Sybir nie złamał oporu Polaków

Już jesienią w Białymstoku ruszy budowa Muzeum Pamięci Sybiru, które upamiętni zsyłkę ponad miliona Polaków, w tym wielu tysięcy białostoczan, w latach 40. ubiegłego wieku.

Publikacja: 20.06.2016 22:00

Muzeum Pamięci Sybiru zaprezentuje historię zsyłek ponad miliona Polaków w głąb Rosji, w tym tysięcy

Muzeum Pamięci Sybiru zaprezentuje historię zsyłek ponad miliona Polaków w głąb Rosji, w tym tysięcy białostoczan, ale opowie też o ich zwycięstwie i wkładzie w rozwój Syberii

Foto: materiały prasowe

– Kiedy w 2010 roku objąłem dyrekcję Muzeum Wojska Polskiego Białystok, idea Muzeum Pamięci Sybiru była już w świadomości białostoczan silnie zakorzeniona. Dlatego mogłem zająć się ze swoim zespołem tworzeniem wizji i scenariusza ekspozycji – mówi dyrektor Robert Sadowski. – Białystok stał się naturalnym miejscem dla powstania takiej placówki, ponieważ jest największym miastem z mapy dawnej Rzeczpospolitej, które znalazło się w naszych obecnych granicach, a doświadczyło najdłuższej okupacji sowieckiej, poczynając od 22 września 1939 roku, co było skutkiem paktu Ribentropp-Mołotow. Z badań białostockiego historyka Daniela Boćkowskiego wynika, że około 20 tysięcy Białostoczan oraz mieszkańców okolicznych miejscowości i wsi zostało zesłanych na Sybir w czasie czterech wielkich deportacji zorganizowanych przez Sowietów w latach 40. Kiedy rozmawia się z mieszkańcami na temat historii staje się oczywiste, że prawie każda rodzina została dotknięta sowieckimi prześladowaniami. Biorąc pod uwagę, że ponad 40 procent przedwojennej społeczności miasta stanowili Żydzi, deportacje i Holokaust wywołały gigantyczne straty i zmierzały do zniszczenia tożsamości Białegostoku. Część mieszkańców nigdy do swoich domów nie wróciła, część przeniosła się do innych miast. Muzeum Pamięci Sybiru, między innymi ma służyć podkreśleniu tożsamości oraz pamięci historycznej miasta. Nie możemy zapominać o naszej przeszłości, musimy ją przypominać, zwłaszcza młodym pokoleniom.

Ekspozycja sięgnie do początków polskich losów na Syberii, włączając w to czasy zsyłek z epoki rozbiorów w XVIII wieku oraz deportacji popowstańczych w XIX wieku.

Podbój Syberii

– Zaczniemy jednak naszą opowieść od podboju Syberii w XVI wieku, kiedy za rządów cara Iwana Groźnego, na które nałożyły się polsko rosyjskie wojny północne, Rosjanie zaczęli podbijać chanaty syberyjskie – mówi dyrektor Robert Sadowski. – Ziemie za Uralem od początku było przestrzenią kolonizacji, a jednocześnie stawały się więzieniem wielu narodów, w tym samych Rosjan. Obywatele Rzeczpospolitej, właśnie jeńcy polscy ze wspomnianych wojen północnych, znaleźli się na tamtych terenach już podczas pierwszej wyprawy atamana Jermaka z 1581 roku, uznawanej za początek podboju Syberii. W każdej kolejnej rosyjskiej wyprawie znajdowali się nasi rodacy w różnych rolach, jako jeńcy ale też kolonizatorzy.

Z czasem Syberia stała się rosyjską kolonią, która potrzebowała siły roboczej, a dostarczali jej zarówno rosyjscy złoczyńcy, jak i zesłańcy polityczni, wśród których dużą część od czasu zaborów stanowili obywatele Rzeczpospolitej: księża, szlachta, uczestnicy konfederacji barskiej, w tym opisany przez Słowackiego Maurycy Beniowski.

– Ale chcemy też przypomnieć o wkładzie Polaków w cywilizacyjny rozwój tych terenów – mówi dyrektor Sadowski. – Wśród nich wymienić trzeba Bronisława Piłsudskiego, brata Józefa, jednego z najsłynniejszych etnografów opisujących ludy Syberii. Godni przypomnienia są geolodzy Aleksander Czekanowski, Benedykt Dybowski i Jan Czerski czy Wacław Sieroszewski wybitny znawca kultury Jakutów. Przyjaciel Adama Mickiewicza Tomasz Zan zorganizował ekspedycję, która odkrywała złoża złota. Warto pamiętać, że polska firma K. Rudzki i S-ka zbudowała za Uralem wiele mostów żelaznych na Trasie Kolei Transsyberyjskiej, w tym Most Chabarowski o długości 2500 metrów, najdłuższy podówczas w Europie i Azji. Polacy robili też na Syberii polityczne kariery, tak jak Mikołaj Franciszek Saładzki czy Bolesław Szostakowicz, którzy w początkach XX w. piastowali stanowiska prezydenta Irkucka. Mamy o czym opowiadać i czym się chwalić.

Muzeum postara się też odpowiedzieć na pytanie, ilu Polaków trafiło na Syberię.

– Na pewno nie będzie to łatwe, bo kontrowersje dotyczą nawet czasów nam najbliższych, czyli lat 40., bo przecież nie zakończyły się z końcem II wojny światowej – powiedział dyrektor Sadowski. – Akowców i uczestników akcji Burza, a także antykomunistycznej partyzantki zsyłano i później. Dotknęło to m. in. kilkuset byłych żołnierzy armii Andersa, którzy wracając do domów na Grodzieńszczyźnie ponownie trafili do syberyjskiego piekła. Generalnie dane konwojowe wojsk radzieckich mówią o ponad trzystu tysiącach zesłanych Polaków, ale trzeba też pamiętać o tych wcielonych do armii radzieckiej, ich rodzinach oraz wielu innych kategoriach przesiedleńców, co daje blisko milion osób. Najdalej w szacunkach idzie Związek Sybiraków, który podaje liczbę miliona trzystu tysięcy zesłańców. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się poznać ostateczną, dokładną liczbą, ale na pewno będziemy do tego dążyć.

Deportacje

Muzeum głównie skupi się na deportacjach z lat 40., również dlatego, że żyją wciąż świadkowie historii, jej uczestnicy.

– Oceniamy, że takich Polaków żyje jeszcze kilkadziesiąt tysięcy – mówi dyrektor Robert Sadowski. – Chcemy przede wszystkich docenić zwykłych zesłańców, bo w naszej historii siłą rzeczy mówi się o bohaterach, którzy walczyli z bronią ręku. Tymczasem można opowiadać o cichych bohaterach tamtych dni, którzy mimo doświadczeń zesłania w codziennym życiu odważyli się demonstrować swoje przywiązanie do polskości, do naszej tradycji. Przecież nie zsyłano na Sybir tych, którzy witali Czerwoną Armię okwieconymi łukami jak wyzwolicieli, lecz tych którzy trwali w oporze – osadników wojskowych, leśników, rodziny pomordowanych oficerów w Katyniu. Na Sybirze bronili się pracą przed cywilizacyjną degradacją i upodleniem. Dlatego chcemy pokazać poza zdjęciami i dewocjonaliami, przybory życia codziennego, bo to stanowiło fundament, który pozwalał przetrwać na „Nieludzkiej ziemi”, o jakiej pisał Józef Czapski i Gustaw Herling-Grudziński. Podkreślimy, że ci którzy przetrwali zsyłkę – wrócili do kraju kontynuując opór przeciwko władzy komunistycznej. Nie zapomnimy również o tym, że w przeciwieństwie do aparatu NKWD – wielu Rosjan pomagało przetrwać Polakom.

Projekt budowy Muzeum Pamięci Sybiru jest już mocno zaawansowany.

– Na lokalizację wybraliśmy jeden z magazynów powojskowych z lat 30., usytuowany przy ulicy Węglowej, skąd niedaleko do dworca Białystok Fabryczny, na którym zaczynała się katorga zesłańców – mówi dyrektor Sadowski. – Nowy budynek stanie na terenie 1,5 hektara. Mam nadzieję, że do końca lipca będziemy mieli dokumentację wykonawczą ekspozycji muzeum, czyli wraz z projektem wykonawczym samego budynku, komplet dokumentów pozwalający na rozpoczęcie budowy.

Rodzina wiceprezydenta Białegostoku Rafała Rudnickiego została wywieziona z miejscowości Bronica w województwie lwowskim do Kazachstanu w 1939 roku, skąd trafiła do Niżnego Tagiłu na Syberii. Dziadkowi udało się wydostać stamtąd dopiero z armią Berlinga, zaś ojciec pomógł sprowadzić z Syberii jednego z kuzynów.

