Konflikt rozpoczął się z chwilą powołania komitetu obywatelskiego, który przygotował i zaczął forsować projekt ustawy w sprawie utworzenia w Bydgoszczy Uniwersytetu Medycznego. Miałby on powstać na bazie Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który jest zlokalizowany w Bydgoszczy. Na czele komitetu stanął poseł Zbigniew Pawłowicz (PO). Na początku roku projekt ten trafił do Sejmu.
Władze Bydgoszczy, politycy reprezentujący to miasto, a także niektórzy naukowcy związani dzisiaj z Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika poparli ten projekt. Podobnie jak Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych. Rada miasta przyjęła uchwałę, w której „deklaruje zaangażowanie organizacyjne, prawne i finansowe niezbędne do utworzenia uczelni”. Pomysł poparło 160 tysięcy mieszkańców Bydgoszczy i okolic.
Jak nam tłumaczy Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy, tak wielu głosów nie można lekceważyć. W ramach wsparcia odbyła się debata na forum nadzwyczajnej sesji Rady Miasta, prezydent wysłał listy z zaproszeniem do dyskusji do ministrów zdrowia oraz nauki i szkolnictwa wyższego. – W efekcie spotkałem się z ministrem Radziwiłłem. Zaprosiłem także do Bydgoszczy sejmową Komisję Zdrowia, a Rada Miasta powołała specjalny zespół ds. utworzenia uniwersytetu medycznego. Obecne Collegium Medicum to w dużej mierze majątek bydgoszczan, przekazany przez miasto na przestrzeni lat. Mam tu na myśli przede wszystkim nieruchomości, a także pomoc w postaci stypendiów udzielanych studentom czy nagród finansowych trafiających do pracowników naukowo-dydaktycznych – dodaje Rafał Bruski.
Przeciwko odłączeniu Collegium Medicum od UMK wypowiadają się m.in. senat toruńskiego uniwersytetu, a także przedstawiciele Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.
Senat UMK w przyjętym stanowisku stwierdził, że ewentualna decyzja o podziale jest szkodliwa dla obu części uniwersytetu: „Generuje koszty w tej chwili nie do oszacowania; zarówno finansowe, jak i niematerialne. Obniżenie prestiżu UMK i nowo powstałego Uniwersytetu Medycznego, spadek pozycji w ogólnopolskich i światowych rankingach przynieść mogą konsekwencje trudne do odpracowania w najbliższych latach”.
Zdaniem władz UMK w ciągu ostatnich dziesięciu lat nastąpił znaczący rozwój bydgoskiej części UMK. Liczba studentów wzrosła z 4430 do 6420, a pracowników z 993 do 1192. Poszerzono także kierunki kształcenia, obecnie jest ich już 22, w tym cztery w języku angielskim. Uczelnia wzbogaciła się o szpital kliniczny i trzeci akademik.
1 kwietnia w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie tego projektu. Z mównicy było słychać wzajemne pretensje posłów bydgoskich i toruńskich, niezależnie od przynależności partyjnej. Wiceminister nauki Aleksander Bobko w czasie debaty stwierdził, że kluczową kwestią jest autonomia poszczególnych uczelni, co może stanowić problem przy sprzeciwie UMK wobec pomysłu odłączenia jego bydgoskiej części.
– Jeśli Bydgoszcz ma aspiracje tworzenia wyższej uczelni, to powinna robić to własnym sumptem – uważa Michał Zalewski, prezydent Torunia. – Collegium Medicum jest częścią autonomicznej uczelni i to jej władze musiałyby podjąć decyzję o podziale. A władze są przeciw.
Pomysł wywołał poważne reperkusje polityczne, włącznie z groźbą rozłamu w kujawsko-pomorskiej PO. Spór próbował zażegnać szef PO Grzegorz Schetyna, który zapowiedział powstanie specjalnego zespołu do spraw bydgosko-toruńskich sporów. Politycy PO zaproponowali kompromisowe rozwiązanie: poprą utworzenie uniwersytetu w Bydgoszczy, ale jednocześnie na zasadzie rekompensaty także projekt utworzenia wydziału lekarskiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
—Marek Kozubal