Fajne miejsce do życia

Adam Zieliński „Łona”, szczeciński hiphopowiec

Publikacja: 22.10.2015 17:21

Fajne miejsce do życia

Foto: materiały prasowe

Rzeczpospolita: Kochasz Szczecin?

Łona: No pewnie.

Za co?

Tu się urodziłem. Mój dziadek tu przyjechał w 1945 roku z Poznania i założył szczecińską gałąź rodziny. W moim domu jego portret wisi na ścianie. Takie rzeczy, rozumiesz, mocno wiążą.

Czyli powody historyczne?

Naturalnie.

A jakieś inne?

To jest fajne miejsce do życia. Pewnie, że nie każdego, i nie każdy rodzaj aktywności można tutaj rozwinąć, ale jeśli chodzi o robienie czegoś, za przeproszeniem, twórczego, to im dalej jest się od tego warszawskiego szaleństwa, tym lepiej. Przemawia przeze mnie teraz pewnie szczeciński prowincjonalizm, bo jestem człowiekiem z niedużego miasta i nie najlepiej się czuję w tym megapolis.  Może poza Żoliborzem, jest relatywnie najbardziej szczeciński.

Czyli bycie daleko od Warszawy pomaga w twórczości?

Chodzi chyba o to, żeby być blisko ludzi, ale nie zwariować od ich nadmiaru. Szczecin jest w sam raz.

A może to właśnie pomaga, ponieważ hip-hop, cała jego ideologia, oparta jest na kontrze do mainstreamu.

Tylko tu jest pewien błąd, bo hip-hop wcale już nie jest w kontrze. Hip-hop, niestety, wtopił się w mainstream i stał się jego częścią. Natomiast wtedy, kiedy ta kultura była rzeczywiście w kontrze, czyli w latach 90., Warszawa była akurat bardzo silnym ośrodkiem. Szczecin, nawiasem mówiąc, wtedy też się mocno liczył, bardziej chyba niż teraz. Mieliśmy wielką scenę grafitti, z ogólnopolskimi jamami, doskonałych b-boyów, czy legendarny już SNUZ. Ale co do kontry wobec głównego nurtu, Warszawie należy oddać, że to z niej wywodzi się Molesta, która wydała w 1998 roku swój album Skandal, którym wówczas jarał się każdy hiphopowiec bez względu na to czy był osiedlowcem, czy chłopakiem z dobrego domu.

Ty nie jesteś osiedlowcem, tylko hiphopowcem dla intelektualistów czy raczej „wykształciuchów”. Skąd pomysł, żeby prawnik tworzył rap?

Prawnikiem zostałem później, więc lepiej zapytać – skąd pomysł, żeby raper został prawnikiem? Rap, który wybuchł w połowie lat 90. w Polsce, porwał mnie bez reszty jeżeli chodzi o świeżość, rytm i ten – wyjątkowo trudny do przetłumaczenia – vibe. A jednocześnie w tym samym czasie, zdarzało mi się słuchać Leszka Długosza, Piwnicy pod Baranami, w moim domu leciał Kabaret Starszych Panów, a mama zabierała mnie na koncerty Młynarskiego. No to jaki ja rap miałem robić?

W latach 90., o których wspominasz, Szczecin miał swoje 5 minut przede wszystkim chyba bardziej w grunge niż hip-hopie.

Mnie to trochę ominęło, po prostu rap bardziej mnie zajmował niż gitarowe granie. Choć Hey akurat z czasem doceniłem i cieszyłem się z ich sukcesów.

Bo szczeciński zespół?

Tak, ale też dlatego, że mocno się wyróżniali na polskiej scenie rockowej. Pogodno z kolei przyniosło mi autentyczne zdziwienie, że można tak fajnie grać. A wracając do lat 90. – Szczecin był generalnie mocno oddziałującym miastem: Młode Wilki, Krzysztofa Jarzyna…

Granica, przemyt, paliwa….

(W tym momencie Łona ścisza dzwoniący telefon – dop. autora) Ilekroć dzwoni telefon, myślę sobie: „Może warto odebrać, może to coś ważnego”. I nigdy nie jest. W Szczecinie trochę łatwiej mi nie odbierać, w większym mieście pewno nie odrzucałbym tak nonszalancko tych połączeń, jakoś to nie pasuje do tamtej rzeczywistości. Tutaj łatwiej jest sobie z tym poradzić.

Z rzeczywistością?

Z tym, że po naszej rozmowie każdy z nas będzie miał po dziesięć nieodebranych połączeń. W Szczecinie odrobinkę łatwiej można to udźwignąć.

Bo tempo życia jest wolniejsze?

Owszem, choć daleko mu do małomiasteczkowej senności. To miasto to jest świadomy wybór, codziennie się na to godzę, mimo wszystkich niedoskonałości. To wprawdzie trochę oklepane, ale nie mów, że jak wracasz do Szczecina po Trasie Zamkowej, nie ogarnia cię nagły poryw lokalnego patriotyzmu, zwłaszcza gdy poczujesz zapach czekolady z Gryfa.

Czasem jest ten zapach.

Ostatnio nawet jakby mocniejszy. Rola sentymentu jest nie do przecenienia. Z miłością do miasta jest jak z każda inną miłością: trochę zaślepia. Trudno, co robić.

Wcześniej wspomniałeś o kwestiach historycznych, teraz sentymentalnych. Tym się kierujesz w swojej twórczości?

Szczecin się pojawia czasami jako tło w tych numerach, ale też po prostu jako miejsce życia. Gdyby precyzyjnie wskazywać, na przykładzie płyty, którą właśnie kończymy z Webberem, to jedne inspiracje pochodzą z Kostrzyna nad Odrą, inne z małej miejscowości w okolicach gruzińskiego Gori, inne z norweskiego promu. Nie chcę się wymądrzać, ale inspiracje to jest jedna z bardziej niemożliwych do uchwycenia rzeczy na tym świecie i nie da się tego w żaden sposób zaprogramować. To jest zawsze jakiś palec Boży albo – dla niewierzących, jakiś cudowne zrządzenie natury. Szczecin jest wyjątkowo urodzajną kopalnią tych inspiracji, ale nie jedyną.

Liroy kandyduje teraz do parlamentu. Co ty na to?

Nie jestem zachwycony. To wpisuje w ciąg jego mniej lub bardziej udanych pomysłów na siebie, ja bym chętniej posłuchał jego nowych nagrań.

Nie myślałeś, żeby wejść do polityki?

Gdzie tam.

Jak każdy raper z jednej strony jesteś trybunem ludowym, a z drugiej strony prawnikiem. Pozostaje ci tylko wybrać miejsce, gdzie mógłbyś kandydować, bo wybór pewnie gwarantowany.

Polityka nie jest miejscem dla ludzi przyzwoitych.

—rozmawiał Michał Stankiewicz

Rzeczpospolita: Kochasz Szczecin?

Łona: No pewnie.

Pozostało 99% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy