Sopot nigdy nie śpi?

Nieformalną letnią stolicę Polski odwiedza 1,5 mln turystów rocznie. Ale jaki ma być jej charakter – uzdrowiskowy czy rozrywkowy?

Publikacja: 29.06.2015 20:56

Wiosną i latem ubiegłego roku na sopockim molo naliczono prawie 900 tysięcy turystów

Wiosną i latem ubiegłego roku na sopockim molo naliczono prawie 900 tysięcy turystów

Foto: Fotorzepa/Piotr Wittman

Dzisiejszy Sopot to prawdziwy tygiel. Z jednej strony kurort ze strefą uzdrowiskową i związanymi z nią wymogami, z drugiej miasto rozrywki z hasłem „Sopot Never Sleeps”.

Życie tego blisko 40-tysięcznego miasta skupione jest na małej przestrzeni, której sercem jest ulica Monte Cassino, popularny Monciak. Tutaj działają luksusowe hotele, dom zdrojowy, kawiarnie i puby.

W piętrowym, podłużnym budynku z lat 60. – tzw. Aldze – ramię w ramię gości zapraszają wykwintna restauracja Gesslera z kelnerami w muszkach, piwiarnia i kilka klubów, w tym niedawno otwarty Libation. Ten ostatni, prowadzony przez Nergala, lidera deathmetalowego zespołu Behemoth, promuje się parą całujących się hostess w stroju topless. Dalej legendarny SPATiF, mekka imprezowiczów, i drżący w posadach od pełnych parkietów Krzywy Domek.

To tylko fragment sopockiej układanki. Niedzielny poranek łączy wszystkich: imprezowiczów wracających po intensywnej nocy z plaży, rodziny z dziećmi wychodzące na spacer i starszych mieszkańców Sopotu idących do kościoła. Świątyń tutaj też nie brakuje, i to w bezpośrednim sąsiedztwie lokali.

Zabawa z ciszą w tle

Ta szalona koegzystencja, choć trwa, nie jest łatwa. Połączenie oczekiwań kuracjuszy, bywalców klubów nocnych, rodzin z dziećmi no i samych mieszkańców Sopotu to wyzwanie dla samorządu.

– Sopot to kurort, który ciągle żyje. Dla nas hasło „Sopot Never Sleeps” nie oznacza życia nocnego, ale to, że miasto jest atrakcyjne przez cały rok, nie zasypia po sezonie letnim. To jest kurort dla wszystkich, trzeba tylko przestrzegać pewnych norm – mówi „Rzeczpospolitej” Jacek Karnowski, prezydent Sopotu.

Wizja władz miasta jest prosta: walka z tymczasowością, jeżeli chodzi o zabudowę i architekturę, stawianie na wysoką kulturę, sport i przyciąganie wymagających wczasowiczów. To priorytety. – Nie organizujemy darmowych koncertów ani sylwestra. Wybierając wydarzenia muzyczne, nie celujemy w koncerty, które wszędzie można obejrzeć, ale w te o pewnej randze. Chcielibyśmy, żeby to była półka wyżej niż gdzie indziej – mówi Karnowski. – A co do rozrywki i uzdrowiska, to staramy się utrzymywać równowagę – wyjaśnia.

Co może się wydawać dziwne – najbardziej rozrywkowe miasto Polski jest chyba jednym z bardziej restrykcyjnych, jeżeli chodzi o poziom hałasu. Nie można odpalać fajerwerków, bo hałasują, muzykę można puszczać tylko wewnątrz lokali. Koncerty na świeżym powietrzu muszą być biletowane i kończyć przed godz. 22, podobnie jak imprezy. Choć sam Monciak w nocy przypomina kolorowe mrowisko.

– Lokale nie mogą wabić klientów muzyką, bo gdy ich jest pięć obok siebie, to robi się kakofonia – mówi Karnowski.

Choć prezydent ma oczywiście opozycję w radzie miasta, to w zasadzie wprowadzanie regulacji nie wzbudza oporu, wręcz mnożą się kolejne pomysły.

Wojciech Fułek, lider opozycyjnego ruchu Kocham Sopot, kilka lat temu chciał, by turyści nie spacerowali po Monciaku w stroju topless. Szczególnie chodziło o lokale gastronomiczne, a w nich nagie męskie torsy.

