z czego wybierać świadczą nagrody dla tegorocznych Marek Podlasia. Z jednej strony mleko Łaciate grupy Mlekpol. Z drugiej innowacyjna fabryka mebli metalowych Malow. Quo vadis Podlasie?

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej