Otwarcie na nowe i młodych

Rozmowa | Jan Nowara, dyrektor Teatru im. Siemaszkowej w Rzeszowie, o zmianach i planach rzeszowskiej sceny.

Publikacja: 19.07.2015 17:01

Jan Nowara, dyrektor Teatru im. Siemaszkowej, rozpocznie po wakacjach swój drugi pełny sezon po powr

Jan Nowara, dyrektor Teatru im. Siemaszkowej, rozpocznie po wakacjach swój drugi pełny sezon po powrocie do Rzeszowa.

Foto: Grzegorz Malinowski

Rozpoczęły się wakacje. Czy teatr jednak pracuje nad sierpniową premierą „Wyżej niż Połonina”?

Jan Nowara: Tak. Wszystko wzięło się chyba stąd, że wychowałem się w opolskim teatrze, w czasach kiedy regionalne sceny prowadziły objazd po mniejszych miejscowościach. Teatr wędrował do widzów. Potem, już jako dyrektor, doszedłem do wniosku, że spektakle trzeba pokazywać wyłącznie w siedzibie, ponieważ tylko wtedy mogą osiągnąć swoją sceniczną pełnię i zaplanowany wymiar artystyczny, co wiązało się oczywiście również z warunkami technicznymi. A jednak, przyjeżdżając do Rzeszowa, zresztą po raz drugi, bo dyrektorowałem tu już kilkanaście lat temu, i krążąc po bardzo rozległym Podkarpaciu, uświadomiłem sobie, że jest tu wiele miejsc, z których widzowie najpewniej nie dotrą do Teatru im. Siemaszkowej. Zarówno z powodów komunikacyjnych, jak i finansowych. Postanowiliśmy więc skorzystać z genius loci i sięgnąć po temat, który aż się o to prosił – Bieszczady. Wiąże się z nim bogactwo historii, często wojennych, mrocznych, związanych z pograniczem polsko-ukraińskim, akcją Wisła, Hucułami, religijną mieszanką. Jest też mit romantycznego dzikiego Wschodu, gdzie szukali szczęścia ci, którym nie udało się w życiu, lub ci, którym potrzebne było więcej wolności, a mieli wyroki sądowe.

Bieszczady to również Hłasko, Stachura…

Tak, to ci najsłynniejsi. Ale w Bieszczadach osiedlali się albo byli tu już zakorzenieni barwni ludzie, często artyści z bożej łaski, nazywani zakapiorami bieszczadzkimi. Reżyserem „Wyżej niż Połoniny” jest szef teatru offowego „Nie Teraz” z Tarnowa, Tomasz Antoni Żak. Bieszczady to spory kawałek jego życia, znał i zna wielu bieszczadzkich zakapiorów. Pisząc scenariusz, radził się publicysty, rzeszowskiego bieszczadologa, Andrzeja Potockiego. W ten sposób powstała poetycka przypowieść, ballada o życiu i śmierci, inspirowana życiorysami kilkudziesięciu postaci, okraszona muzyką Wolnej Grupy Bukowina i Wojtka Bellona. Wyruszamy w objazd pod koniec sierpnia, a na naszej trasie znajdą się Baligród, Cisna, Wetlina, Zatwarnica, Sanok, Zagórz, Ustrzyki, Lesko, Olszanica, Polańczyk. Zagramy w byłych synagogach, cerkwiach, stajniach, klasztorach. Teatr ma wędrować tam, gdzie go do tej pory nie było. Mamy związany z tym kolejny pomysł. W budowie jest wędrowna scena na kołach, z którą będzie można przyjechać i rozłożyć się w dowolnym miejscu na Podkarpaciu. Na inaugurację zagramy powiastkę filozoficzną i zarazem magiczną opowieść rycersko-awanturniczą Italo Calvino „Rycerz nieistniejący”. Premiera w maju, reżyseruje Krzysztof Prus.

Jaki repertuar zaplanował pan na sezon 2015/2016?

Zaczniemy od „Kurki wodnej” na motywach sztuki Witkacego w mojej reżyserii, z podtytułem „Katastrofa jest coraz bliżej”. Tematem tej „sferycznej tragedii” jest metafizyczna niemożność i rozpad ludzkich związków. Pokażemy nienasyconą po Witkacowsku rodzinę, która oddaje się konsumpcji. Przeniesiemy ją we współczesność. W oryginale w finale wlewa się na scenę bolszewicka rewolucja. My pokażemy rewolucję islamistyczną i rodzinę, która żyje, komunikuje się i porusza w sieci. Jej członkowie będą mieli swoje profile w cyberprzestrzeni, docierające do widzów za pośrednictwem multimedialnych ekranów. Poprowadzimy narrację zarówno teatralną, jak i filmową. Będzie stanowić ramy dla obyczajowego i ideowego sporu, jaki toczy się między cywilizacją europejską, zanurzoną w konsumeryzmie, a nową rewolucją religijną, w tym przypadku islamistyczną, która chce obrócić w perzynę stary porządek. Kalifat Państwa Islamskiego poczyna sobie coraz śmielej, przyciąga też coraz więcej Europejczyków walczących z poczuciem bezsensu.

Jakich artystów zaprosił pan do współpracy?

Zaproponowałem Jerzemu Satanowskiemu realizację autorskiego spektaklu muzycznego „Beksiński”. Będzie inspirowany obrazami malarza, ale również wydanymi nie tak dawno jego opowiadaniami, których źródła biją w prozie Schulza i Kafki. To nie będzie opowieść biograficzna, tylko rzecz o ludzkim losie, a na spektakl złoży się kilkanaście premierowych piosenek Satanowskiego. Kolejne obrazy Beksińskiego będą rodzić się wirtualnie na oczach widzów. Premiery w czerwcu przyszłego roku w Rzeszowie i Warszawie, z patronatem Ministerstwa Kultury. Wspomnę jeszcze, że Magda Miklasz przygotuje „Trzy siostry” Czechowa, które mają być opowieścią o pogłębiającej się ludzkiej alienacji i braku komunikacji. Zapraszam też do pracy w Rzeszowie bardzo młodych i świetnie rokujących: Martynę Łyko – po studiach reżyserskich w Londynie, Tomasza Cymermana i Judytę Berłowską.

Jak pan ocenia swój pierwszy pełny sezon po powrocie?

Zdecydowałem się na zagranie va banque, czyli mocne otwarcie na nową, młodą widownię. Pierwsze trzy realizacje były wręcz agresywne wobec przyzwyczajeń rzeszowskiej widowni i teatru środka. Nowy przekład „Heddy Gabbler” w reżyserii Szymona Kaczmarka został przeniesiony we współczesność. Potem zaprezentowaliśmy teatralnego freaka performera, czyli Kubę Falkowskiego, i jego interpretację sztuki Różewicza „Stara kobieta wysiaduje” w formie scenicznej instalacji. Chwilę później było jeszcze silniejsze uderzenie, czyli „Balladyna” Słowackiego w reżyserii Radka Rychcika przeniesiona w kontekst I wojny światowej pokazanej z popkulturowej perspektywy współczesnych seriali, a także z udziałem osób niepełnosprawnych. Premiera odbyła się na festiwalu Boska Komedia w Krakowie, w czasie kiedy Radek święcił triumfy „Dziadów”. To akurat mogło się obrócić przeciwko nam, bo musieliśmy rywalizować z teatralnym przebojem minionego sezonu. Myślę, że „Balladynie” dostało się od niektórych krytyków za bardzo, tym bardziej że po krakowskiej premierze – w Rzeszowie spektakl dojrzał. Na Festiwalu Klasyka Polska w Opolu został nagrodzony owacją na stojąco. Cieszę się, że Teatr im. Siemaszkowej już w pierwszym roku mojej dyrekcji gościł na dwóch ważnych, ogólnopolskich festiwalach. Poza tym „Balladyna” była bardzo inspirująca dla zespołu i stylu pracy. Do Rzeszowa przyjechało wielu młodych aktorów, żeby wziąć udział w spektaklu. Sto aktorek ubiegało się w castingu o rolę tytułową.

Poza profilem artystycznym zmienił pan też nazwę i formułę Rzeszowskich Spotkań Teatralnych – na Festiwal Nowego Teatru.

Rzeszowskie Spotkania Teatralne przez długie lata kojarzyły się przede wszystkim ze zjazdem aktorskich gwiazd. W zeszłym roku, z dr Joanną Puzyną-Chojką, dyrektorem artystycznym, powołując do życia Festiwal Nowego Teatru, zajęliśmy się nowymi narracjami, mediami, transgresją gatunkową. Dzięki temu pojawiła się na widowni także nowa, młoda publiczność, a Telewizja Rzeszów uznała pierwszą edycję imprezy za kulturalne wydarzenie roku w  Podkarpackiem. To ważne wsparcie, bo tradycjonaliści mieli co najmniej mieszane uczucia, oglądając np. występy Komuny Warszawa. Ale już „Dziady” Rychcika wzbudziły zachwyt. Dla równowagi na wiosnę zaproponowaliśmy bardziej tradycyjny spektakl „Sąsiadów” Bałuckiego w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza o galicyjskich wyborach do wiedeńskiego parlamentu. Niezwykle przypominających współczesne! Z tym spektaklem pojedziemy na Festiwal Komedii Talia w Tarnowie jesienią. Bo wytyczając nowe kierunki, staramy się nie zapominać o tradycyjnej publiczności. Stąd w naszym repertuarze komedie i farsy. Chcemy jednak coraz skuteczniej docierać do studenckiej widowni, która liczy w Rzeszowie kilkadziesiąt tysięcy osób. Rozmawiamy właśnie o premierze w Klubie Pod Palmą w miasteczku akademickim. Miasto się rozwija, a my wraz z nim.

II Festiwal Nowego teatru w Rzeszowie

Teatr im. Siemaszkowej powstał w 1945 roku i jest najważniejszą sceną w regionie. W dniach 22–29 października zorganizuje II Festiwal Nowego Teatru. Rozpocznie się on „Kurką wodną” Jana Nowary. Potem będzie można obejrzeć m.in. „Afrykę” Bartka Frąckowiaka z Bydgoszczy, „Aktorów żydowskich” Anny Smolar z Teatru Żydowskiego w Warszawie. Teatr pozostaje wierny Radkowi Rychcikowi, dlatego zaprasza na spektakl wyjazdowy „Grażyny” w Tarnowie. Widzowie obejrzą też Narodowy Stary Teatr z „Nie-Boską komedią. Wszystko powiem Bogu” Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, „Klęski w dziejach miasta” Weroniki Szczawińskiej z Kalisza i „Podróż zimową” Pawła Miśkiewicza z Teatru Polskiego we Wrocławiu. Spektaklem konkursowym będzie też „Portret damy” Eweliny Marciniak z Wybrzeża. Patronem ideowym festiwalu jest Christoph Schlingensief. Odbędą się warsztaty multimedialne inspirowane twórczością Józefa Szajny, który pozostaje najbardziej rozpoznawalną postacią rzeszowskiego teatru. —j.c.

Rozpoczęły się wakacje. Czy teatr jednak pracuje nad sierpniową premierą „Wyżej niż Połonina”?

Jan Nowara: Tak. Wszystko wzięło się chyba stąd, że wychowałem się w opolskim teatrze, w czasach kiedy regionalne sceny prowadziły objazd po mniejszych miejscowościach. Teatr wędrował do widzów. Potem, już jako dyrektor, doszedłem do wniosku, że spektakle trzeba pokazywać wyłącznie w siedzibie, ponieważ tylko wtedy mogą osiągnąć swoją sceniczną pełnię i zaplanowany wymiar artystyczny, co wiązało się oczywiście również z warunkami technicznymi. A jednak, przyjeżdżając do Rzeszowa, zresztą po raz drugi, bo dyrektorowałem tu już kilkanaście lat temu, i krążąc po bardzo rozległym Podkarpaciu, uświadomiłem sobie, że jest tu wiele miejsc, z których widzowie najpewniej nie dotrą do Teatru im. Siemaszkowej. Zarówno z powodów komunikacyjnych, jak i finansowych. Postanowiliśmy więc skorzystać z genius loci i sięgnąć po temat, który aż się o to prosił – Bieszczady. Wiąże się z nim bogactwo historii, często wojennych, mrocznych, związanych z pograniczem polsko-ukraińskim, akcją Wisła, Hucułami, religijną mieszanką. Jest też mit romantycznego dzikiego Wschodu, gdzie szukali szczęścia ci, którym nie udało się w życiu, lub ci, którym potrzebne było więcej wolności, a mieli wyroki sądowe.

Pozostało 83% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?