– To, co na plaży, na Monciaku już nie przystoi – wyjaśnia Fułek. – Nie po drodze mi z Wojciechem Cejrowskim, ale pamiętam, że wtedy do mnie dotarł z poparciem. I choć chodzi boso, to jednak w koszuli, bywa w świecie i zna zasady obowiązujące w gastronomii, czyli „no shirt, no business”.

Sporo dyskusji wzbudzają kwestie dostępu do alkoholu. Co pewien czas media, także ogólnopolskie, obiega informacje o tym, jak Jacek Karnowski niczym sopocki szeryf, osobiście kontroluje sklepy sprzedające alkohol, wyłapuje nietrzeźwych i zabiera koncesje. Ostrzejszy kurs zaczął się po głośnym wypadku w sierpniu 2014 roku, kiedy kierowca Hondy zrobił sobie rajd po Monciaku, raniąc po drodze wiele osób.

Wkrótce po tym wejście na molo – także w nocy – stało się płatne i kontrolowane przez ochronę. Jesienią tego samego roku impulsem do kolejnych zmian stały się tzw. Połowinki Trójmiasta, gdy tysiące nastolatków ruszyły do klubów. Policja zanotowała 90 interwencji i 98 wykroczeń, a Karnowski zapowiedział działania przeciw klubom i sklepom sprzedającym alkohol nieletnim. W styczniu tego roku rada miasta zmniejszyła limit koncesji na alkohol dla sklepów z 80 do 70. Jednocześnie wprowadzono całodobowy zakaz spożywania i wnoszenia na plażę alkoholu poza wyznaczonymi miejscami. Zakaz picia obowiązuje też 21 marca oraz w dniu i na trasie procesji Bożego Ciała.

Mniej koncesji

Obecnie w Sopocie działa blisko 70 sklepów z alkoholem, w lokalach wydano 194 koncesje na sprzedaż wina, 209 piwa i 168 wódki. Karnowski chce jednak coraz bardziej ograniczać sprzedaż. Niedawno na forum Związku Miast Polskich zaproponował, by zmienić prawo, dając większą samodzielność gminom.

– Chodzi o to, by każda rada gminy mogła sama decydować o godzinach sprzedaży alkoholu na swoim terenie, np. jedna pozwoli do 3 w nocy, a inna do 22 – wyjaśnia prezydent, zapowiadając jednocześnie, że gdyby prawo uległo zmianie, chciałby ograniczyć w Sopocie działalność sklepów alkoholowych do godziny 24, łącznie ze stacjami benzynowymi. Myśli też o tym, by dalej zmniejszać liczbę udzielanych koncesji.

Restrykcje wywołują jednak kontrowersje. Tak było z pewnym lokalem serwującym wódkę i zakąski. Gdy jego właściciele chcieli otworzyć bar w nowym miejscu – miasto, wykorzystując swoje udziały we wspólnocie, pod którą podlega lokal, nie zgodziło się na koncesję. W tym samym czasie w Sopocie ruszyły jednak inne bary, a w bezpośrednim sąsiedztwie pechowego lokalu – całodobowy sklep z alkoholem.

Ślepa uliczka

Karnowski będzie mógł liczyć na przychylność rady miasta. Tutaj spore znaczenie może mieć specyfika Sopotu. Choć odwiedzający kurort to w większości ludzie młodzi i w średnim wieku, wśród mieszkańców sporo jest osób starszych. A to właśnie oni wybierają radnych i prezydenta, a nie wczasowicze i przedsiębiorcy. To oznacza utrzymanie kursu, niezależnie jaka opcja polityczna będzie rządzić Sopotem.

– Miasto imprezowe to ślepa uliczka. Goście imprezowi to goście tylko weekendowi. Ponadto większość lokali i klubów nie należy do Sopocian. Nie widzę przełożenia ilości wypitego piwa na portfele mieszkańców – mówi opozycyjny radny Wojciech Fułek.

Prezydent Sopotu puentuje to tak: – Dużo zarabiamy na turystyce, dlatego zależy nam na pozytywnym wizerunku miasta. Pewne ograniczenia są konieczne, ale nie chcemy wylać dziecka z kąpielą. Po prostu walczymy o jakość, a nie ilość. To jest Sopot – podkreśla.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej