Mike Danton – z ziemi kanadyjskiej do Polski

35-letni Kanadyjczyk Mike Danton z Ciarko PBS Bank STS-u Sanok znalazł się w polskiej kadrze na ważny turniej. Teraz stara się o polski paszport.

Publikacja: 22.11.2015 21:01

Mike Danton – trzeci z lewej  – strzela gola w ekstraklasie hokejowej

Mike Danton – trzeci z lewej – strzela gola w ekstraklasie hokejowej

Foto: PAP, Darek Delmanowicz

Jest szansa, bo okazało się, że jego pradziadek urodził się w 1901 roku w Lubkowcach – w II Rzeczypospolitej miejscowość należała do gminy Wołczkowce w powiecie śniatyńskim województwa stanisławowskiego (obecnie Ukraina). Do 1923 roku służył w Wojsku Polskim, po czym wyjechał do Kanady. Napastnik z Ontario jest więc być może człowiekiem z polską przeszłością. Ma też inną przeszłość – trudną.

Ciemne sprawy

W 2004 roku 23-letni wówczas hokeista NHL – grał w St. Louis Blues – został aresztowany za nakłanianie do zabójstwa. Miał oferować 10 tysięcy dolarów za zamordowanie swojego długoletniego agenta, Davida Frosta.

Przyznał się i został skazany na 7,5 roku więzienia. Nie zeznawał, więc do dziś nie ma pewności, jakie pobudki nim kierowały. Oświadczył jedynie, że to nie Frost miał być ofiarą. Miał być nią ojciec hokeisty, który zaniedbywał go w dzieciństwie. Z tego powodu, u progu kariery w NHL, Mike zmienił nazwisko – z Jefferson na Danton. Chciał odciąć się od rodziny.

Sprawa trafiła na czołówki kanadyjskiej prasy, wraz z informacjami o bardzo bliskich relacjach, jakie łączyły Frosta z hokeistami, których reprezentował. Menedżer miał kontrolować wszystkie aspekty ich życia – sportowego i pozasportowego.

Już po aresztowaniu wypłynęło nagranie rozmowy Dantona i Frosta, prowadzonej z więziennego telefonu, w której niedoszła ofiara instruuje niedoszłego zabójcę, co mówić podczas spotkań z więziennymi urzędnikami, prawnikami i psychologami.

Rola Frosta nie została do końca wyjaśniona. On także zmienił w końcu nazwisko, próbował pozostać przy hokeju, ale niejasna przeszłość (nie chodziło tylko o sprawę Dantona) wciąż się za nim ciągnęła. Kilka lat temu zniknął z radarów.

11 września 2009, po pięciu latach, Mike Danton opuścił więzienie na mocy warunkowego przedterminowego zwolnienia. Wrócił do hokeja.

Przez dwa sezony był zawodnikiem drużyny uniwersyteckiej uczelni Saint Mary’s University w Halifax. W 2011 roku przyjechał do Europy – grał w Szwecji, Austrii, Słowacji, Kazachstanie i Rumunii. Miał grać w Wielkiej Brytanii, ale odmówiono mu wizy. Nie pomogły zapewnienia o resocjalizacji – przykładem miały być studia z zakresu psychologii i kryminologii, które rozpoczął w więzieniu.

Wkrótce znów zrobiło się o nim głośno, chociaż na mniejszą skalę – podczas debiutu w szwedzkiej lidze Division 1 w barwach IFK Ore udzielił pomocy partnerowi z drużyny, który wpadł w konwulsje po uderzeniu głową o lód. Trzeba było działać, żeby nie zadusił się własnym językiem. Danton wykorzystał umiejętności ratownicze zdobyte wcześniej na kursie w zakładzie karnym.

– Widziałem już takie napady w więzieniu i wiedziałem, że jeśli drgawki nie ustępują po paru chwilach, jest źle – mówił później Danton. – Hokej jest pełen takich tragedii i niewiele brakowało do kolejnej.

Takie były początki „nowego Mike’a”. W życiu Kanadyjczyka zaczęło się wreszcie układać – założył rodzinę, w 2012 roku został ojcem.

„Hokej nigdy nie będzie dla mnie tym, czym kiedyś. Ani życie. Popełniłem przestępstwo, odsiedziałem swoje, cała Ameryka Północna przypomina mi o tym, że wie o moich najintymniejszych sprawach. Ale bądźcie pewni – moje dziecko zostanie otoczone opieką, nauczone, by odróżnić dobro od zła, będzie mogło podejmować własne decyzje i zawsze będzie wiedziało, że ma dom” – pisał wówczas na swoim blogu, w notce zatytułowanej „Odrodzenie”.

Polskie sprawy

Już jako odrodzony człowiek przybył do Sanoka – od 23 stycznia 2014 roku jest zawodnikiem miejscowego STS. Po grze w ubiegłym sezonie przedłużył kontrakt z klubem. Dziś jest ojcem dwojga dzieci, kończy studia psychologiczne i zaczyna naukę polskiego.

– Bardzo trudny język. Opanowałem parę wyszukanych słów i zwrotów, ale cieszę się, że ludzie mówią tu po angielsku na tyle dobrze, żeby się dogadać – przyznaje Danton.

Niebawem polscy hokeiści – być może z Dantonem w składzie – rozpoczną bój o igrzyska olimpijskie w 2018 roku. On sam ma nadzieję, że jego przybrana ojczyzna będzie się liczyć w tej walce.

– Wierzę w determinację Polaków. Rywalizacja z Rosją, Kanadą, USA czy Finlandią byłaby trudna, ale przy ciężkiej pracy inni są w zasięgu – uważa hokeista.

Oby miał rację, bo po raz ostatni biało-czerwoni zagrali na olimpijskim lodowisku w 1992 roku.

Jest szansa, bo okazało się, że jego pradziadek urodził się w 1901 roku w Lubkowcach – w II Rzeczypospolitej miejscowość należała do gminy Wołczkowce w powiecie śniatyńskim województwa stanisławowskiego (obecnie Ukraina). Do 1923 roku służył w Wojsku Polskim, po czym wyjechał do Kanady. Napastnik z Ontario jest więc być może człowiekiem z polską przeszłością. Ma też inną przeszłość – trudną.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?