Jednym z największych wyzwań, przed jakimi stoją teraz samorządy, są zmiany w systemie edukacji. Tak zgodnie uważają samorządowcy.
Zmian rzeczywiście jest sporo. Z jednej strony to nowy wiek szkolny; od września obowiązkowo naukę rozpoczną siedmiolatki, a nie jak rok temu – sześciolatki. Wywołało to chaos w szkołach i przedszkolach. Część rodziców postanowiła, że ich pociechy zostaną w przedszkolu jeszcze rok, w efekcie w placówkach brakuje miejsc dla młodszych dzieci. Z kolei szkoły podstawowe były przygotowane na większą liczbę uczniów i teraz nie bardzo wiadomo, jak zagospodarować przestrzeń oraz nauczycieli.
– Ponieśliśmy duże koszty przystosowania szkół do potrzeb dzieci sześcioletnich. Obawiam się, że i tym razem z kosztami samorządy pozostaną same – zauważa Janusz Gromek, prezydent Kołobrzegu.
Gimnazja do wygaszenia
Ważna jest też zapowiedziana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej reforma oświaty (dłuższa, ośmioletnia szkoła podstawowa, stopniowe wygaszanie etapu gimnazjalnego i wydłużenie edukacji ponadpodstawowej, np. w liceach, do czterech lat).
– Nie chcę oceniać zasadności tych ruchów. Istotne jest to, że ich konsekwencje będą mocno odczuwalne przez samorządy. I to w sytuacji, gdy coraz bardziej odbiera nam się wpływ na to, co dzieje się w szkołach, a więcej władzy przekazuje się kuratorom mianowanym przez administrację rządową – podkreśla Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic i prezes Związku Miast Polskich.
W kraju mamy ok. 7,5 tys. gimnazjów, w które – jak wyliczył Związek Miast Polskich – od 1999 r. samorządy zainwestowały (budowa i prowadzenie) ok. 130 mld zł. Co teraz stanie się z gimnazjalnymi budynkami? Minister edukacji proponuje, by dalej uczyły się tam dzieci starsze, bo podstawówka ma być podzielona na dwa etapy: klasy I–IV i klasy V–VIII. Samorządowcy podkreślają, że dadzą sobie radę z organizacją szkół, ale będzie to ogromne wyzwanie logistyczne. Do tego bardzo kosztowne.
Spory niepokój budzą także perspektywy rozwojowe miast i gmin.
– Rozwój gmin z pewnością zależy od środków pomocowych. To one w dużej mierze kształtują politykę lokalną – mówi Tadeusz Tkaczyk, wójt gminy Strawczyn. – Istnieje jednak realne niebezpieczeństwo osłabienia możliwości absorpcyjnych zarówno ze względu na pogarszającą się kondycję finansową gmin, jak i zmianę priorytetów oraz kierunków przeznaczenia funduszy, które nie zawsze są spójne z potrzebami samorządów.
W 2015 r. w sumie na inwestycje samorządy (wszystkich szczebli) wydały ok. 38,6 mld zł. Plany na ten rok są jednak mniejsze – ok. 35 mld zł.
– Faktyczne wykonanie może być jeszcze mniejsze, bo zwykle samorządy realizują ok. 70–80 proc. swoich planów – zauważa Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK. – Nie wynika to z faktu, że wszystkie potrzeby inwestycyjne zostały zaspokojone, lecz raczej z tego, że nowe fundusze unijne startują z opóźnieniem. A do tego samorządy mają mniejszą swobodę w wykorzystywaniu tych funduszy. W poprzednim rozdaniu mogły czerpać z dotacji garściami na wszystkie swoje potrzeby. Teraz muszą bardziej dopasować się do wyznaczanych w Brukseli kierunków tego wsparcia.
– Dotychczas za unijne pieniądze powstawały drogi, piękniały miasta. Chciałoby się kontynuować tego typu inwestycje, gdyż potrzeb jest ciągle wiele. Ale fundusze unijne w nowej perspektywie niestety nie będą tak szeroko dostępne dla małych miast – potwierdza Janusz Rosłan, burmistrz gminy Biłgoraj.
Problemy z zadaniami
Samorządowcy wymieniają też wiele problemów, z którymi zmagają się od lat. To m.in. brak wystarczającego finansowania zadań zleconych przez rząd, ubytki w dochodach spowodowane reformami podatkowymi czy zapaść w systemie zdrowia.
– Próby coraz głębszych ingerencji w samorządność lokalną, nakładanie kolejnych zadań bez adekwatnego wsparcia to wspólne, realne zagrożenia dla wszystkich polskich samorządów lokalnych – mówi Adam Jaskulski, wójt gminy Świdnica.
Jak podkreśla, szczególnie zagrożony jest rozwój samorządów wiejskich, bo metropolie, większe samorządy „wysysają” z rynku zbyt dużo środków pomocowych, zarówno unijnych, jak i krajowych.
Z kolei Jacek Szydło, wójt gminy Dywity, zwraca uwagę na sprawę planowania przestrzennego. – Dziś luki w tym zakresie prowadzą często do rozpraszania zabudowy, a tym samym do wzrostu kosztów wykonywania zadań gminy; chodzi o drogi, infrastrukturę wodno-kanalizacyjną, dowóz dzieci do placówek edukacji itp. Tu trzeba szybkich działań – podkreśla wójt.