Wszystkie siły

– Wszystkich nas łączy historia, dlatego inwestycja jest popierana przez wszystkie siły polityczne, które działają w Białymstoku – powiedział wiceprezydent Rafał Rudnicki. – Wszyscy uważają Muzeum Pamięci Sybiru za znakomity projekt, również dlatego, że gehenna Sybiraków zakończyła się szczęśliwie, co będziemy chcieli pokazać w finale ekspozycji, na temat którego trwają jeszcze dyskusje. Nie ma jednak wątpliwości, że tym, którzy wywozili Polaków na Syberię nie udało się złamać polskiego narodu, a przykład Białegostoku pokazuje, że niepodległa Polska dynamiczna się rozwija. Tym bardziej zależy nam na tym, żeby powstało muzeum o charakterze ogólnopolskim. Cieszymy się ze wsparcia, jakiego udzieliło nam Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W programie Infrastruktura Kultury mamy zapewnione 4,5 mln zł. Występowaliśmy jednak o 16 mln zł, co powinno pokryć połowę kosztów budowy siedziby. Mamy już zapowiedź wiceministra Jarosława Sellina, że dotacje zostanie zwiększona. Takie deklaracje padły w czasie spotkania z prezydentem Białegostoku Tadeuszem Truskolaskim. Zwiększenie mogłoby nastąpić w kolejnych latach. Mamy też zapowiedź Ministerstwa Kultury, że Muzeum będzie przez nie współprowadzone. Zależy nam na wsparciu MKiDN, a przykład Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce pokazuje, że tego typu placówki mogą liczyć na rządowe wsparcie. Budowanie pamięci o Sybirze współgra przecież z polityką historyczną rządu PiS. Białostoccy radni PiS również popierają projekt.

W Senacie są wprowadzane zmiany do prawa o zamówień publicznych, co komplikuje nieco działalność samorządów.

– Chcielibyśmy jednak ogłosić przetarg na budowę i zagospodarowanie terenu na przełomie czerwca i lipca – deklaruje wiceprezydent Rafał Rudnicki. Oznacza to, że prace przy inwestycji mogłyby ruszyć w październiku. Wraz z wyposażeniem budynku wszystko powinno zająć około 4 lat. A na wyposażenie wnętrz Białystok będzie starał się zdobyć dotacje unijne w wysokości 85 procent, przy udziale naszego samorządu w wysokości 15 procent.

Lokalne wspólnoty

– W każdym większym mieście Polski powinny powstać instytucje, które pomogą lokalnym wspólnotom opowiedzieć swoją historię w sposób, który będzie zrozumiały dla nich, ale też w skali ogólnopolskiej, a nawet europejskiej – powiedział nam Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. – Takim ważnym pomysłem, który ma ponadregionalne znaczenie, jest właśnie Muzeum Pamięci Sybiru w Białystoku. Pomoże przypomnieć ważne dla regionu i Polski wydarzenia z ostatnich dwustu lat wywózek Polaków. Udowodni, że nie złamały one ducha w narodzie, a także w mieszkańcach Białegostoku, którzy pomimo opresji budują miasto żywe, rozwijające się z sukcesami. Trzeba pomóc w powstaniu tej placówki, tym bardziej, że jak na warunki polskie – nie jest droga. Przygotowana przez samorząd, powinna liczyć na wsparcie państwa.

– Kiedy w 2010 roku objąłem dyrekcję Muzeum Wojska Polskiego Białystok, idea Muzeum Pamięci Sybiru była już w świadomości białostoczan silnie zakorzeniona. Dlatego mogłem zająć się ze swoim zespołem tworzeniem wizji i scenariusza ekspozycji – mówi dyrektor Robert Sadowski. – Białystok stał się naturalnym miejscem dla powstania takiej placówki, ponieważ jest największym miastem z mapy dawnej Rzeczpospolitej, które znalazło się w naszych obecnych granicach, a doświadczyło najdłuższej okupacji sowieckiej, poczynając od 22 września 1939 roku, co było skutkiem paktu Ribentropp-Mołotow. Z badań białostockiego historyka Daniela Boćkowskiego wynika, że około 20 tysięcy Białostoczan oraz mieszkańców okolicznych miejscowości i wsi zostało zesłanych na Sybir w czasie czterech wielkich deportacji zorganizowanych przez Sowietów w latach 40. Kiedy rozmawia się z mieszkańcami na temat historii staje się oczywiste, że prawie każda rodzina została dotknięta sowieckimi prześladowaniami. Biorąc pod uwagę, że ponad 40 procent przedwojennej społeczności miasta stanowili Żydzi, deportacje i Holokaust wywołały gigantyczne straty i zmierzały do zniszczenia tożsamości Białegostoku. Część mieszkańców nigdy do swoich domów nie wróciła, część przeniosła się do innych miast. Muzeum Pamięci Sybiru, między innymi ma służyć podkreśleniu tożsamości oraz pamięci historycznej miasta. Nie możemy zapominać o naszej przeszłości, musimy ją przypominać, zwłaszcza młodym pokoleniom.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży