Mimo trudnych chwil fenomen krośnieńskiego szkła trwa

Gdy sześć lat temu sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Krośnieńskich Hut Szkła, wydawało się, że to już koniec. Nic bardziej mylnego.

Publikacja: 20.12.2015 21:00

Zdecydowana większość produkcji Krośnieńskiej Huty Szkła trafia na eksport

Zdecydowana większość produkcji Krośnieńskiej Huty Szkła trafia na eksport

Foto: materiały prasowe

Krosno zajmuje wysokie miejsca w rankingach polskich miast, w których żyje się najlepiej. Określane zaszczytnym mianem małego Krakowa w ostatnich latach coraz skuteczniej przyciąga turystów. Ci z reguły są mocno zaskoczeni, dowiadując się, że to właśnie w okolicach Krosna powstała pierwsza na świecie kopalnia ropy naftowej i że to pozornie nieznaczące miasto jest w istocie szklanym zagłębiem. A jeszcze kilka lat temu wydawało się, że to już przeszłość.

Dobry koniec złego początku

W 2009 r. na mieszkańców Krosna i okolic padł blady strach, kiedy sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Krośnieńskich Hut Szkła – wiodącego pracodawcy w regionie. Likwidacja kojarzy się jednoznacznie z bankructwem. Jak się okazuje – nie zawsze scenariusz musi być tak negatywny.

Po sześciu latach od ogłoszenia upadłości huta zatrudnia ponad 2,2 tys. pracowników. – Pomimo upadłości prowadzimy działalność produkcyjną. Sytuacja finansowa jest stabilna, osiągamy zyski, a wszystkie bieżące zobowiązania płacimy terminowo – informuje Dariusz Gawroński, dyrektor generalny Krośnieńskich Hut Szkła. Dodaje, że nadal trwają poszukiwania inwestora. – Przetarg odbędzie się 26 stycznia 2016 r., może tym razem Huta zmieni właściciela, który – mam nadzieję i wierzę w to – będzie kontynuował jej działalność oraz zapewni stabilność i rozwój – mówi Gawroński. Z kolei Krosglass oraz Jasielska Huta Szkła – czyli spółki córki KHS – jesienią tego roku wreszcie zmieniły właściciela. Kupił je biznesmen z Nowego Sącza Wiesław Piwowar.

Zdecydowana większość produkcji KHS trafia na eksport. Firma jest doceniana w różnego rodzaju konkursach. Jest m.in. laureatem Regionalnych Orłów Eksportu Województwa Podkarpackiego, czyli zestawienia przygotowywanego przez „Rzeczpospolitą”.

Zaradny syndyk

Pracownicy huty nie mają wątpliwości, dzięki komu ich firma wyszła na prostą. To przede wszystkim zasługa syndyka, Marka Leszczaka – twierdzą. Kiedy obejmował władzę w zakładzie, zapewniał, że będzie kontynuował produkcję. Jednak wtedy mało kto wierzył w te słowa. Czas pokazał, że Leszczak słowa dotrzymał. A nie miał prostego zadania. Kiedy wchodził do spółki, jej sytuacja finansowa była fatalna. Kryzys, który wybuchł w 2008 r., mocno uderzył w praktycznie wszystkie branże. Najmocniej ucierpieli eksporterzy na skutek umacniającego się złotego. Krosno dołączyło do grona tych firm, które ugięły się pod ciężarem strat, spowodowanych spekulacjami na opcjach walutowych. Grupa utraciła płynność finansową i zarząd złożył wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu. Sąd jednak uznał, że taki scenariusz jest niemożliwy i ogłosił likwidację spółki. Był to szok nie tylko dla pracowników, ale również dla akcjonariuszy. Krosno było wszak spółką giełdową – zresztą jedną z pierwszych pięciu, które zadebiutowały na warszawskim parkiecie w 1991 r. Co teraz ją czeka? Praktyka pokazuje, że w przypadku postępowań upadłościowych wszystko jest możliwe.

Scenariusz na przyszłość

Istnieją dwa rodzaje upadłości – układowa i likwidacyjna. Jeśli celem jest restrukturyzacja zadłużenia, wtedy najlepiej sprawdza się ta pierwsza. – Natomiast zasadniczo upadłość likwidacyjna powinna prowadzić do wyprzedania majątku. Tym niemniej w praktyce dość często się zdarza, że mimo ogłoszenia upadłości likwidacyjnej spółki działa nadal, jak normalnie funkcjonujący podmiot – mówi Radosław Kwaśnicki, partner zarządzający kancelarii RKKW. Dodaje, że problemy z wypracowaniem układu niejednokrotnie prowadzą do zbyt pochopnego ogłoszenia upadłości likwidacyjnej.

Eksperci zwracają też uwagę na dużą rolę syndyka przy tego typu postępowaniach. – W przypadku długotrwałej likwidacji musi on być w stanie przekonać sędziego, że takie działanie ma sens, czyli przynosi korzyści i upadłemu, i wierzycielom – mówi Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

To nie wyrok

Ogłoszenie upadłości likwidacyjnej to nie jest wyrok. – Jeżeli prowadzenie przedsiębiorstwa w likwidacji przynosi zysk lub prowadzi do zwiększenia jego wartości, może to skutkować zmianą trybu postępowania na układowe – podkreśla Paweł Latkowski, prawnik DLA Piper Wiater. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że postępowania upadłościowe są wielowątkowe i trudno je jednoznacznie oceniać. – Często decyzja o kontynuowaniu działalności jest podejmowana nie z uwagi na interes wierzycieli, lecz np. dobro pracowników, kontrahentów czy nawet – niestety – syndyka – mówi Konard Konarski, partner w kancelarii Baker & McKenzie. Dodaje, że wszystkie z tych osób mogą mieć osobisty interes w przedłużaniu postępowania upadłościowego i utrzymywaniu spółki przy życiu. Często, niestety, kosztem wierzycieli.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej